Trzeci sezon „Gry o tron” (Game of Thrones USA, Wielka Brytania 2013) mam już za sobą. I chyba właśnie teraz zaczyna się mój problem z tym serialem. Bo trudno powiedzieć, że jest źle. Jest całkiem dobrze. Świat przedstawiony nadal robi wrażenie, intryg nie brakuje, bohaterów jest tylu, że czasami człowiek musi sobie przypomnieć, kto właściwie jest czyim bratem, ojcem, wujem albo wrogiem. A wszystko jest oczywiście znacznie bardziej skomplikowane, bo w Westeros rodzinne więzi mają dość osobliwy charakter.
Są świetne momenty, są zaskoczenia, są brutalne sceny i jest charakterystyczny dla „Gry o tron” brak gwarancji, że bohater, któremu zaczęliśmy kibicować, dotrwa do końca sezonu. To akurat zawsze działa. Tyle że… oglądałem trzeci sezon bez większych emocji. I to jest chyba najważniejsze. Nie miałem tego uczucia, że muszę włączyć kolejny odcinek, bo koniecznie chcę wiedzieć, co wydarzy się dalej. Serial jest sprawnie zrobiony, momentami bardzo dobry, ale nie wywołuje u mnie tego rodzaju uzależnienia, o którym tyle się słyszało.
Może problemem jest też ogromna liczba bohaterów i wątków. Zamiast przywiązywać się do konkretnych postaci, coraz częściej miałem wrażenie, że oglądam wielką planszę do politycznej gry fantasy, po której przesuwają się kolejne pionki. Tylko że nie wszystkie pionki równie mnie obchodzą.
Nie oznacza to oczywiście, że „Gra o tron” jest złym serialem. Wręcz przeciwnie. Rozumiem, dlaczego zrobiła taką furorę. Jest świetnie zrealizowana, ma własny styl, potrafi zaskoczyć i bez sentymentów rozprawia się z przyzwyczajeniami widza. Tylko że tym razem nie wystarczyło to, żeby mnie naprawdę wciągnąć. I teraz najważniejsze pytanie: czy będę oglądał dalej? Na razie sam nie wiem.
Trzy sezony to już całkiem sporo czasu poświęconego Westeros. A skoro po trzecim nadal nie czuję potrzeby natychmiastowego włączenia czwartego, być może właśnie tutaj postawię kropkę. Choć, znając życie, za jakiś czas pewnie znowu pomyślę: „Dobra, sprawdzę jeszcze jeden sezon”. I tak właśnie seriale potrafią człowieka urządzić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentujesz na własną odpowiedzialność. Ja za to nie odpowiadam. Ale jeżeli zamierzasz kogoś obrażać idź gdzieś indziej !