sobota, 24 stycznia 2009

Karnawał dusz

Pierwszy film z cyklu Dark Collection, który udało mi się zobaczyć. Sam nie wiem czy Karnawał dusz zrobił na mnie większe wrażenie swoim mrocznym klimatem czy znudził dłużyznami.

Karnawał dusz  został nakręcony w 1962 roku więc jeżeli ktoś nie pasjonuje się starym horrorem to może sobie spokojnie ten film odpuścić i sięgnąć po coś nowszego. Nie ma tam bowiem jakiś oszałamiających efektów specjalnych czy krwawych scen. Klimat filmu udało się twórcom osiągnąć dzięki zastosowaniu specyficznego klimatu, nieustannego poczucia czyjejś obecności. Co ciekawe mroczną postać, nazwaną The Men gra sam reżyser - Herk Harvey. Film rozpoczyna się ciekawą jak na tamte czasy sceną wyścigu samochodowego.

czwartek, 22 stycznia 2009

"Absyntowe przyjęcie"

Po długim oczekiwaniu wreszcie nowe opowiadanie Pat. Inne opowiadania Patrycji możecie przeczytać tutaj (Zmora), tutaj (Mroczny świt), tutaj (Sekcja "Z") i tutaj (We mgle).


To tam - kiwnął głową w kierunku wybujałych szczytów cmentarnych topoli.

Obróciłam się do tyłu ignorując komunikat.

Wielka przestrzeń dzieliła trzy światy. Odrębne porządki, które nie mogły żyć ze sobą, ale podstawą ich zasadności istnienia była świadoma obecność każdego z nich. Za plecami osiedle monstrualnych betonowych kolosów. Pośrodku rozłożysty kompleks nowo powstałej Akademii Medycznej, a tuż za nim oderwana od metropolitarnego krajobrazu i charakteru przestrzeń cmentarza. Jedyny punkt, w którym ocalały kolonie drzew.

***

Cholernie zielony ten dzień, a przy tym chłodny.

Zimno, zimno, jak zimno... mimo majowej rozbuchanej na wszystkie strony wiosny. Soczystej. Szkoda takiego dnia, szkoda takiego wieczoru na siedzenie w domu. Szukałam też natchnienia dla swojej pracy. Ruszyliśmy więc z butelką zielonkawego praskiego absyntu zamkniętego w grubej owalnej butelce wespół z jakimś karaluchowatym stworem, zatopionym zapewne dla dodania smaku i czaru towarzyszącemu spożyciu alkoholu. Czy może zupełnie nie wiadomo po co...

Żadne z nas nie miało pomysłu na ten absynt.

Poza tym, że trzeba było go wypić. Lokalna nekropolia nie była przygotowana do biesiadowania na jej terenie, bo przecież to nie ta kultura oraz inna tradycja.

Zaledwie po dwudziestu minutach spaceru znaleźliśmy się na wysypanej piaskiem ścieżce i nie chcieliśmy już wracać. Żelazna furta była przyzwoicie nienaoliwiona i skrzypiała jak trzeba. To ładny, romantyczny cmentarz. Ciągnące się połacie grobów, porośnięte bardziej lub mniej zadbaną roślinnością, mnóstwo drzew i krzewów. Żadnych nowinek mody funeralnej, chyba nawet ściany z urnami. Stara szkoła.

***

Myślałam sobie o tym, że lepiej aby nikt nas tu nie przyłapał, choć przecież nie planowaliśmy robić nic złego. W ogóle nie było żadnego planu. Ot, chęć posłuchania skrzypień i szmerów tego dziwnego miejsca zaludnionego w sposób niesłychany, zaludnionego można powiedzieć - inaczej. To głupie, że ludzie tak bardzo obawiają się obecności innych ludzi, a jaka to różnica oprócz tej, że ci leżący pod ziemią już nic nie mówią? A może po prostu mówią cały czas, ale w niezrozumiałym dla nas języku. Pocieszające i przerażające jest to, że każdy z nas prędzej czy później pozna tajniki tej martwej mowy.

Szliśmy zobaczyć „dziwny grób”. Dla ścisłości – on już widział. Jakaś stara mogiła. Dlaczego dziwna? Pewnie chciał mnie nieco wystraszyć, może wrzucić odrobinę pikanterii do mdłej nudy jaka zaczęła powoli się sączyć w nasz romans. Mój kochanek oczekiwał aby cały czas działo się coś wyjątkowego i ekscytującego. Ja zresztą też. Bo każda zawieszona godzina bez tego dziania się była egzekucją naszej wspólnotowości. I tak sobie szliśmy lekko już odurzeni mocnym zawiesistym trunkiem, wyrzucając urwane zdania, które bywały momentami zabawne, ale nie wnosiły nic nowego, nie starały się nas pchnąć do przodu. Ot, kręciliśmy się po ciasnej szachownicy skacząc raz na jasne, a raz na ciemne pole.

Ale po co się nad tym zastanawiać?- znów mówił coś do mnie, albo może odpowiadał na którąś z moich dysertacji. Tyle, że ja nie słuchałam ani jego, ani siebie. Chciałam już tylko zobaczyć ten dziwny grób, starą mogiłę z drewnianym krzyżem, pod którym ziemisty kurhan był zawsze porośnięty plątaniną zielonych pnączy, nigdy nie obumierających i nigdy nie dziczejących. I podobno w tym miejscu ludzie mówili, że straszy. Parsknęłam głośnym śmiechem na myśl o tym. Z nudów można wszystko obrócić na naszą korzyść.

Dobrze, a więc dwoje dorosłych ludzi, przypadkowych kochanków na chwilę, z jakąś zakręconą potrzebą na dziwność, idzie w majową noc na cmentarz aby sprawdzić czy prawdą jest to co ludzie gadają. Dobre sobie. Głupie i rozpaczliwe. Albo zwyczajnie śmieszne. Mogliśmy wypić ten absynt u mnie albo u niego, mogliśmy darować sobie to całe przedstawienie.

Im bardziej kierowaliśmy się w głąb cmentarzyska tym więcej grobów było zniszczonych, zaniedbanych, umierających na starość i niepamięć. Ciemność oblepiła drzewa oraz kamień, i tylko pozostawione gdzie nie gdzie lampiony oświetlały w przyjemny sposób skrawki marmuru, lastrikowe postumenty lub zwykłe drewniane krzyże. Nocne cykady i ptaki prześcigały się w zawodach robienia hałasu, tego specyficznego harmidru łąki i lasów, który kojarzy się z nadchodzącą letnią porą, długimi wieczorami, chwilami odpoczynku, kiedy nie trzeba czymś się zajmować tylko dryfować w leniwym „nic”.

Wąskie cmentarne ścieżki prowadziły do ostatniej kwarty grobów rozłożonych pod zmurszałym murem. Dalej ciągnął się miejski lasek, więc ryzyko, że wzbudzimy swoją obecnością czyjeś zainteresowanie było znikome. Dla zabawy mój kochanek próbował mnie zainteresować swoją teorią na temat związku między kobietami, a alkoholem i następującym po jego spożyciu kacem. Nie chciało mi się tego słuchać. Chciałam tylko żeby był obok, dotykał mnie i napił się ze mną w tą piękną i zimną noc.

Nie chce mi się gadać, chce mi się pić i chcę już usiąść. Na łażenie też nie ma siły – westchnęłam.

Przystanęliśmy w połowie alejki. Grób nie miał w sobie nic nadzwyczajnego. Nie był nawet jakoś szczególnie stary, ani zabytkowy. Miał już swoje lata, ale na pewno nie było to jakieś przedwojenne grobiszcze. Kurhan zamknięty wokół pasem z ciemnego kamienia. Zwykły metalowy krzyż z dospawanymi w załamaniach ramion drutami w kształcie niebiańskich promieni. Tabliczkę pochowanego tam człowieka zatarł czas i zżarła rdza. Widać było tylko trzy litery: „old”.

Old – stary – zauważył mój kochanek.

Normalnie rewelacja i objawienie – zaśmiałam się. Wzruszył ramionami. Czepiasz się. Siadaj i dawaj butelkę – pociągnął mnie na ławkę, która zaskrzypiała nieprzyjaźnie pod ciężarem naszych ciał.

Piliśmy w ciszy, przy świetle księżyca. Spoglądałam na grób i wyobrażałam sobie coraz bardziej fantastyczne scenariusze: oto wychodzi z niego upiór jak gotyckiej powieści, obszarpany, brudny, z wyciągniętymi przed siebie ramionami. Albo inaczej....zaraz, zaraz...to będzie dobre...nagły trzask, chmura przysłania srebrny krążek na czarnym jak smoła niebie, lekko spowijające się kłęby mgły rozstępują się przed przygarbioną sylwetką wampira nawiedzającego miejsce własnego spoczynku. Teraz z bladą twarzą, nieznośnie karminowymi ustami oraz grymasem nienawiści spogląda w nokturalne niebo, doszukując się w jego nieskończoności przyczyn swojego potępienia...Hm, a może po prostu zwykły smutny duch zakochanej samobójczyni, który ukazuje się raz do roku w czasie wiosennego przesilenia aby przestrzec rozpaczliwie zakochane dziewczyny przed miłością śmiertelników...

I co podoba się? - mój kochanek najwyraźniej nie podzielał mojej potrzeby kontemplacji chwili w całkowitej ciszy.

Tak, w sumie tak. Cieszę się, że tu przyszliśmy... właściwie to jest zwykły grób, ale właśnie jego prostota i brak przesadnej demoniczności i ta anonimowość martwego – kiwnęłam w kierunku zatartej tabliczki – sprawia, że mogę dorobić do tego miejsca każdą historię jaka tylko przyjdzie mi do głowy – uśmiechnęłam się szeroko, pociągnęłam spory łyk absyntu i przytrzymałam cierpki alkohol przez chwilę w ustach. Jeszcze nie zdecydowałam się, ale byłam już już bliska znalezienia ostatecznego konceptu dla swojego nowego komiksu. Będzie stylowy, czarno-biały i straszny. Będzie jak najlepsze poematy E. A Poe i te dziwaczne grafiki Goi. Tak właśnie będzie.

Umieścisz mnie w tej historii? - zapytał się z lekko pijanym akcentem i podnieceniem.

Nie – zmarszczyłam czoło. Dla ciebie nie ma miejsca w tej historii, ale chcę mieć cię w zupełnie innej bajce – przeniosłam się na jego kolana i siedząc na wprost mojego kochanka, a tyłem do grobu – uśmiechałam się do setki zbereźnych fantazji jakie przegalopowały mi przez głowę w formie komiksowych kadrów. Absynt atakował specyficznie. Nagle, ale nie taj jak zwykła wódka powalając delikwenta. Czułam się trzeźwa, a jednocześnie widziałam świat w jakimś surrealistycznym upojeniu choć moje myśli stawały się co raz bardziej krystalicznie czyste, jasne i połączone w logiczną całość. Przymknęłam oczy, a hałasy i szepty wieczoru wyraźnie wzmocniły swoje natężenie. W wirze szelestów, chrobotów, nieczęstych ptasich melodii dał się słyszeć dziwny skrzypiący odgłos, przytłumiony, ale wyraźny... Z gwałtownością zdradzającą upojenie alkoholowe odepchnęłam ręce kochanka i przyjrzałam się uważnie naszemu „towarzyszowi”, którego nazwaliśmy „Older”. Dotknęłam stopą krawędzi grobu i nachyliłam się nad pnączami porastających jego wnętrze roślin. Dziwne to jakieś draństwo – potarłam listowie w palcach – nie widziałam czegoś takiego, najpierw wyglądały na jakieś aksamitki czy co, a teraz nie wiem... - mruczałam pod nosem. Dziki klomb falował lekko, muskany wiatrem którego żadne z nas nie odczuwało. A miękkie są?- wtrącił się nagle kochanek, zza moich pleców wylewając na grób nieco absyntu - ...może niech się też napije. Mogłabym przysiąc, ale w tej samej chwili gałązki zielonych kłączy uniosły się lekko do góry chciwie chwytając spadające na nie krople alkoholu. Zapach anyżu, goryczki i jakiejś słodkawej, przyjemnie mdlącej woni zniwelował swąd zniczy i wieczornej wilgoci. Był jak perfumy, których zapach jest czarowny i jednocześnie trujący, bo każda próba mocniejszego wdechu kończyła się uderzeniem fali mdłości i zawrotami głowy. Ale było to tak przyjemne i wciągające, że żadne z nas nie potrafiło wyrwać się z odrętwienia. Objęłam mojego kochanka i pociągnęłam na grób. Pozwalałam ściągać z siebie ubranie, jednocześnie szarpiąc się z jego kurtką, paskiem, spodniami. Pogrążyliśmy się w chaotycznej szarpaninie, przerywanej pocałunkami, gryzieniem i chwytaniem kiwającego się na wszystkie strony nagrobnego krzyża. Nigdy wcześniej tak nie było. Nieplanowana ekspresja, bez planu i bez słów. Przerywaliśmy tylko na chwilę, aby pociągnąć kolejny łyk absyntu w niedbały sposób oblewając się przy tym sowicie po to aby móc zlizywać alkoholowy osad z własnych ciał. Było gorąco, lepko, a nasze ręce wbijały się natarczywie w każdy centymetr skóry kochanka. Miałam wrażenie dotyku nie jednej pary rąk, ale dziesiątek, setek...szarpnięć i zadrapań. Piekielnie to fajne – zawyrokowałam w gorączce szukając spojrzenia mojego kochanka. Kiedy w końcu odnaleźliśmy się, czas znieruchomiał... Tak mi się przez chwile wydawało. Jednak to zastygnięcie, jego martwa nieruchomość nie była spowodowana chęcią złapania cudownej – jak ją odczuwałam – chwili, tylko przerażeniem. Bo nasze ciała nie obejmowały się już wzajemnie sobą. Mieliśmy towarzyszy. Czarne, wyrastające z grobowej otchłani szpony przypominające kości obleczone wysuszoną i obumarłą tkanką zagarniały moje i jego ręce, torsy i uda, ciągnąc nas w głąb grobowej czeluści przysłoniętej zielonym dywanem tajemniczych roślin. Wpiłam się mocno w ramiona mojego kochanka, może pierwszy raz czując potrzebę tak wielkiej bliskości wywołanej bezpośrednim zagrożeniem nieznanego. Ostatnim obrazem świata pozostał księżyc rozparty na mrocznym płótnie nocnego nieba i układające się nad naszymi głowami fałdy kłączy... zamykających znaną przestrzeń.

***

Trafiliśmy do Piekła. Oboje, ale nie razem. Nasza historia ani namiętność nikogo tam nie zainteresowała. Widać jej fałszywa treść nie wydała się godna Pana Ciemności. Nie spotkałam już mojego kochanka, a to co przytrafiło się mi później to już zupełnie inna historia.

Pusta butelka po wypitym absyncie walała się długo po starym cmentarzu. W końcu jakieś bachory rozbiły ja buciorami zaintrygowane robalem tłoczonym do środka. Kiedy w końcu udało się im wydostać tajemniczy okaz spod sterty potłuczonego szkła z obrzydzeniem rozdeptali go na cmentarnej alejce. Nie mogli uwierzyć, że ktoś chciał pić coś takiego.

piątek, 16 stycznia 2009

Świetna Wiolonczela

Trzeba przyznać, że to naprawdę świetny horror. Koreańską Wiolonczelę ogląda się do końca z zapartym tchem!

Nie znam się szczególnie na koreańskim horrorze, ale ten film zdecydowanie wystawia mu jak najlepsze referencje. Zresztą podobnie było w przypadku innych koreańskich horrorów: RPoint, Lalkarz, Apartament czy Akacja. Wiolonczela opowiada o młodej kobiecie, której przyjaciółka zginęła w wypadku samochodowym. Wspomnienia coraz częściej wracają, a rodzina kobiety staje się celem jakiś mrocznych sił. Film nie szokuje okrucieństwem czy fontannami krwi. To naprawdę świetny klimatyczny horror, który na pewno warto obejrzeć!

Cello Korea Płd. 2005
92 min.
scenariusz i reżyseria: Woo-cheol Lee
obsada: Hyeon-ah Seong, Ho-bin Jeong, Da-an Park, Jin Woo, Na-woon Kim

poniedziałek, 12 stycznia 2009

Ofiara spełniona - naprawdę niezły horror

Ostatnio trochę sceptycznie podchodzę do horrorów wydawanych przez Carsimę (która chyba zrezygnowała w wydawania horrorów??), ale trzeba przyznać, że ten jest całkiem niezły. Ofiara spełniona (tu zwiastun) trzyma w napięciu do samego końca.

Film opowiada o młodej kobicie i mężczyźnie, którzy wybierają się na wycieczkę w góry. Oczywiście jak to Amerykanie wybierają najtrudniejszy szlak, a nie taki, który polecają przewodniki. Bardzo szybko tego jednak żałują. Kiedy usiłują spędzić miłe chwile na jednej z polan nadchodzą miejscowi kłusownicy. naszym bohaterom udaje się wyjść bez szwanku dzięki kupieniu za 50 dolarów słoika bimbru. Po upojnej nocy spędzonej w namiocie Sheryl postanawia się wykąpać w pobliski jeziorze. Dziewczyna znika, a Mike rusza na jej poszukiwania. Narzeczoną udaje mu się odnaleźć w leśnej chacie. Nie wie, że mieszkające tam małżeństwo przyszykowało dla nich straszliwe zadanie. Jego niewykonanie może skończyć się śmiercią...
Film ogląda się całkiem nieźle, dobry klimat, nie za dużo krwawych scen (choć też są). I przede wszystkim szaleni katole, którzy usiłują nawracać tych co nie żyją zgodnie z Dekalogiem. Sami jednak niewiele z 10 przykazaniami mają wspólnego...
Jeżeli można jedno ale.. To zakończenie jakieś takie dziwne...

Timber Falls USA 2007
92 min.
scenariusz: Dan Kay
reżyseria: Tony Giglio
obsada: Josh Randall, Brianna Brown, Nick Searcy, Sascha Rosemann, Beath Broderick

niedziela, 11 stycznia 2009

Duch po latach cały czas straszy!

To jeden z moich ulubionych filmów. Kiedy tylko nadarzy się okazja staram się go obejrzeć.

Kto nie zna Ducha Tobe Hoopera. Nie będę więc pisał o jego treści. Film wyprodukowany przez S.Spielberga miał jeszcze dwie, mniej udane kontynuacje. Wszyscy jednak niewątpliwie zapamiętali najbardziej pierwszą część, która weszła na ekrany w 1982 roku a więc aż 27 lat temu!!!!! I nic się nie zestarzał. Oczywiście widać po okularach czy fryzurach głównych bohaterów, że ma już swoje lata. Także efekty specjalne nie robią już na nikim zbytniego wrażenia. Ale klimat filmu znakomity! Nawet zastanawiałem się czy ktoś nie skusi się na nakręcenie nowej wersji. Mogłaby być znakomita, ale mogłaby też być żenująca. Przypomnijmy sobie chociażby nową wersję Omenu. Żadna rewelacja...

wtorek, 6 stycznia 2009

Przyjaciel - byleby nie za wielu takich!

Przyjaciel to ostatni z filmów z cyklu "6 filmów, które nie dadzą ci zasnąć" jaki obejrzałem. Spokojnie mogłem spędzić jednak czas inaczej: poczytać, zagrać w coś czy przespać się...

Film opowiada o młodej dziewczynce, która wychowuje tylko matka. Estrella jest miłośniczką horrorów! Ogląda je i czyta. Nie ma przyjaciół więc wymyśla ich sobie... Pewnego dnia wśród nich znajduje się wampir. Estrella zaprasza go do domu... Czyżby nie wiedziała, że wampirów się do domu nie zaprasza? A może to nie wampir a zmarły rzekomo ojciec?
Teraz jak napisałem ten opis to nawet wydaje mi się, że mógłby to być ciekawy film. Ale nie jest. Nudny, niestraszny, nawet nie zabawny. Nie ma też pozytywnych bohaterów: matka dziewczynki uprawia seks w podziemnym parkingu ze strażnikiem, a nauczyciel wynajmuje przy drodze prostytutkę...

Películas para no dormir: Adivina quién soy Hiszpania 2006
73 min.
reżyseria: Enrique Urbizu
scenariusz: Jorge Arenillas, Enrique Urbizu
obsada: Goya Toledo, Nerea Inchausti, Josep Maria Pou, Aitor Mazo, Eduardo Farelo, Mark Ullod

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Świąteczna opowieść po hiszpańsku

Świąteczna opowieść to kolejny z hiszpańskich horrorów wydany w cyklu "6 filmów, które nie dadzą ci zasnąć" (tu zwiastun serii). Okazał się on moim sukcesem - nie zasnąłem z nudów. Choć mogłem!

Trochę przypominał mi ten film cykl "Strefa mroku". Pięcioro przyjaciół znajduje w dole młoda kobietę w stroju mikołaja. Szybko okazuje się, że napadła ona na bank i zrabowała pieniądze. Młodzi ludzie, którzy już chcieli powiadomić policję wstrzymują się i postanawiają czekać na wyznaczenie nagrody. Dodatkowo żądają od kobiety wydania zrabowanych pieniędzy. Ponieważ uwięziona nie chce ujawnić gdzie je ukryła - postanawiają wziąć ją głodem... Dzieci stają się coraz bardziej okrutne i coraz bardziej dzielą się co do tego co zrobić z kobietą.

niedziela, 4 stycznia 2009

Mord w kawałkach - sadystyczna orgia nie wiadomo dla kogo

Często opisy filmu na okładkach wydają się przesadzone, czasami wręcz nieprawdziwe. Trudno mi się jednak nie zgodzić z określeniem "krwawy i odrażający" wobec Mordu w kawałkach, który wyszedł w cyklu Horrory Świata.

Nie wiem po co powstają takie filmy i dla kogo. Nagromadzenie okrucieństwa i sadyzmu jest tak wielkie, że normalny człowiek nie jest w stanie tego obejrzeć. Sam dziwię się sobie, że nie wyłączyłem go po kilkudziesięciu minutach. Reżyser nie cofa się przed niczym - kilka minut poświęca scenie zamordowania kilkuletniej dziewczynki. Ten film to mieszanka: kanibalizmu, nekrofilii, sadyzmu i nazizmu. Wydawca filmu pisze, że został on zakazany m.in. w Wielkiej Brytanii. Jestem generalnie zakazom. Ten film raczej nie powinien powstać. Miłośnicy horroru raczej nie znajdą w nim żadnych rewelacji, nie jest straszny, raczej obrzydliwy.
Reżyserem tego filmu jest Nick Palumbo - twórca kilku niskonakładowych horrorów, najbardziej znany z nich to Nutbag - zresztą o ten film pyta w sklepie porno (sprzedawcę gra znany chyba wszystkim miłośnikom horroru Tony Todd) główny bohater Mordu w kawałkach. Wyjaśnia, że chodzi mu o snuff film, w którym znajdują się sceny prawdziwej śmierci. Wydawca pisze, że autor filmu miał kłopoty z obsadą, bo większość aktorek nie zgodziło się zagrać w okrutnych scenach. Podobno wystąpiły więc aktorki porno i striptizerki. Dodatkowo kilka firm nie zgodziło się na wywołanie filmu, podczas kręcenia scen wiele razy interweniowała wzywana przez sąsiadów policja, prowadzono też śledztwo czy sceny mordów i tortur nie były prawdziwe.

Murder Set Pieces USA 2004
91 min.
reżyseria i scenariusz: Nick Palumbo
obsada: Sven Garrett, Tony Todd, Cerina Vincent, Gunnar Hansen, Edwin Neal, Jade Risser

sobota, 3 stycznia 2009

Żałosne Świąteczne zło

To wyjątkowo żałosny film. Nazywanie go "kultowym" przez wydawcę jest żenujące, ale cóż... czego się nie robi by sprzedać jak najwięcej płyt...

Carisma w serii Horrory Świata wydaje przeważnie dobre filmy. Nie wiem skąd taki gniot. Dobrze, że nie oglądałem go w czasie świat... Film (tu zwiastun) opowiada o pracowniku fabryki zabawek, który w Wigilię postanawia krwawo rozprawić się z tymi, których uważa za złych. W sumie nie ma się co Harremu (Brandon Maggart) dziwić - w dzieciństwie widział jak mikołaj obmacuje jego matkę... Nawet i logika jego działania nie jest bezsensowna. Mści się na tych, którzy go skrzywdzili i swoich przełożonych, którzy chcą wykorzystać święto i akcję charytatywną na rzecz szpitala dziecięcego dla pomnożenia swoich zysków. Ale sposób pokazania tego wszystkiego powoduje, że ziewałem i z niecierpliwością patrzyłem na zegarek by sprawdzić ile jeszcze do końca...
Nie wiem skąd wydawca znalazł datę nakręcenia tego filmu. Na okładce napisane jest, że chodzi o rok 2000, tymczasem Świąteczne zło pochodzi z 1980 roku, a więc jest 20 lat różnicy...
Na szczęście Lewis Jackson wyreżyserował tylko ten film. I dobrze. Szkoda byłoby pieniędzy na inne... Z kolei warto zwrócić uwagę na jednego z aktorów- Jeffreya DeMunna - grał także m.in. w filmach: Mgła, Sztorm Stulecia, Zielona Mila, Skazani na Shawshank, Nawiedzony dom, Blob Zabójca i Autostopowicz.

Christmas Evil USA 1980
90 min.
reżyseria i scenariusz: Lewis Jackson
obsada: Brandon Maggart, Jeffrey DeMunn, Dianne Hull, Andy Fenwick, Brian Neville

Sztorm Stulecia czyli jak Kingowi nie chciało się napisać książki i stworzył od razu scenariusz

Do kupienia tej książki szykowałem się od dawna, ale jakoś zniechęcało mnie to, że jest to oryginalny scenariusz filmowy a nie powieść. Nie miałem jednak racji. Czyta się to bardzo przyjemnie...

Jednak co powieść to powieść. Sztorm stulecia jest wydany jak scenariusz - mamy tam więc np. rady autora dla reżysera. Wiele Stephen King pozostawia nam do wyobrażenia sobie samemu. Ciekawy byłem tej pozycji bo wiele lat temu obejrzałem ten serial, który zrobił na mnie wielkie wrażenie. Jest to opowieść o małej wysepce Little Tall (tam też toczyła się akcja innej książki Kinga - Dolores Claiborne), której mieszkańcy szykują się do odparcia wielkiej burzy śnieżnej. Nie wiedzą jeszcze, że to ich najmniejszy problem. W mieście pojawia się tajemniczy Andre Linoge, który zabija jedną z mieszkanek. Później trup ściele się gęsto. Nie ma jednak żadnej jatki- miłośnicy gore obejdą się smakiem. Świetny, klimatyczny, mroczny nastrój...
Stephen King do scenariusza dodaje szeroki wstęp, w którym opisuje swoje prace nad scenariuszem, rozmowy z przedstawicielami świata filmów oraz motywy, którymi kierował się nie pisząc powieści.
Sam serial (trzyodcinkowy) powstał w 1999 roku, a producentem była amerykańska stacja telewizyjna ABC. Film otrzymał nagrodę Emmy za efekty dźwiękowe, miał też nominacje za muzykę i efekty specjalne. Sztorm Stulecia zdobył też nagrodę International Horror Guild dla najlepszego filmu telewizyjnego.
Storm On the Century: An Original Screenplay

piątek, 2 stycznia 2009

Roczne podsumowanie Horrorowiska

Czas także na roczne podsumowanie tego co najchętniej czytaliście w roku 2008 na moim blogu o horrorach. Odnotowałem w ubiegłym roku ponad 16 tysięcy odwiedzin i prawie 40 tysięcy odsłon. To chyba naprawdę już niezły wynik, pamiętając oczywiście, że to niekomercyjny, nigdzie nie reklamowany blog. A oto co w tym roku czytaliście najchętniej:

1. Recenzja filmu "Chora dziewczyna".
2. Zapowiedź drugiej części Boogeymana (tu czytaj recenzję filmu).
3. Wpis o świetnie zapowiadającym się internetowym serialu "Klatka B".
4. Recenzja "Koszmaru w domu wiedźmy".
5. Recenzja "Narkotycznego tańca umarłych".

Wielu dobrych horrorów w 2009!

Grudzień na Horrorowisku

W grudniu nie miałem zbyt wiele czasu na oglądanie czy czytanie horrorów wpisów było więc mniej niż zwykle, ale tradycyjnie warto podsumować te miesiąc. Co więc najchętniej czytaliście?

1. Ponownie najchętniej czytaliście opowiadanie Pat "Sekcja Z". Jeżeli jeszcze nie czytaliście - polecam ! Naprawdę świetne. Polecam też inne opowiadania Pat: "Zmora", "Mroczny świt" i najnowsze "We mgle".
2. Recenzja filmu "Chora dziewczyna" (ponownie w pierwszej piątce).
3. Recenzja filmu "Fabryka śmierci".
4. Recenzja filmu "Spirala Zła".
5. Recenzja filmu "Jasnowłose dziecko".

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga

Wystąpił błąd w tym gadżecie.