czwartek, 30 października 2008

Mroczny świt part III

To było jej ucho. A ona wyła z bólu i skręcała się w beznadziejnej walce spętanego ciała o choć szansę na rozluźnienie uciskającego drutu. Krzyczała, a stwór krzyczał razem z nią...

Nie mogła dłużej krzyczeć, ani zawodzić. Nie mogła płakać, ani zatamować krwi płynącej z rany po odgryzionym kawałku ucha. Nie mogła też dosięgnąć obrzydliwego drapieżnika, który teraz siedząc w pozycji lotosu wydawał się sprofanowaną figurą jakiegoś szmatławego wcielenia Buddy. Buddy od medytacji szczurów i mistyki ciemnych korytarzy, zapleśniałych ścian i zarobaczonych tajemnic. Buddy śmierci.
Cisza wypełniła piwnicę i było to jeszcze bardziej męczące niż atak, albo wybuch furii u napastnika. Ale nic takiego się nie stało.
Stwór wstał. Zdało się jej, że trwali tak godzinę, albo dłużej. Zbliżył się do niej i zwinnym ruchem swych krogulczych palców uwolnił z drucianych wnyków.
Szarpnęła się na podłodze i potoczyła w bok, jak najdalej odsuwając od mężczyzny. „Może ten wariat chce mnie teraz zabić, ale tak, żebym się ku jego zadowoleniu broniła” - postanowiła zachować spokój, choć tętno pulsowało z hałasem w jej ciele i czuła, jak krew uderza do głowy.
Napastnik ustawił się dokładnie naprzeciw, ręce miał opuszczone i nic nie wskazywało na to, żeby w jego posiadaniu znajdowało się jakieś narzędzie zbrodni. Po prostu stał i nawet nie patrzył w jej kierunku.
- Użyję dość banalnego zwrotu i pewnie dobrze ci znanego: oto jest ciało i krew moja – rozłożył ręce. - Pewnie to oburzające, ale to najtrafniejszy zwrot, jaki słyszałem. Kiedyś ktoś mi to powiedział, a teraz ja doszedłem do kresu nocy i przekazuję to motto dalej – dokończył, choć wcale nie była przekonana, że słowa były dedykowane jej.
„Kurwa, jeszcze świr do tego” - westchnęła głęboko i resztką woli zmusiła swoje ciało do działania. Zaskoczyło ją, że mimo obrażeń i strachu znalazła dość sił, by rzucić się na tego wariata. Jeśli uda się jej ogłuszyć to coś, albo choćby odepchnąć na moment - może doskoczy do piwnicznej wyrwy, wyjdzie na górę, zacznie wzywać pomocy... cokolwiek.
Nie bronił się. Rzuciła się na niego uzbrojona w ciężki obiektyw roztrzaskanego aparatu, celnie mierząc w sam środek czaszki. Przewrócili się, a wtedy kierując się wściekłością, furią, albo może tylko głębokim strachem (nigdy nie potrafiła wyjaśnić do końca tamtej chwili, ani opisać uczuć i pragnień jakie pojawiły się nie wiadomo skąd, by zawładnąć jej świadomością) zaczęła jakby w akcie zemsty sama gryźć i szarpać ciało - jeszcze niedawno napastnika, a teraz bezbronnej, sztywnej ofiary. Uderzała jego głową raz po raz w piwniczną posadzkę. Przestała dopiero w momencie, kiedy zauważyła szarą maź wypływająca między połamanymi chrząstkami i kośćmi. Nie wyobrażała sobie do tej pory smaku ludzkiej krwi, a co dopiero smaku ludzkiego mięsa.
Ponury rytuał trwał do chwili, gdy opadła ze zmęczenia i wewnętrznej pewności, że już dość. Nie spoglądając na mężczyznę, ani na to co z niego zostało - szybko wydostała się z podziemnej nory.
Na podwórku nic się nie zmieniło. Kocia rodzina dalej krążyła przy miskach. Na jej widok zwierzęta z miaukiem i prychaniem schowały się pod brezentową zasłonkę, którą ktoś zawiesił na dawnym stelażu balkonowego kwietnika. Trzymając się ścian i przytykając chustką zakrwawione strzępy ucha, szła w kierunku głównej ulicy. Nadal było cicho i szaro. Dzień dopiero się budził. To dziwne, bo myślała, że spędziła w piwnicy całe wieki. Zabrała ze sobą rozbity aparat, już na ulicy wyciągnęła z torby schowany telefon komórkowy i wykręciła numer zaprzyjaźnionej korporacji taksówkarskiej. Czekając na samochód patrzyła w kierunku opuszczonego sklepu. Była pewna, że ktoś ją obserwuje zza brudnych szyb. Chciała tam pójść, rozbić taflę szkła i najchętniej zabić tego dzikiego lokatora. „Wiedział, wiedział, wiedział” - powtarzała na okrągło.
Słońce powoli unosiło się nad dachami okolicznych kamienic. Pokryte zaśniedziałą miedzią i starymi dachówkami budowle stawały się w świetle jesiennych promieni przyjaźniejsze, pokazując swoją lepszą twarz. Na głównej arterii śródmieścia zaczynał się ruch i tworzył pierwszy korek.
- Miała pani jakąś nieprzyjemną przygodę? – kierowca z niepokojem i ciekawością zerknął w lusterko.
- To tylko drobne ugryzienie psa, który mnie przewrócił. Ale na pewno był szczepiony. Wie pan jak to jest w tych starych dzielnicach... – uśmiechnęła się do mężczyzny. Otworzyła aparat, sprzęt był uszkodzony, ekran podglądu lekko pęknięty, ale nadal działał. Włączyła odtwarzanie. Aparat zarejestrował wszystko, co działo się w piwnicy. Przypadek?
Na tylnym siedzeniu taksówki oglądała, jak w szale zjada wyszarpane kawałki twarzy swojego oprawcy. Pełna spokoju przymknęła oczy, przejechała językiem po podniebieniu i zębach czując w kubkach smakowych resztki mózgu i kawałki chrząstek.
Daję ci swoje ciało i krew... - tylko po co? Tego dowiem się chyba niebawem – pomyślała.

(Pat)

pierwszą część opowiadania Pat czytaj tutaj, drugą tutaj. A tutaj jej pierwsze opowiadanie Zmora.

Przypominam o konkursie na temat filmu Nocny pociąg z mięsem, którego premiera już w piątek!

poniedziałek, 27 października 2008

Spirala zła czyli mroczna opowieść o duchach

Spirala zła to kolejny z niezależnych horrorów, które ukazują się dzięki Carismie. Jest to niezła opowieść o duchach, nieco naiwna, ale ma swój klimat.

Twórcy filmu (tu zwiastun) w akcję zaprzęgnęli Thomasa Edisona. Znany wynalazca miał przed swoją śmiercią w 1931 roku odkryć urządzenie pozwalające na rozmawianie ze zmarłymi. Wiele lat później młoda kobieta postanawia odbudować maszynę, zdobywa jej projekt, zbiera grupę znajomych i wyjeżdzają wspólnie do opuszczonego domu. Urządzenie skonstruować się udaje łatwo, duchy jednak nie okazują się przyjaźnie nastawione, a sam dom - jak się wyjaśnia - w przeszłości był miejscem ponurej zbrodni... Kto wygra? Duchy? Czy może ludzie? Przekonajcie się sami 8-)


"The Brink" USA 2006
70 min.
reżyseria: Benjamin Cooper
scenariusz: John Bowker, Benjamic Cooper

Mroczny świt part 2

Nawet nie zdążyła krzyknąć, kiedy coś wciągnęło ją z impetem do piwnicznej otchłani. Smród wilgoci i kurz sprawił, że nie mogła złapać oddechu. A wtedy coś uderzyło ją z całej siły w głowę. W tępo pulsującym rytmie bólu zapadła się w niebyt...

Uderzenia, kopniaki i ugryzienia spadły na każdy centymetr jej ciała. Głowa, nogi, dłonie, tułów – nic nie zostało oszczędzone. Jakby maszyna do rozdzielania bólu chciała najsprawniej wywiązać się ze swojego zadania. „Dlaczego?!” - chciała krzyczeć, ale gardło dławiła ślina i krew z rozbitych ust. Przez chwilę miała wrażenie, że przegryzła sobie język, ponieważ kawałek mięsa współgrający przy artykułowaniu słów zamienił się w odrętwiały ochłap. I kiedy nagle przestała odczuwać cokolwiek - zamarzyła o śnie. O tym, by koszmar okazał się być tylko senną marą, źle strawionym jedzeniem i pokłosiem zbyt dużej dawki wypitego alkoholu.
Jakieś smrodliwe cielsko naparło na nią z całej siły, przygniatając do podłogi, krępując ruchy i tak już prawie martwego z bólu, materialnego kawałka jej samej.
Spuchnięte oczy próbowały zobaczyć cokolwiek w mroku piwnicy. Nie wiedziała czy długo była nieprzytomna. Na pewno był dzień, bo przez wyrwę, którą została wciągnięta w pułapkę, wpadała dość jasna smuga światła. W sam raz żeby zobaczyć własne, skrępowane dokładnie drutem nogi. Wygięte do tyłu ręce również były unieszkodliwione. W twarz wgniatały się kawałki gruzu i resztki jakiś wilgotnych papierów. Wokół potwornie śmierdziało.
Chciała choć lekko się poruszyć, żeby przekonać się czy nie ma jakiś złamań. Udało się. Szarpiąc na boki obolałą głową zobaczyła w piwnicznym kącie napastnika. Siedział w kucki, nerwowo podrygując i z głośnym mlaskaniem jedząc. Szybko zauważył, że powróciła jej świadomość. Nie wstając zbliżył się do niej. Zauważyła, że takich ruchów nie może wykonywać człowiek. Stwór na poły pełznął, na poły przesuwał się do przodu przy pomocy przednich kończyn, nie przerywając przeżuwania.
- Kiedyś byłem jak ty, jak ty... taki sam. Kiedyś… - wyseplenił ludzkim głosem, zrozumiałym językiem, a ona zobaczyła przed sobą twarz szarą, zwyczajną, zaniedbaną latami spędzonymi w degenerujących warunkach. Odetchnęła. Mimo grozy i beznadziejności sytuacji uspokoił ją widok człowieka.
- Nie wiem kurwa kim jesteś, nie wiem o co ci chodzi. Jak chcesz pieniędzy, to dam, jak liczysz na aparat, że go sprzedasz, to zdaje się, że już do niczego się nie nadaje - skinęła na rozwalony na kamiennej podłodze sprzęt. - I kurwa wypuść mnie lepiej, bo ta historia skończy się i dla mnie, i dla ciebie źle – wydusiła z siebie ostatnie zdanie.
- To nie ważne - zacharczał napastnik. - Mnie nie może się już nic stać... Przecież ostrzegano cię, żeby tu nie wchodzić - zarechotał. - Nie bierz tego do siebie, to wszystko tylko przypadek, taki margines pomiędzy nocą, a dniem...
Drżenie narastało z każdym usłyszanym słowem. Absurd, nierealność i niemożność wytłumaczenia całej sytuacji wzbudziły w niej te pokłady przerażenia, o których istnieniu wolimy zazwyczaj nie wiedzieć. - To nieprawda… - pomyślała.
Oprawca przesunął się w kierunku świtała. Teraz dokładnie mogła zobaczyć, co przez cały czas tej dziwnej rozmowy przeżuwał. Uniosła twarz i z odrazą rozpoznała kawałek okrwawionego mięsa... ludzkiego ucha. Zimna pewność obrazu w błyskawicznym tempie połączyła się z rwącym bólem, narastającym z sekundy na sekundę. Jakby dopiero połączone sekwencje, napełnione sensem dotarły do jej świadomości, ukazując złożoność okrucieństwa.
To było jej ucho. A ona wyła z bólu i skręcała się w beznadziejnej walce spętanego ciała o choć szansę na rozluźnienie uciskającego drutu. Krzyczała, a stwór krzyczał razem z nią. Ale ofiarą kierowała rozpacz, a myśliwym tylko i wyłącznie instynkt i zadowolenie z udanego polowania.
CDN

pierwszą część opowiadania Pat czytaj tutaj. A tutaj jej pierwsze opowiadanie Zmora.

niedziela, 26 października 2008

Utkwiony zwycięzcą Festiwalu Horroru

Znamy już najlepszy film tegorocznego festiwalu Horroru. Wybrało go jury w składzie: przewodniczący Andrzej Kołodyński (Kino), Krzysztof Michałowski (Filmweb), Robert Ziębiński (Newsweek), Jakub Demiańczuk (Dziennik) i Piotr Mańkowski (Horrorfestiwal).

Główną nagrodę festiwalu, Złotą Czaszkę przyznano filmowi Utkwiony (Stuck). W uzasadnieniu jury napisał, że pozostawia on, niezależnie od swojej realistycznej konwencji, niepokój o metafizycznym wymiarze. Według jury “Stuck” jest filmem bardzo dobrze napisanym, zwraca uwagę wysokim poziomem artystycznym. Jury wyróżniło też film “Cronocrimenes” za precyzyjną konstrukcję fabularną oraz “Mulberry Street” za efektywne użycie niewielkich środków finansowych.

Szkoda, że organizatorzy nie zdecydowali się na zorganizowanie wyborów najlepszego filmu zdaniem publiczności.

Przypominam o konkursie na temat filmu Nocny pociąg z mięsem, którego premiera już w piatek!

Udany ostatni dzień Festiwalu Horroru

Czwarty dzień był wyjątkowo udany. Dwa bardzo dobre filmy – The Mulberry Street i Utkwiony.

Wybrać się samotnie w sobotni wieczór (pierwszy seans o godz. 22.00) wyjątkowo mi się nie chciało. Ale zmobilizowałem się i poszedłem. I nie żałuję. Pierwszy film, mimo że zrobiony niewielkim nakładem finansowym robił duże wrażenie. Opowiada o Nowym Jorku, który atakują szczury. Ale nie szczury są tutaj bohaterami, a ludzie przez nie zarażeni. Stają się potwornymi stworami, które atakują innych ludzi. Oczywiste jest nawiązanie do filmów o Zombie. Film opowiada o lokatorach jednej z kamienic, którzy muszą stawić czoła niebezpieczeństwu. Czy im się uda? Warto żebyście się przekonali sami. Co prawda filmu nie ma jeszcze w kinach, ale mam nadzieję, że zostanie wydany przez Carismę na dvd, tak jak niemal wszystkie filmy ubiegłorocznego festiwalu. Jim Mickle tym filmem debiutuje i miejmy nadzieję, że zrobi jeszcze wiele bardzo dobrych filmów.

sobota, 25 października 2008

Czwarty dzień Festiwalu Horroru: Nudna Piła V

Czwarty dzień Festiwalu Horroru zaczął się od filmu „Czarodziej Gore”. Ponieważ jednak oglądałem ten film dopiero od połowy napisze o nim zapewne Pat. Ja skupię się na Pile V.


Nie wiem, może nastąpiło już zmęczenie organizmu tym kultowym cyklem. Tak jak sobie obiecywałem po trzeciej części (pisałem szerzej o swoich wrażeniach na 5 Władzy) czwartej nie obejrzałem. Teraz piątą miałem okazję zobaczyć na Festiwalu Horroru. Polska premiera filmu (tu zwiastun) miała miejsce tego samego dnia co amerykańska. Ale co z tego... Wynudziłem się dość mocno. Już nawet drastyczne sceny nie robiły takiego wrażenia, trzy pierwsze części znieczuliły mnie już dość mocno. Choć na nieprzygotowanym widzu mogły zrobić wielkie wrażenie.

piątek, 24 października 2008

Trzeci dzień Festiwalu Horroru: Wilkołactwo jako ciężkie rzemiosło

W menu trzeciego dnia Festiwalu Horrorów zaserwowano na kolację dwa obrazy: The Feeding (Pożeranie) oraz Dying God . Oba filmy można zakwalifikować jako wariacje na temat szeroko pojętego wilkołactwa.

The Feeding to klasyczna historia o grasującym w amerykańskich lasach wilkołaku, grupie nastolatków i parze łowców, którzy uzbrojeni w odpowiednią broń i wiedzę starają się ubić żarłocznego stwora. Film jest pokłosiem wszystkich obrazów tego typu jakie zostały nakręcone przez amerykański przemysł filmowy mniej więcej od 50. lat XX wieku. Nic nowego, nic kreatywnego. Dość, żeby powiedzieć: jak na współczesne warunki, możliwości i oczekiwania to zdecydowanie za mało. Wilkołak jako monstrum raczej nie przerażał, zdjęcia nie zaskakiwały, a postacie pod względem rysu psychologicznego przypominały projekty szkolnych filmików-wprawek. Szkoda bo czołówka zapowiadała się bardzo dobrze. W sumie – można było nawet zrobić klasyczny obraz – ale wykonać to zadanie dobrze i byłoby git. Niestety, twórcy filmu nie tylko nie odrobili lekcji z budowania nastroju grozy, ale (co najgorsze) skomponowali takie dialogi, że... publiczność od pewnego momentu pokładała się na sali ze śmiechu.
A teraz z zupełnie innej beczki: to nie była zła rozrywka:-) Jeśli zapomnieć o aspiracjach tego dzieła to można zabawić się przy nim nawet fajnie. Wilczysko śmieszy, twardzi łowcy (mężczyzna i kobieta) okazują się być sztywniakami bardziej pozującymi na profesjonalistów niż nimi będący w rzeczy samej, a nastolatki? Ha – dialogi na temat seksu, chodzenia ze sobą i dylematów: picie czy marihuana były wprost fantastyczne. Inna rzecz – film bawi, kiedy ogląda się go przy zbiorowym udziale widza, myślę, że samotny seans bardziej zanudziłby niż wciągnął do gry. Reasumując: nie było źle, ale na pewno nie było strasznie ani kreatywnie – a tego w sumie od współczesnych horrorów wymagamy.
The Fedding USA 2006
Czas projekcji: 90 min.
Scenariusz i reżyseria: Paul Moore
Obsada: Robert Pralgo, Rod Shephard, Barry Ellenberger, Jennifer Leigh, Ben Green


Dla odmiany Dying God (Umierający bóg) zaskoczył w całkiem przyzwoity sposób. Oto historia zdegenerowanego policjanta, który zajmuje się przedziwną serią morderstw prostytutek. Kobiety giną...podczas stosunku płciowego w wyniku rozerwania ich macicy i podbrzusza. Jest zagrożenie, upadłe miasto, korupcja władzy, mafia, krew i flaki, a przyczyną zła jest pradawne indiańskie bóstwo, które choruje na raka. Ale zanim umrze musi znaleźć jak największą liczbę partnerek seksualnych aby dalej przekazać swój kod DNA. Dla pikanterii dodam, że w tej intrydze narzędziem zbrodni jest... mega-penis indiańskiego stwora. Uf, przekonajcie się zresztą sami jak to wyglądało w praktyce. Warto. Nam podobała się w Dying God (filmie bez wysokiego budżetu) wizja wszechogarniającego rozkładu. Tu wszystko umiera, stacza się i rozpada. Począwszy od struktur władzy, miejskiej architektury aż do głównych bohaterów (ludzkich) i w rzeczy samej indiańskiego demona-boga. Zaś końcowa sekwencja z rzezią przy użyciu piły tarczowej to ukłon w kierunku klasyki kina gore. Obraz godny i nie nudził.

Dying God Argentyna 2008
Czas projekcji: 85 min.
Scenariusz i reżyseria: Fabrice Lambot
Obsada: Louis Ballester, Lance Henriksen, James Horan, Victoria Maurette
(Pat)

czwartek, 23 października 2008

Horror Festiwal – dzień drugi. Matka Płaczących wypruwa flaki z fanów horroru

Drugi dzień trwającego właśnie Festiwalu Horroru okazał się cudownym fajerwerkiem sztuki grozy. W porównaniu do naszych odczuć z poprzedniego wieczoru, było to prawdziwe katharsis.

Przyznaję – miałam obiekcje – dwa filmy Dario Argento w jednym secie – to ryzykowne posunięcie. Włoski reżyser jest postacią kultową, ale jak to bywa z „kultem” specyficzną i ezoteryczną. Albo się go kocha, albo odrzuca. Stąd nasze obawy – czy bardziej nie zaprawieni w bojach horrorowych widzowie strawią infernalnego Dario w dość dużej dawce. I piekło znów zaskoczyło :-)
Pierwszy film Suspiria z 1977 to jedno z najsłynniejszych dzieł Argento, film pokazano poza konkursem, a powodem było swoiste wprowadzenie do... Matki Płaczących (The Third Mother) najnowszego filmu reżysera z 2007 roku. Trzydzieści lat po Suspirii Argento postanawia rzucić więcej światła na tajemniczy motyw zbrodniczych wiedźm.
Matka powala. To prawdziwa uczta dla zwolenników Argento i fanów horrorów, które łączą w sobie wielość wątków charakterystycznych dla tego gatunku. Okultyzm, duchy, wiedźmy, alienacja jednostki, sadyzm i zatracenie, a wszystko z prowokującym erotyzmem w tle.
Akcja filmu rozgrywa się w przepięknych plenerach rzymskiej metropolii. Bohaterką jest młoda konserwator (Asia Argento), która w pozornie przypadkowy sposób wpada w wir intrygi z krwawą wiedźmą w tle. Trup ściele się gęsto, wyrafinowane tortury mieszają się z narastającym chaosem szaleństwa. Stylowe zdjęcia krypt, grobów i opactw są ukłonem w kierunku gotyckiego stylu horrorów. Fabuła to konstrukcja, która spodoba się zwolennikom horrorowego postmodernizmu. Argento miksuje wątki, wprowadza styl komiksowy, składa ukłon popkulturze (kostiumy i muzyka). To nie jest dzieło dla poszukujących głębi intelektualnych rozterek, to film jak numery zespołu Misfits – groteskowo, kolorowo i z okrutnym przytupem – genialnie.
Co do elementów gore - ha, co ja tu będę pisać – jest trochę smaczków, jest niezła kolacja z obowiązkowymi flakami w menu.
Argento zrobił film z rozmachem (z dużym budżetem), zdjęcia i reżyseria są naprawdę na dużym poziomie, estetyka powala. Świetny jest montaż, kostiumy i muzyka – a przewodni numer zagrany przez włoski band Daemonia – pasuje do tego filmu jak ulał:-). I zwróćcie uwagę na ostatnią scenę The Third Mother – kiedy para bohaterów – wybucha śmiechem.
Jednym słowem Matka daje radę – a przy tym jak wygląda – oby więcej takich matek.


Włochy 2007
Czas projekcji: 98 min.
Reżyseria: Dario Argento
Scenariusz: Dario Argento
Obsada: Asia Argento, Moran Atias, Udo Kier, Robert Madison

(Pat)

środa, 22 października 2008

Mroczny świt part I

Rozpoczynamy publikację kolejnego opowiadania Pat w odcinkach. Tutaj możecie poczytać jej poprzednie opowiadanie "Zmorę".

Drzwi zamknęły się z nieprzyjemnym trzaskiem. Cięcie. Tam z tyłu został hałas kończącej się powoli nocy. Stanęła twarzą w twarz z ciszą skradającego się świtu. Przez chwilę myślała o tym, aby obrócić się plecami do dnia i wrócić do ciepłej, pachnącej dymem papierosowym i alkoholem knajpy.
Koniec z tym. Każda noc się kiedyś kończy. Nie każdy dzień może przynieść za to radość.
Sprawdziła czy przewieszony przez ramię aparat fotograficzny jest na miejscu. Raz, dwa, trzy. Obiektyw, zabezpieczenie, stan baterii. Rusza na łowy. Mniej więcej za trzydzieści minut noc przestanie czarować i zasłaniać banalność naszego życia, ale nikt tego nie zauważy. Miasto jeszcze śpi. W szarej poświacie jesiennego poranka liczyła na szczególne obrazki z życia miasta, egzystencji na pograniczu. Dokładnie takiej jak ta wyjątkowa chwila pomiędzy nocą i dniem. „Pomiędzy życiem, a śmiercią” – przeszło przez jej myśli. Alkohol i wypalone papierosy powodowały, że jej krok nie był stabilny, a zmęczenie całonocnym siedzeniem przy barze dawało się we znaki. Ruszyła na przód, wybierając kierunek starych śródmiejskich uliczek, powoli tracących swój koloryt i dekadencję rozkładu zastępowaną przez zrewitalizowane elewacje, nowoczesne okna i kolorowe witryny nowych sklepów i kawiarni. „Ale zanim skończy się ta wielka operacja plastyczna mojego miasta uwiecznię w pamięci jego wszystkie zmarszczki, bruzdy i przebarwienia”. Taka była misja i tak miał wyglądać ten projekt – Miasto po śmierci i przed życiem.
Ta ulica nie różniła się od dziesiątek innych do niej podobnych. Może tylko perspektywa była bardziej niesamowita. Na końcu wysokich rzędów ponurych kamienic oblepionych pstrokatymi balkonami widać było kawałek parkowego skweru i dwie wysokie wieże remontowanego kościoła. Barczysty budynek rozłożył się w parku jak olbrzymie monstrum zupełnie nie pasujące do oszczędnej zieleni, delikatnego oczka wodnego i obumarłych chwilowo klombów kwiatowych. Bryła była tak ciemna, że żaden wschód słońca nie mógł do końca oświetlić tego miejsca. Jednocześnie cała kompozycja była wyjątkowa. Na pozór nie współgrające ze sobą elementy tworzyły wyjątkową mozaikę porządków innych światów. I każdy z nich walczył o palmę pierwszeństwa. Przy witrynie opuszczonego antykwariatu zrobiła pierwsze zdjęcie. Wybita szyba, drzwi zablokowane metalową sztabą i porozrzucane książki w skromnym wnętrzu. Resztki jakiś niepotrzebnych nikomu broszur. Bez wartości, choć każda z ich stron była pokryta drogocennym słowem. Spojrzała w drugą stronę, w idealnej chwili aby zdążyć uchwycić młodego pijaka wracającego z nocnej eskapady, który mimo kompletnego upojenia próbował w bramie odpalić sobie papierosa (bezskutecznie). Brakowało jej elementu zaskoczenia. Zaglądnęła na najbliższe podwórko, gdzie zwróciła jej uwagę kocia rodzina kłębiąca się wokół wystawionych pośpiesznie misek. Kocie futerka stanowiły przeciwwagę dla odrapanych murów. Zrobiła całą serię ujęć. Wycofując się cicho spojrzała na półprzymknięte drzwi starego sklepu, gdzie w głębi paliło się światło. Ktoś zamieszkiwał ten opuszczony lokal, najprawdopodobniej korzystając z braku zainteresowania władz okolicą po częściowym wysiedleniu, a przed remontem. Zdecydowała się na jedno ujęcie. Tylko jedno małe klik, a potem sesja mrocznego kościoła w promieniach październikowego słońca.
-Nie wiesz, że tu nie można zaglądać – warknęła jej na powitanie jakaś postać. Mężczyzna był od niej dużo niższy i zasłaniał swoją zgarbioną posturą wnętrze.
-Tylko jedno zdjęcie, piątka na tanie fajki i idę – zaproponowała ugodowo.
-Sram na pety. Palą je żywe trupy -zarechotał.
Zdziwiła ją ta wulgarna błyskotliwość, ale to było fajne.
-Daj spokój, ja nie z gazety – chciała załagodzić sytuację. Musiała mieć to zdjęcie.
-O spokój martw się ty, głupia - parsknął mężczyzna – uciekaj stąd do miasta, tam – kiwnął głową w kierunku centrum – i nie leź w te ruiny więcej. Jest tyle pięknych rzeczy do sfotografowania – wskazał brudnym palcem na jej aparat.
Wzruszyła ramionami. I tak udało jej się coś uchwycić. Zostawiła mamroczącego nielegalnego lokatora i ruszyła w kierunku podwórkowych oficyn. Jakby na przekór. Nagle cisza oplotła ją z każdej strony. Słyszała skrzypnięcia starych schodów i terkot powyginanych blach na parapetach i balkonach. Odwróciła się. Drzwi od opuszczonego sklepu pozostały zamknięte.
Nawet nie zdążyła krzyknąć, kiedy coś wciągnęło ją z impetem do piwnicznej otchłani. Smród wilgoci i kurz sprawił, że nie mogła złapać oddechu. A wtedy coś uderzyło ją z całej siły w głowę. W tępo pulsującym rytmie bólu zapadła się w niebyt.
CDN.

Zapraszam do udziału w konkursie na temat filmu Nocny pociąg z mięsem.

wtorek, 21 października 2008

Fatalne otwarcie Festiwalu Horrorów

Tak fatalnego otwarcia Festiwalu Horrorów nie spodziewałem się. Oba dzisiejsze filmy - „Pop Skull” i „Zbrodnie czasu” nie dość, że nie były filmami grozy to jeszcze były bardzo słabe. Podczas pierwszego z nich z kina wyszło kilkanaście osób.

Tym razem Festiwal Horrorów zorganizowano w największej sali wrocławskiego Multikina w Galerii Arkady. Rok temu mniejsza sala była pełna, dziś największa świeciła pustkami. Nie wiem czy winić za to dobór filmów czy też wydłużenie festiwalu do pięciu dni i zmniejszenie liczby filmów do dwóch. Dodatkowo organizatorzy zmienili reguły gry i dzisiaj okazało się, że drugi seans rozpoczyna się nie o godz. 21 a 15 min. po pierwszym filmie. Ci więc, którzy przyszli zgodnie z planem na 21.00 spóźnili się.

Festiwal rozpoczął „Pop Skull” Adama Wingarda. Jest to opowieść o młodym mężczyźnie, który wpada w depresję po tym jak odchodzi od niego dziewczyna. Zaczyna brać psychotropy i coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością. Film jest bardzo męczący, mrugające światła męczą oczy, a całość nudzi. Słusznie Pat powiedziała, że niepotrzebne było prawie 90 minut na to by główny bohater zdecydował się na zabicie faceta swojej byłej dziewczyny...

Drugi film – hiszpańskie „Zbrodnie czasu” to popłuczyny po bardzo dobrym „Efekcie motyla”. Aż szkoda się jakoś szczególnie rozpisywać na ten temat.

Mam nadzieję, że środa będzie ciekawsza. Zaplanowano dwa filmy Dario Argento: „Suspiria”(19970 i „Matka płaczących” (2007).
Poczytaj co o pierwszym dniu festiwalu sądzi Pat.



Pop Skull USA 2007
Czas: 86 min.
Reżyseria: Adam Wingard
Scenariusz: E. L. Katz, Lane Hughes
Obsada: Lane Hughes, Brandon Carroll, Maggie Henry

Cronocrimenes Hiszpania 2007
Czas: 88 min.
Reżyseria i scenariusz: Nacho Vigalondo
Obsada: Karra Elejade, Candela Fernandez, Barbara Goenaga, Nacho Vigalondo

poniedziałek, 20 października 2008

Nocny pociąg z mięsem - konkurs

Dokładnie w Helloween premiera "Nocnego pociągu z mięsem" na podstawie Cliva Bekera. Z tej okazji wspólnie z dystybutorem - firmą Vision ogłaszamy konkurs.

Do wygrania jest kilka koszulek i filmów. Pytanie jest proste. W jakim tomiku opowiadań ukazała się ta nowela? Odpowiedzi (na adres dominikpanek@prw.pl) możecie przesyłać do dnia premiery filmu. A zapowiada się on bardzo ciekawie. Tutaj możecie zobaczyć zwiastun. Zapowiada on naprawdę dobry film!

Zmora (w komplecie)

Po publikacji odcinkowej dzisiaj macie okazję zapoznać się ze "Zmorą" autorstwa Pat w całości.

(partI)
Pod tymi schodami na pewno mieszka Zmora – tak, jestem tego pewny. Brama mojej kamienicy to obskurna otchłań. Może jeszcze nie tak strasznie zaniedbana, jak potrafią być klatki w najstarszej części Śródmieścia, ale nie jest to normalne miejsce. Odkąd tu mieszkam, ściany głównego holu zawsze pokrywa lekka wilgoć. Zauważyłem jeszcze jedno – z sufitu w lewym górnym rogu „COŚ” się sączy. Mówię „coś”, bo to jakaś lepka, ciemna ciecz zupełnie nie przypominająca wody, nawet takiej co wybija ze starych przerdzewiałych rur. I ten cholerny zapach: podgniłych liści, zmieszany z kocią uryną i jeszcze czymś, w stylu grzybów... może, sam nie wiem. Tak więc codziennie, jednym susem staram się pokonać całe to mroczne przejście. Dopiero na schodach mogę odetchnąć i poczuć się bezpiecznie. Bo trzeba przyznać, na wyższych kondygnacjach budynek jest naprawdę stylowy i już nie tak mroczny.
Tyle, że ta Zmora spędza mi sen z oczu.Pierwszy raz zauważyłem – nie, poczułem jej obecność, w pewien letni wieczór. Wcale nie było ponuro, nie padał deszcz, ani nie wracałem zbyt późno do domu. Przechodząc w kierunku schodów usłyszałem pod schodami szelest. W tamtym miejscu zawsze jest ciemno, więc trzymając się ściany ostrożnie wszedłem w zapuszczony zaułek, miejsce nieodwiedzane przez mieszkańców mojej kamienicy.
Sterty starych papierów, porzucone puszki po piwie i jakieś inne pokryte satyną wieloletniego kurzu graty walały się wszędzie i każdy kolejny krok powodował hałas. Im byłem bliżej, tym bardziej upewniałem się, że nie tylko ja brnę po tej stercie rupieci. Aż w końcu, tuż pod spadzistym kątem podstawy drewnianych schodów dostrzegłem kawałek tego czegoś. Chyba nie chciała abym ją zobaczył, bo całe zdarzenie trwało zaledwie sekundę, ale to wystarczyło. Zanim ten fragment pomarszczonej i pokrytej czymś w rodzaju łuski (a może to były bruzdy wypełnione brudem?) oraz chyba zaopatrzonej w szpony, niewielkiej dłoni zniknął w ciemnościach.Przez chwilę wstrzymałem oddech. Nie boję się takich rzeczy. One zazwyczaj są zupełnie nieszkodliwe i żywią się naszym wewnętrznym strachem – jeśli go okażemy, a poza tym pozostają zupełnie bezbronne.
Dlatego zostawiłem ją w spokoju. Pomyślałem, że to jedna z tych szczurowatych postaci dogorywających w ciemnych fałdach świata, którego już nie rozumieją.
Ale ona wróciła do mnie którejś nocy. I wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to nie jest przypadek....

(part II)
W ciemnym rogu sypialni, tuż pod samym sklepieniem sufitu. Pokój był wyciemniony. Zasłoniłem szczelnie okna, aby nikt nie przeszkadzał mi w mojej pracy. Nie lubiłem podglądaczy, nawet wówczas gdy siedziałem bez ruchu w fotelu i tylko obrabiałem przedmioty. W tym życiu grunt to zachowanie lekkiej anonimowości i neutralnej atrakcyjności. Tak, by nikt nie zwracał na nas uwagi.
Zmora wcale nie przyszła o północy. Był zmierzch, ale jeszcze noc nie wypchnęła resztek dnia poza nawias doby. Poznałem ją po tych szpetnych dłoniach. Była mała, pokurczona, ze skołtuniałymi włosami. Nie potrafiła mówić, stąd domyśliłem się, że jest zupełnie zaskoczona swoją formą i tak naprawdę jeszcze nie dotarło do tego „czegoś”, że znalazło się na zupełnie innym levelu bytu. Schwyciłem ją bez problemu, leżała teraz bezbronna na podłodze i z rozbawieniem szturchałem ją czubkiem buta. - Skąd się tu wzięłaś? Chyba nie przywlekłem cię ze sobą? Takie niedociągnięcia mi się nie zdarzają – mówiłem bardziej do siebie niż do tego niedorozwiniętego stworzenia. Była w stanie tylko jęczeć i kotłować się. Degrengolada. - Należysz do kogoś? - nagle w mojej świadomości pojawiła się pewność: - ...ktoś cię przysłał.
Nie było sensu bawić się z nią dłużej. W tej branży trzeba szybko działać i nie zastanawiać się nad konsekwencjami. Wszyscy musimy walczyć o przeżycie. Zdawałem sobie tez sprawę z tego, że pozostawienie jej dłużej w bliskości może ściągnąć na mnie kłopoty. A przecież nie po to włożyłem tyle pracy, by odciąć się od tego zgniłego i mrocznego gówna, żeby zostać zdemaskowanym przez własną nieuwagę.
- Zabicie cię wcale nie będzie przyjemnością. Będzie nudą. Jesteś tak mało istotna, że nawet nic na tym nie skorzystam. Nie bierz tego do siebie, ale nie mogę sobie zawracać tobą głowy – schwyciłem ją za obrzydliwy kołtun i zawlokłem do łazienki... To pomieszczenie miało sugerować pokój kąpielowy. Jednak na moje potrzeby nadałem mu nieco inny charakter. Wyposażyłem w wartość dodaną. Popchnąłem drzwi i uśmiechnąłem się do siebie, bo byłem pewien wrażenia jakie zrobi wnętrze tego przedsionka czystego piekła na moim szkaradnym gościu. Trzymając blisko siebie szamoczącą się zmorę zachwyciłem się po raz setny krajobrazem, który sam ukształtowałem. Po obu stronach długiego pozbawionego okien pomieszczenia, na zamocowanych w suficie hakach wisiały przyrządzone już korpusy żywych (w chwili złapania) i martwych (w chwili wykopania) ciał. Podłogę profilaktycznie wyłożyłem folią, ponieważ brzydziłem się tej otoczki rozkładu. Choć to dzięki niej żyłem. I kiedy tak przytrzymywałem mojego nieproszonego gościa, nagle coś się zmieniło. Zdało się mi usłyszeć jej chaotyczne myśli. Panikę, strach i wzywanie kogoś na ratunek. To było ciekawe doświadczenie. Tyle, że skoro ja mogłem usłyszeć ją, to ona złapała kontakt z moim prawdziwym (ech, cóż to znaczy w sumie) ja...
- Myślałeś, że cię nie znajdziemy? - usłyszałem tuż obok siebie jakiś głos. Znajomy głos.
- Sigil? - odwróciłem się z niedowierzaniem. Nie, tego było za wiele.

(part III)
Wcale nie uciekałem, nie ukrywałem się. Po prostu nie tolerowałem „Ich” świata. Nie kupowałem tego, że jest to jakoby „nasz” poziom wspólnego bytu. To prawda: moja siła i wieczność mogły trwać tylko i wyłącznie dzięki przestrzeganiu „Tych” praktyk, ale ta zgnilizna, mrok, to wieczne litowanie się nad sobą, melancholia i feudalne podporządkowanie Istotom Starszym to... to było zupełnie paranoicznie. Ja nawet nie przepadałem za ciemnością. A szwędanie się po ponurych lochach, zaciekłych rdzą i brudem kątach nie należało zupełnie do moich faworytów. I teraz spotkanie z Sigil, Tym, a raczej (bo ostatnio była to Ona)...
- Mylisz porządki Sigil – uśmiechnąłem się pewnie do swojego nowego gościa – nigdzie nie jest napisane, że muszę spowiadać się ze swoich planów...
- Nie bluźnij wspominając spowiedź – Sigil cedziła słowa powoli – tacy jak ty nawet nie wiedzą co to znaczy... Złamałeś wszystkie zasady. Zabijałeś żywych w większych ilościach niż ci pozwolono, zjadałeś martwych bo wciąż byłeś żądny siły – wskazała głową na wiszące w mojej domowej rzeźni ciała.
Nigdy jej nie rozumiałem, dlaczego nie potrafiła docenić mojej kolekcji. Mojej indywidualności. Nic tylko prawa, zasady, Starsi... których nawet nie widziałem. To wszystko bzdury.
- Dość tej nadętej gadki – przerwałem jej spokojnie – prawda jest taka, że nie możesz znieść mojej samodzielności i niechęci do tej całej beznadziejnej oprawy naszego bytu.
Męczyło mnie to spotkanie. Obecność obskurnej zmory telepiącej się w kącie. Przerysowanej Sigil z jej białą twarzą i fioletowymi oczyskami. Wystarczył mi w zupełności widok zacieku na ścianach mojej kamienicznej klatki, jeśli chodzi o wstręt.
Sigil przechwyciła moje myśli.
- To co cię tak bardzo obrzydza pochodzi od ciebie. Przecież to posoka sącząca się z twego schowka – zaśmiała się głośno. - Nienawidzisz ciemności, a sam ją czynisz. Brzydzisz się naszego rzemiosła, ale to ono daje ci życie – zawiesiła głos, a jej posępny wyraz twarzy nabrał złośliwej ostrości – a teraz ja przyszłam odebrać co nasze. Bo my dajemy i możemy odebrać. Wiesz, to tak jak w Biblii.
Podeszła do zmory i pomogła jej wstać. Stanęły na przeciwko mnie. Pomyślałem, że zabicie ich dwóch nie będzie aż tak bardzo trudnym zadaniem, być może nawet Sigil zdziwi się jak wielką moc potrafiłem zdobyć. Choć oczywiście po tym incydencie reszta tych świrów nie da mi spokoju i najprawdopodobniej będę musiał opuścić swoje dotychczasowe lokum. Cóż, podejmowanie ryzyka wiąże się z niebezpieczeństwem, ale gdybyście zdawali sobie sprawę jak wysoka była wygrana. Tylko niewolnicy nie ryzykują. A więc do dzieła.Zamknąłem na chwilę oczy i pozwoliłem aby ta inna część mojej natury ukazała się moim drogim gościom. Dotknąłem dłońmi twarzy. Teraz i moje ręce były szponami, a zęby zamieniły się w sine i bardzo ostre siekacze. Mięso Sigil na pewno będzie doskonałą esencją...
- Głupcze, zrobiłeś to... - szept Sigil dobiegł mnie gdzieś z oddali, przebił się przez kaskadę ostrych dźwięków towarzyszących metamorfozie. Otworzyłem oczy i spostrzegłem zmorę jak chwyta mnie za ramiona i wpija się w mój kark. Nie mogłem nic zrobić. Żadnego ruchu. Skamieniała bezsilność. Cała moja istota zaczęła się kurczyć i czułem jak powoli zostaję wchłonięty przez tego niepozornego stwora, którego istotę i rolę dopiero teraz w pełni zrozumiałem.
Sigil spokojnie czekała na zakończenie tej makabreski. Kiedy zmora opadła bez sił szturchnęła ją końcem szpiczastego buta. - Zostaniesz w tej piwnicy pod schodami. Kiedyś ktoś po ciebie przyjdzie, na razie masz czas na przemyślenia – znów się zaśmiała.
Zmora była moją ofiarą, której nie dobiłem, a oni przerobili ją na tępego zabójcę. Bo tylko taka forma mogła stanowić zagrożenie i to tylko wtedy, kiedy ukazałem swoje drugie „ja”.
Przeczekam w tej ciemnej norze, przeżyję choć pomyślicie, że to niemożliwe. Czasem będziecie o mnie pamiętać, zwłaszcza podczas nocnych powrotów przez ciemne klatki schodowe, gdzie pod schodami coś dziwnie szeleści. Nie zaglądajcie tam.

Pat październik 2008

piątek, 17 października 2008

Zmora part 3

- Myślałeś, że cię nie znajdziemy? - usłyszałem tuż obok siebie jakiś głos. Znajomy głos.
- Sigil? - odwróciłem się z niedowierzaniem. Nie, tego było za wiele.


Wcale nie uciekałem, nie ukrywałem się. Po prostu nie tolerowałem „Ich” świata. Nie kupowałem tego, że jest to jakoby „nasz” poziom wspólnego bytu. To prawda: moja siła i wieczność mogły trwać tylko i wyłącznie dzięki przestrzeganiu „Tych” praktyk, ale ta zgnilizna, mrok, to wieczne litowanie się nad sobą, melancholia i feudalne podporządkowanie Istotom Starszym to... to było zupełnie paranoicznie. Ja nawet nie przepadałem za ciemnością. A szwędanie się po ponurych lochach, zaciekłych rdzą i brudem kątach nie należało zupełnie do moich faworytów. I teraz spotkanie z Sigil, Tym, a raczej (bo ostatnio była to Ona)...
- Mylisz porządki Sigil – uśmiechnąłem się pewnie do swojego nowego gościa – nigdzie nie jest napisane, że muszę spowiadać się ze swoich planów...
- Nie bluźnij wspominając spowiedź – Sigil cedziła słowa powoli – tacy jak ty nawet nie wiedzą co to znaczy... Złamałeś wszystkie zasady. Zabijałeś żywych w większych ilościach niż ci pozwolono, zjadałeś martwych bo wciąż byłeś żądny siły – wskazała głową na wiszące w mojej domowej rzeźni ciała.
Nigdy jej nie rozumiałem, dlaczego nie potrafiła docenić mojej kolekcji. Mojej indywidualności. Nic tylko prawa, zasady, Starsi... których nawet nie widziałem. To wszystko bzdury.
- Dość tej nadętej gadki – przerwałem jej spokojnie – prawda jest taka, że nie możesz znieść mojej samodzielności i niechęci do tej całej beznadziejnej oprawy naszego bytu.
Męczyło mnie to spotkanie. Obecność obskurnej zmory telepiącej się w kącie. Przerysowanej Sigil z jej białą twarzą i fioletowymi oczyskami. Wystarczył mi w zupełności widok zacieku na ścianach mojej kamienicznej klatki, jeśli chodzi o wstręt.
Sigil przechwyciła moje myśli.
- To co cię tak bardzo obrzydza pochodzi od ciebie. Przecież to posoka sącząca się z twego schowka – zaśmiała się głośno. - Nienawidzisz ciemności, a sam ją czynisz. Brzydzisz się naszego rzemiosła, ale to ono daje ci życie – zawiesiła głos, a jej posępny wyraz twarzy nabrał złośliwej ostrości – a teraz ja przyszłam odebrać co nasze. Bo my dajemy i możemy odebrać. Wiesz, to tak jak w Biblii.
Podeszła do zmory i pomogła jej wstać. Stanęły na przeciwko mnie. Pomyślałem, że zabicie ich dwóch nie będzie aż tak bardzo trudnym zadaniem, być może nawet Sigil zdziwi się jak wielką moc potrafiłem zdobyć. Choć oczywiście po tym incydencie reszta tych świrów nie da mi spokoju i najprawdopodobniej będę musiał opuścić swoje dotychczasowe lokum. Cóż, podejmowanie ryzyka wiąże się z niebezpieczeństwem, ale gdybyście zdawali sobie sprawę jak wysoka była wygrana. Tylko niewolnicy nie ryzykują. A więc do dzieła.
Zamknąłem na chwilę oczy i pozwoliłem aby ta inna część mojej natury ukazała się moim drogim gościom. Dotknąłem dłońmi twarzy. Teraz i moje ręce były szponami, a zęby zamieniły się w sine i bardzo ostre siekacze. Mięso Sigil na pewno będzie doskonałą esencją...
- Głupcze, zrobiłeś to... - szept Sigil dobiegł mnie gdzieś z oddali, przebił się przez kaskadę ostrych dźwięków towarzyszących metamorfozie. Otworzyłem oczy i spostrzegłem zmorę jak chwyta mnie za ramiona i wpija się w mój kark. Nie mogłem nic zrobić. Żadnego ruchu. Skamieniała bezsilność. Cała moja istota zaczęła się kurczyć i czułem jak powoli zostaję wchłonięty przez tego niepozornego stwora, którego istotę i rolę dopiero teraz w pełni zrozumiałem.
Sigil spokojnie czekała na zakończenie tej makabreski. Kiedy zmora opadła bez sił szturchnęła ją końcem szpiczastego buta. - Zostaniesz w tej piwnicy pod schodami. Kiedyś ktoś po ciebie przyjdzie, na razie masz czas na przemyślenia – znów się zaśmiała.
Zmora była moją ofiarą, której nie dobiłem, a oni przerobili ją na tępego zabójcę. Bo tylko taka forma mogła stanowić zagrożenie i to tylko wtedy, kiedy ukazałem swoje drugie „ja”.
Przeczekam w tej ciemnej norze, przeżyję choć pomyślicie, że to niemożliwe. Czasem będziecie o mnie pamiętać, zwłaszcza podczas nocnych powrotów przez ciemne klatki schodowe, gdzie pod schodami coś dziwnie szeleści. Nie zaglądajcie tam.

Tutaj czytaj drugi odcinek opowiadania Pat "Zmora". A tu pierwszy.

wtorek, 14 października 2008

Obrońcy życia dają radę!

Na Johna Carpentera można zawsze liczyć. Jego "Obrońcy życia" z cyklu Mistrzowie Horroru to naprawdę dobry film (tu zwiastun). O ile oczywiście potraktować go z przymrużeniem oka.

Lekarze z kliniki aborcyjnej omal nie przejeżdżają młodej kobiety. Okazuje się, że jest ona w ciąży. 15 latka, której ojciec (świetny Ron Perlman) jest radykalnym przeciwnikiem przerywania ciąży, tłumaczy, że ojcem dziecka jest Evill, który wyszedł z podziemi! Ciekawe, nieprawdaż? Lekarze nie chcą wypuścić dziewczynki, jej ojciec i bracia dostają się z bronią na teren kliniki, a po dziecko zgłasza się ojciec... Kto nim jest? Czy rzeczywiście Zły? To zobaczycie już sami 8-)
3/5 Kostuch
Pro-Life USA 2006
55 min.
reżyseria: John Carpenter
Tutaj czytaj drugi odcinek opowiadania Pat "Zmora".

niedziela, 12 października 2008

Pragnienie ciszy

Pragnienie ciszy to naprawdę bardzo dobry, nastrojowy film (tu zwiastun) z serii Mistrzowie Horroru. Ostatnio coś miałem dość krawawych jatek i film Brada Andersona był świetnym antidotum.

Brad Anderson to twórca m.in. Sesji 9, Mechanika czy Frankenstein's Planet of Monsters! Z tych filmów chyba tylko Mechanik jest bliżej znany. Dlatego zdziwiło mnie, że wybrano tego reżysera do kultowej już serii. Ale spisał się znakomicie. Lary Pearce (świetna rola Chrisa Bauera znanego nam z filmów Bez twarzy, Osiem milimetrów, Adwokat diabła) gra pracownika call center. Od choroby syna jednak coraz lepiej słyszy. Każdy odgłos świdruje jego umysł doprowadzając do obłędu. Tymczasem żona (Laura Margonis znana nam z Nieznajomych) po śmierci syna chce mieć nowe dziecko...

3/5 Kostuch

Sounds Like USA 2006
55 min.
reżyseria: Brad Anderson
scenariusz: Brad Anderson, Mike O'Driscoll
Tutaj czytaj drugi odcinek opowiadania Pat "Zmora".

piątek, 10 października 2008

Nowa książka Deana Koontza

Od razu powiem jasno. Nowa książka Deana Koontza "Mąż" to nie horror. Nie znaczy to jednak, że jest słaba. Jest bardzo dobra, ale przypomina mi scenariusz filmu sensacyjnego.

Takie książki połyka się w jeden dzień. Podobnie jak poprzednia powieść tego autora, którą recenzowałem - "Ocalona". Ale też szybko się takie książki zapomina. Jets to opowieść o pewnym amerykańskim ogrodniku, którego żona zostaje porwana. Porywacze żądają 2 milionów dolarów okupu. Czy mężczyźnie uda się zdobyć tak gigantyczne dla niego pieniądze?

"The Husband"
Strony: 382,
Format: 12,5x19,5 cm
ISBN: 978-83-7359-580-4
Rok wydania: 2008
Wydawnictwo: Albatros

Tutaj czytaj drugi odcinek opowiadania Pat "Zmora".

czwartek, 9 października 2008

Znamy ceny biletów na Festiwal Horrorów

Multikino ujawniło ceny biletów i karnetów na tegoroczny Festiwal Horrorów. Nie są zbyt wysokie na szczęście. Oto one:

• bilet zwykły: 20 zł
• bilet dla Multikinomaniaka i Silverclubowicza: 17 zł
• karnet: 59 zł
• karnet dla Multikinomaniaka i Silverclubowicza: 49 zł
Informacja: - bilet i bilet Multikinomaniaka obowiązuje na jeden dzień, wyłącznie na dwa filmy- w piątek (24.10) na seanse o 23:00 obowiązuje osobny bilet lub bilet Multikinomaniaka- karnet i karnet Multikinomaniaka obowiązuje na wszystkie dni i wszystkie filmy

Tutaj możecie poczytać o filmach, które będzie można obejrzeć na tym festiwalu.

Demony od piątku w księgarniach

Na rynek trafia kolejny zbiór 12 opowieści grozy. Autorem "Demonów" jest 26 letni Łukasz Śmigiel z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak mówi sam pisarz Gazecie Wrocławskiej - inspirowała go twórczość Neila Gaimana, Stephena Kinga i Petera Strauba. Wydawca tak reklamuje tę książkę:

„Demony” to dwanaście opowiadań z dreszczykiem. Wszystkie opowiadają o ludziach targanych namiętnościami. Nikt tu nie jest bez winy. Czyste zło, zawiść, zazdrość, pożądanie, okrucieństwo i zachłanność – po jednym demonie na każdą historię, jedna mroczna opowieść na każdy miesiąc w roku...Wszystko to zebrane w kilkunastu opowieściach grozy, opisanych filmowo i plastycznie. Jak dwanaście nowych odcinków klasycznej „Strefy Mroku”. Zamiast włączać telewizor, usiądź wygodnie i otwórz książkę. Jest w niej zamknięte dwanaście demonów, a każdy z nich ma do opowiedzenia jedną historię...

Zajawkę książki można zobaczyć na youtubie. Tutaj możecie poczytać fragment jednego z opowiadań.
Łukasz Śmigiel ujawnia, że pisze teraz horror "Cmentarzysko", którego akcję umiejscowił we Wrocławiu.
Tutaj czytaj drugi odcinek opowiadania Pat "Zmora".

wtorek, 7 października 2008

Zmora part 2

Zmora wróciła do mnie którejś nocy. I wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to nie jest przypadek....

W ciemnym rogu sypialni, tuż pod samym sklepieniem sufitu. Pokój był wyciemniony. Zasłoniłem szczelnie okna, aby nikt nie przeszkadzał mi w mojej pracy. Nie lubiłem podglądaczy, nawet wówczas gdy siedziałem bez ruchu w fotelu i tylko obrabiałem przedmioty. W tym życiu grunt to zachowanie lekkiej anonimowości i neutralnej atrakcyjności. Tak, by nikt nie zwracał na nas uwagi.
Zmora wcale nie przyszła o północy. Był zmierzch, ale jeszcze noc nie wypchnęła resztek dnia poza nawias doby. Poznałem ją po tych szpetnych dłoniach. Była mała, pokurczona, ze skołtuniałymi włosami. Nie potrafiła mówić, stąd domyśliłem się, że jest zupełnie zaskoczona swoją formą i tak naprawdę jeszcze nie dotarło do tego „czegoś”, że znalazło się na zupełnie innym levelu bytu. Schwyciłem ją bez problemu, leżała teraz bezbronna na podłodze i z rozbawieniem szturchałem ją czubkiem buta. - Skąd się tu wzięłaś? Chyba nie przywlekłem cię ze sobą? Takie niedociągnięcia mi się nie zdarzają – mówiłem bardziej do siebie niż do tego niedorozwiniętego stworzenia. Była w stanie tylko jęczeć i kotłować się. Degrengolada. - Należysz do kogoś? - nagle w mojej świadomości pojawiła się pewność: - ...ktoś cię przysłał.
Nie było sensu bawić się z nią dłużej. W tej branży trzeba szybko działać i nie zastanawiać się nad konsekwencjami. Wszyscy musimy walczyć o przeżycie. Zdawałem sobie tez sprawę z tego, że pozostawienie jej dłużej w bliskości może ściągnąć na mnie kłopoty. A przecież nie po to włożyłem tyle pracy, by odciąć się od tego zgniłego i mrocznego gówna, żeby zostać zdemaskowanym przez własną nieuwagę.
- Zabicie cię wcale nie będzie przyjemnością. Będzie nudą. Jesteś tak mało istotna, że nawet nic na tym nie skorzystam. Nie bierz tego do siebie, ale nie mogę sobie zawracać tobą głowy – schwyciłem ją za obrzydliwy kołtun i zawlokłem do łazienki... To pomieszczenie miało sugerować pokój kąpielowy. Jednak na moje potrzeby nadałem mu nieco inny charakter. Wyposażyłem w wartość dodaną. Popchnąłem drzwi i uśmiechnąłem się do siebie, bo byłem pewien wrażenia jakie zrobi wnętrze tego przedsionka czystego piekła na moim szkaradnym gościu. Trzymając blisko siebie szamoczącą się zmorę zachwyciłem się po raz setny krajobrazem, który sam ukształtowałem. Po obu stronach długiego pozbawionego okien pomieszczenia, na zamocowanych w suficie hakach wisiały przyrządzone już korpusy żywych (w chwili złapania) i martwych (w chwili wykopania) ciał. Podłogę profilaktycznie wyłożyłem folią, ponieważ brzydziłem się tej otoczki rozkładu. Choć to dzięki niej żyłem. I kiedy tak przytrzymywałem mojego nieproszonego gościa, nagle coś się zmieniło. Zdało się mi usłyszeć jej chaotyczne myśli. Panikę, strach i wzywanie kogoś na ratunek. To było ciekawe doświadczenie. Tyle, że skoro ja mogłem usłyszeć ją, to ona złapała kontakt z moim prawdziwym (ech, cóż to znaczy w sumie) ja...
- Myślałeś, że cię nie znajdziemy? - usłyszałem tuż obok siebie jakiś głos. Znajomy głos.
- Sigil? - odwróciłem się z niedowierzaniem. Nie, tego było za wiele.

Tu czytaj pierwszą część opowiadania Pat "Zmora"

poniedziałek, 6 października 2008

Masakra w Chicago czyli o tym jak rodzi się potwór

Masakra w Chicago to nie horror. Chociaz opowiada historię, która jest straszniejsza od wielu horrorów.

Film (tu zwiastun) opowiada o Richardzie Specku (Corin Nemec), który zamordował osiem studentek szkoły pielęgniarskiej. Zbrodnie były wyjątkowo okrutne. Nic więc dziwnego, że policja za wszelką cenę chciała zatrzymać sprawcę. Chociaż nie do końca tak było. Szef policji w Chicago (znany miłośnikom horrorów Tony Todd - Candyman, Twierdza, Oszukać przeznaczenie) nakazuje detektywowi prowadzącemu śledztwo zatrzymanie mordercy w trzy dni. Później odbiera mu ludzi. Zabójcę udaje się zatrzymać dzięki spostrzegawczości lekarza jednego ze szpitali, który w niedoszłym samobójcy rozpoznaje mordercę. Ten film nie jest horrorem, chociaż wyszedł w cyklu Kino Grozy Carismy. Tym bardziej jest jednak straszny, bo oparty na faktach...

2/5 Kostuch

92 min.
reżyseria i scenariusz: Michael Feifer
czytaj pierwszą część opowiadania "Zmora".

piątek, 3 października 2008

Najchętniej czytane we wrześniu

Mamy nowego lidera. We wrześniu najchętniej czytaliście recenzję filmu "Anonimowi pożeracze ciał" - pierwszy film z nowego cyklu Carismy (horrory twórców niezależnych).

Pozostałe miejsca już bez sensacji. Drugie dla "Chorej dziewczyny", trzecie Narkotycznego tańca umarłych, czwarte "Koszmaru w domu wiedźmy" i piąte dla Kobiety Jelenia.

Stracił więc miejsce w czołówce artykuł o serialu "Klatka B". A ja szczególnie polecam przygotowane na październik przez Pat opowiadanie "Zmora".

Premiera Grabarza

Tak jak już pisałem Czachopismo upadło (niestety odpowiedzi na pytanie o zwrot pieniędzy z prenumeraty nie dostałem), a jego tradycje przejmuje nowy portal Grabarz (pisałem o nim więcej tutaj).

Możecie już ściągać pierwszy, darmowy numer. Mnie się niestety to nie powiodło, ale życzę powodzenia.

czytaj pierwszą część opowiadania "Zmora".

Znamy rozkład jazdy HorrorFestiwalu

Multikino opublikowało dokładny rozkład jazdy Festiwalu Horrorów. Tym razem nie będzie maratonów, organizatorzy w niemal wszystkie dni zaplanowali dwa filmy. Impreza potrwa też dłużej pięć dni.

Oto plan:

wtorek 21.10
• 19:00 Pop Skull

• 21:00 Zbrodnie czasu (Time Crimes)

środa 22.10
• 19:00 Suspiria (pokaz pozakonkursowy)

• 21:00 Matka płaczących (Mother of Tears)

czwartek 23.10
• 19:00 The Feeding

• 21:00 Jack Brooks Monster Slayer

piątek 24.10
• 19:00 Czarodziej gore (Wizard of Gore)

• 21:00 Piła V
• 23:00 "The Best Of Horrorfestiwal.pl 2008" (2 filmy)

sobota 25.10
• 22:00 Mulberry Street

24:00 Utkwiony (Stuck)

Opisy filmów znajdziecie tutaj.

czytaj pierwszą część opowiadania "Zmora".

środa, 1 października 2008

Zmora (1)

Rozpoczynamy publikację opowiadania grozy autorstwa Pat, pt. "Zmora". Dziś pierwsza część!

Pod tymi schodami na pewno mieszka Zmora – tak, jestem tego pewny. Brama mojej kamienicy to obskurna otchłań. Może jeszcze nie tak strasznie zaniedbana, jak potrafią być klatki w najstarszej części Śródmieścia, ale nie jest to normalne miejsce. Odkąd tu mieszkam, ściany głównego holu zawsze pokrywa lekka wilgoć. Zauważyłem jeszcze jedno – z sufitu w lewym górnym rogu „COŚ” się sączy. Mówię „coś”, bo to jakaś lepka, ciemna ciecz zupełnie nie przypominająca wody, nawet takiej co wybija ze starych przerdzewiałych rur. I ten cholerny zapach: podgniłych liści, zmieszany z kocią uryną i jeszcze czymś, w stylu grzybów... może, sam nie wiem. Tak więc codziennie, jednym susem staram się pokonać całe to mroczne przejście. Dopiero na schodach mogę odetchnąć i poczuć się bezpiecznie. Bo trzeba przyznać, na wyższych kondygnacjach budynek jest naprawdę stylowy i już nie tak mroczny.
Tyle, że ta Zmora spędza mi sen z oczu.
Pierwszy raz zauważyłem – nie, poczułem jej obecność, w pewien letni wieczór. Wcale nie było ponuro, nie padał deszcz, ani nie wracałem zbyt późno do domu. Przechodząc w kierunku schodów usłyszałem pod schodami szelest. W tamtym miejscu zawsze jest ciemno, więc trzymając się ściany ostrożnie wszedłem w zapuszczony zaułek, miejsce nieodwiedzane przez mieszkańców mojej kamienicy.
Sterty starych papierów, porzucone puszki po piwie i jakieś inne pokryte satyną wieloletniego kurzu graty walały się wszędzie i każdy kolejny krok powodował hałas. Im byłem bliżej, tym bardziej upewniałem się, że nie tylko ja brnę po tej stercie rupieci. Aż w końcu, tuż pod spadzistym kątem podstawy drewnianych schodów dostrzegłem kawałek tego czegoś. Chyba nie chciała abym ją zobaczył, bo całe zdarzenie trwało zaledwie sekundę, ale to wystarczyło. Zanim ten fragment pomarszczonej i pokrytej czymś w rodzaju łuski (a może to były bruzdy wypełnione brudem?) oraz chyba zaopatrzonej w szpony, niewielkiej dłoni zniknął w ciemnościach.
Przez chwilę wstrzymałem oddech. Nie boję się takich rzeczy. One zazwyczaj są zupełnie nieszkodliwe i żywią się naszym wewnętrznym strachem – jeśli go okażemy, a poza tym pozostają zupełnie bezbronne.
Dlatego zostawiłem ją w spokoju. Pomyślałem, że to jedna z tych szczurowatych postaci dogorywających w ciemnych fałdach świata, którego już nie rozumieją.
Ale ona wróciła do mnie którejś nocy. I wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że to nie jest przypadek....

Nieznajomi naprawdę przerażają!

Ten film Ian (poczytaj jego recenzję) zachwalał mi od ponad tygodnia. Jest niezmiernie krytyczny więc szykowałem się na coś naprawdę niesamowitego. I rzeczywiście Nieznajomi naprawdę przerażają!

Już sam zwiastun (tutaj) robi niesamowite wrażenie. A film naprawdę przeraża i (co rzadko mi się zdarza, że piszę) po prostu fizycznie męczy. Młodzi ludzie jadą do domu po tym jak kobieta odrzuca zaręczyny swojego partnera. Atmosfera już jest nienajlepsza. A później już tylko jest coraz gorzej i gorzej. Dodatkowe wrażenie robi to, że z początkowych napisów wynika, że film oparty jest na faktach. Od samego początku wiemy, że ten film musi się skończyć źle, bardzo źle! Ale drzemała we mnie przez chwilę jakaś nadzieja, że napastnicy ograniczą się tylko do dręczenia psychicznego, straszenia. Że nie chcą zabijać! Ale też zdawałem sobie sprawę, że to naiwne nadzieje. Najbardziej przerażające jest to, że tu nie ma nic nadprzyrodzonego, że pomyslimy sobie - bajka! Tak naprawdę taka historia może się wydarzyć, może spotkać każdego z nas. Bezmyślna, okrutna, bez motywów zbrodnia. Kiedy główna bohaterka pyta swoich oprawców - dlaczego ich wybrali , pada odpowiedź - bo byliście w domu! A w jednej z ostatnich scen jeden z zabójców rzuca do swoich wspólników - następnym razem będzie łatwiej...

Pierwszy raz od dawna w kinie nikt nie gadał, wszyscy siedzieli w ciszy, nawet jak pojawiły się końcowe napisy... Ten film naprawdę robi niesamowite wrażenie.

5/5 Kostuch

The Strangers USA 2008
90 min.
scenariusz i reżyseria: Bryan Bertino


Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga

Wystąpił błąd w tym gadżecie.