sobota, 22 sierpnia 2026

Ostatni dom – kiedy morze postanawia upomnieć się o swoje

Są takie filmy, których pomysł jest zdecydowanie ciekawszy niż jego realizacja. „Ostatni dom” (The Last House Francja, USA, Wielka Brytania 2026) Louisa Leterriera należy właśnie do tej kategorii, choć muszę przyznać, że przez sporą część seansu byłem naprawdę zaciekawiony. Netflix bierze rodzinę, zamyka ją we własnym domu i dorzuca do tego tajemnicze stworzenia z morza, które najwyraźniej postanowiły przypomnieć ludzkości, kto tak naprawdę był na tej planecie pierwszy.

czwartek, 20 sierpnia 2026

Jack Ryan, którego pamiętam, już nie wróci

Kiedyś namiętnie czytałem Toma Clancy’ego. Jego powieści były dla mnie czymś więcej niż tylko sprawnie napisanymi thrillerami – miały klimat, szczegółowość i ten charakterystyczny techniczny realizm, który sprawiał, że człowiek naprawdę wchodził w świat szpiegów, agentów i wielkiej polityki. A Jack Ryan był jednym z moich ulubionych bohaterów.

Z czasem jednak Clancy zaczął bardziej produkować książki niż je pisać, a ja straciłem zainteresowanie kolejnymi tomami. Dlatego do filmu "Tom Clancy: Jack Ryan - Wojna duchów" (USA 2026 Jack Ryan: Ghost War) podchodziłem trochę z sentymentem, ale też z ostrożnością.

środa, 19 sierpnia 2026

„Wieczna wojna” – świetna opowieść antywojenna

Są takie komiksy, które po prostu dobrze się czyta. Są też takie, które zostają w głowie na długo. „Wieczna wojna” Joe Haldemana i Marvano (Egmont Polska 2009) zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Kolejny świetny komiks, który polecił mi mój kumpel Tomek. 

To naprawdę świetna, mocna i bardzo antywojenna opowieść. I chyba właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie. Bo pod efektowną historią science fiction kryje się coś znacznie ważniejszego – opowieść o bezsensie wojny, manipulowaniu ludźmi, posłuszeństwie wobec rozkazów i świecie, w którym kolejne pokolenia wysyła się na front, często nawet nie próbując odpowiedzieć na pytanie: po co?

wtorek, 18 sierpnia 2026

"Pułapka”, czyli kiedy polski serial kryminalny naprawdę potrafi wciągnąć

Nie będę udawał – jestem fanem polskich produkcji. Zawsze chętniej dam szansę rodzimemu serialowi niż kolejnej, często bardzo poprawnej, amerykańskiej produkcji zrobionej według instrukcji obsługi. Dlatego do „Pułapki”  (Polska 2018) podchodziłem z nastawieniem raczej życzliwym. I dobrze, bo dostałem kryminał, który może nie jest bez wad, ale potrafi wciągnąć.

Główną bohaterką jest Olga Sawicka, popularna autorka powieści kryminalnych. Po śmierci męża przeżywa twórczy i życiowy kryzys. Alkohol, papierosy, basen i pustka zamiast kolejnej książki. Wszystko zmienia się, kiedy Olga zainteresuje się historią nastoletniej Ewy Maj, wychowanki domu dziecka. Dziewczyna jest tajemnicza, zamknięta w sobie i wyraźnie coś ukrywa.

niedziela, 16 sierpnia 2026

Nie ma głupich. Przewidywalny Coben, którego czyta się świetnie

Harlan Coben wraca, a ja wracam do Cobena. I dobrze, bo po jakimś czasie przerwy znowu przypomniałem sobie, dlaczego tak dobrze czyta się jego książki.

„Nie ma głupich”
(Nobody's fool Wydawnictwo Albatros 20026) nie jest może powieścią, która wywróci do góry nogami moje spojrzenie na kryminał. Coben ma już swoje sprawdzone patenty i właściwie od początku można się domyślać, dokąd ta historia zmierza. Bywa przewidywalny, momentami nawet bardzo. Ale… zupełnie mi to nie przeszkadzało.

niedziela, 9 sierpnia 2026

Spider-Man: Całkiem nowy dzień – recenzja. Lepszy, niż się spodziewałem

Nie ukrywam – na „Spider-Mana: Całkiem nowy dzień” (Spider-Man: Brand New Day USA 2026) szedłem bez wielkich oczekiwań. Po kolejnych filmach, serialach, spin-offach i całym tym pajęczym multiwersum można już mieć wrażenie, że Marvel wycisnął z człowieka-pająka wszystko, co się dało. A jednak tym razem zostałem całkiem przyjemnie zaskoczony.

Bo „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” podobał mi się bardziej, niż się spodziewałem.

sobota, 8 sierpnia 2026

Czarne lustro – sezon 7. Przyszłość, która już puka do drzwi

 „Czarne lustro” ma tę nieprzyjemną właściwość, że po niektórych odcinkach człowiek zaczyna patrzeć na telefon, komputer czy nawet zwykłą kartę płatniczą z pewną podejrzliwością. Niby oglądamy science fiction, niby wydarzenia rozgrywają się w przyszłości, a jednak coraz częściej trudno oprzeć się wrażeniu, że Charlie Brooker nie tyle wymyśla przyszłość, ile po prostu bardzo uważnie przygląda się teraźniejszości.

Siódmy sezon (Black Mirror Wielka Brytania 2025) jest pod tym względem wyjątkowo mocny. Sześć historii, sześć różnych pomysłów, a wspólny mianownik pozostaje ten sam: technologia sama w sobie nie jest największym zagrożeniem. Największym zagrożeniem jest człowiek, który dostaje do ręki nowe narzędzie i natychmiast zaczyna zastanawiać się, jak można na nim zarobić.

piątek, 7 sierpnia 2026

Bruce Wszechmogący po latach – czy komedia z Jimem Carreyem nadal bawi?

 Są takie komedie, które w pamięci urastają do rangi arcydzieł. Pamięta się salwy śmiechu, kultowe sceny i przekonanie, że kiedyś było po prostu zabawniej. Dlatego z pewną ciekawością wróciłem do "Bruce'a Wszechmogącego" (Bruce Almighty USA 2003), tym razem oglądając go z moim 14-letnim synem.

I muszę przyznać, że zderzenie wspomnień z rzeczywistością było interesujące.

niedziela, 2 sierpnia 2026

„Markiz” – Piotrowski znów nie bierze jeńców

Są takie książki, które trudno nazwać literaturą wybitną, a jednak pochłania się je z ogromną przyjemnością. Tak właśnie mam z serią Przemysława Piotrowskiego o Igorze Brudnym. „Markiza” (Czarna Owca 2026)dosłownie łyknąłem w kilka dni, a największym zaskoczeniem było dla mnie to, że... wcześniej przegapiłem poprzedni tom. Na szczęście autor prowadzi historię na tyle sprawnie, że szybko można odnaleźć się w fabule. Ciekawy jestem kiedy po niego pójdą platformy streamingowe. 

piątek, 31 lipca 2026

Troja po 20 latach. Czy to wciąż najlepszy film o wojnie trojańskiej?

Są filmy historyczne, które z czasem tracą blask, bo efekty specjalne się starzeją, a sposób opowiadania przestaje odpowiadać współczesnym widzom. Są jednak i takie, które mimo upływu lat nadal ogląda się z autentyczną przyjemnością. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy „Troja” (Troy USA, Wielka Brytania, Malta 2004) Wolfganga Petersena.

To nie jest wierna ekranizacja „Iliady”. Twórcy świadomie uprościli wiele wątków, zrezygnowali z ingerencji bogów i skupili się przede wszystkim na ludziach – ich ambicjach, dumie, miłości oraz żądzy zemsty. Dzięki temu powstało widowisko bardziej realistyczne niż mitologiczne, ale jednocześnie niezwykle przystępne dla współczesnego widza.

czwartek, 30 lipca 2026

„Pierścionek z orłem w koronie” – niedoceniony film o Powstaniu Warszawskim, który warto obejrzeć

Co roku, gdy zbliża się rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego, wracają przede wszystkim dwa tytuły – „Kanał” i „Miasto 44”. Tymczasem istnieje jeszcze jeden film, który zdecydowanie zasługuje na przypomnienie. To „Pierścionek z orłem w koronie” Andrzeja Wajdy z 1992 roku. Nie opowiada on jednak o samych walkach na ulicach Warszawy. Znacznie bardziej interesuje go pytanie, co stało się z powstańcami wtedy, gdy ucichły strzały.

To właśnie dlatego ten obraz pozostaje tak ważny. Pokazuje dramat ludzi, którzy przeżyli piekło Powstania, ale nie mogli odnaleźć się w nowej, komunistycznej PolscePowstanie się skończyło. Wojna dla bohaterów – nie.

środa, 29 lipca 2026

Samochodzik i Templariusze – po ponad 50 latach wciąż ogląda się świetnie

Są seriale, które ogląda się dla fabuły. Są też takie, które ogląda się dla wspomnień. „Samochodzik i Templariusze” (Polska 1971) należy do tej drugiej kategorii. Dla wielu widzów to nie tylko ekranizacja powieści Zbigniewa Nienackiego, ale także bilet do czasów, gdy wakacyjna przygoda zaczynała się od otwarcia książki, a nie aplikacji w telefonie.

Wracając do serialu Huberta Drapelli po ponad pięćdziesięciu latach, można mieć obawy. Tempo będzie zbyt wolne? Dialogi zbyt teatralne? Zdjęcia zbyt archaiczne? Tymczasem okazuje się, że większość tych elementów działa dziś bardziej na korzyść produkcji niż przeciwko niej.

wtorek, 28 lipca 2026

"Na krawędzi" – Stallone na wysokościach. Jeden z niedocenianych thrillerów lat 90.

Są filmy, które z biegiem lat tylko zyskują. "Na krawędzi" (Cliffhanger Francja, USA, Włochy 1993 roku jest właśnie jednym z nich. W czasach, gdy Sylvester Stallone kojarzył się przede wszystkim z Rambo i Rockym, dostał rolę, która pozwoliła mu pokazać coś więcej niż tylko mięśnie i celne ciosy. Jako Gabe Walker, ratownik górski zmagający się z traumą po tragicznej akcji, stworzył jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze.

To kino akcji z czasów, gdy efekty specjalne nie zastępowały scenariusza, a napięcie budowano prawdziwymi zdjęciami i kaskaderskimi wyczynami. Góry nie są tutaj jedynie malowniczym tłem. Stają się pełnoprawnym bohaterem filmu – pięknym, ale bezwzględnym. Każdy krok po skalnej ścianie czy każda przeprawa nad przepaścią sprawiają, że widz mimowolnie zaciska dłonie na podłokietnikach.

Już pierwsze minuty robią ogromne wrażenie. Scena otwierająca należy do tych, których nie zapomina się przez lata. Jest emocjonalna, brutalna i od razu nadaje ton całej historii. Potem napięcie tylko rośnie, gdy okazuje się, że katastrofa samolotu to zaledwie początek śmiertelnie niebezpiecznej gry.

Na uwagę zasługuje także John Lithgow. Jego Eric Qualen to jeden z najbardziej charyzmatycznych filmowych złoczyńców lat 90. Nie jest krzykliwy ani przerysowany. Jest spokojny, inteligentny i właśnie dlatego tak niebezpieczny. To przeciwnik, który stanowi dla Stallone'a prawdziwe wyzwanie.

Dzisiaj "Na krawędzi" imponuje również realizacją. Większość scen powstawała w prawdziwych górach, a nie przed zielonym ekranem. Dzięki temu każda wspinaczka, każdy skok i każda walka mają ciężar, którego często brakuje współczesnym widowiskom. W epoce komputerowych efektów ten film przypomina, jak wielką siłę ma autentyczność.

Oczywiście nie jest to kino pozbawione wad. Dialogi bywają proste, a fabuła korzysta z dobrze znanych schematów kina sensacyjnego. Ale właśnie w tym tkwi jego urok. "Na krawędzi" nie udaje czegoś, czym nie jest. To świetnie zrealizowany thriller akcji, który od pierwszej do ostatniej minuty dostarcza emocji.

Po ponad trzydziestu latach film Renny'ego Harlina nadal ogląda się znakomicie. Nie zestarzały się ani zdjęcia, ani tempo, ani napięcie. To jeden z tych tytułów, które przypominają, dlaczego kino akcji lat 90. wciąż ma tak wiernych fanów.

poniedziałek, 27 lipca 2026

Zgubiony telefon – infantylny, ale zaskakująco wciągający thriller o naszych największych cyfrowych lękach

Zagubiony telefon (Seumateuponeul tteoreotteuryeosseul ppuninde Korea Południowa 2023) to jeden z tych thrillerów, które nie odkrywają Ameryki, ale potrafią skutecznie przykuć do ekranu. Fabuła bywa momentami infantylna, niektóre decyzje bohaterów trudno uznać za logiczne, a scenariusz miejscami idzie na skróty. Mimo to film ogląda się z zaskakującą przyjemnością, bo dobrze buduje napięcie i sprawia, że przez cały czas chce się wiedzieć, co wydarzy się za chwilę.

Największą zaletą jest pokazanie, jak bardzo nasze życie uzależniło się od nowoczesnych technologii. Smartfon to dziś nie tylko telefon, ale także portfel, klucze do domu, zdjęcia, kontakty, historia życia i dostęp do kont bankowych. Film w przerysowany sposób, ale całkiem skutecznie uświadamia, jak łatwo utrata jednego urządzenia może zamienić codzienność w koszmar.

sobota, 18 lipca 2026

Człowiek-ośmiornica – nostalgia z plastiku

Są filmy, które składają hołd dawnemu kinu. I są takie, które jedynie przebierają się w jego kostium. Niestety „Człowiek-ośmiornica” (Mantopus! USA 2025) należy do tej drugiej kategorii.

Twórcy wyraźnie chcieli odtworzyć atmosferę tanich horrorów i filmów science fiction z lat 50., 60. i 70. Jest ziarnisty obraz, odpowiednia kolorystyka, charakterystyczna scenografia, przerysowane aktorstwo i potwór, który wygląda tak, jakby uciekł z kina klasy B. Problem w tym, że wszystko sprawia wrażenie starannie zaprojektowanego eksperymentu, a nie filmu, który rzeczywiście powstał w tamtej epoce.

czwartek, 16 lipca 2026

"Wirus elit" – świetny pomysł, który nie wytrzymał własnego ciężaru

Są filmy science fiction, które wykorzystują fantastykę do zadawania niewygodnych pytań o współczesny świat. „Wirus elit” (Rich Flu Hiszpania, USA, Chile 2024) w reżyserii Galdera Gaztelu-Urrutii, twórcy znakomitej „Platformy”, zapowiadał się właśnie na takie kino. Punkt wyjścia jest kapitalny – tajemnicza choroba zabija wyłącznie najbogatszych ludzi na świecie. Milionerzy i miliarderzy w panice próbują pozbyć się majątków, bo pieniądze stają się wyrokiem śmierci. To satyra, thriller i dystopijna opowieść w jednym.

środa, 15 lipca 2026

Dlaczego St. Pauli jest wyjątkowe? W końcu przeczytałem książkę o moim klubie

To książka, którą bardzo łatwo byłoby potraktować jak kolejną publikację o piłce nożnej. O stadionie, kibicach, wynikach i klubowej historii. Fabian Balicki idzie jednak w zupełnie innym kierunku. "Więcej niż piłka nożna. St. Pauli jest tą możliwością" (Wydawnictwo Poligraf 2015) to opowieść o klubie, który od dawna udowadnia, że futbol może być czymś znacznie większym niż dziewięćdziesiąt minut na murawie.

Od lat kibicuję St. Pauli. To jeden z tych klubów, których nie wybiera się dlatego, że seryjnie zdobywają trofea. Wybiera się go ze względu na wartości, atmosferę i przekonanie, że piłka nożna wciąż może być blisko ludzi. Paradoksalnie książkę Balickiego miałem na półce od lat. Co jakiś czas spoglądałem na grzbiet, obiecując sobie, że "już niedługo". Jak to zwykle bywa – zawsze znajdowało się coś pilniejszego. Dopiero tegoroczne wakacje w hiszpańskim Xeraco sprawiły, że w końcu po nią sięgnąłem. I dziś mogę tylko żałować, że zrobiłem to tak późno.

poniedziałek, 13 lipca 2026

Wojna światów (2025) – infantylna rozrywka na jeden wieczór

Przyznam szczerze – nie spodziewałem się po tej wersji „Wojny światów” (War of the Worlds Niemcy, USA 2025) sprzed dwóch lat absolutnie niczego. Klasyczna powieść H.G. Wellsa doczekała się już wielu ekranizacji, z których najbardziej pamiętana pozostaje widowiskowa wersja Stevena Spielberga z Tomem Cruise'em. Tym razem twórcy poszli jednak w zupełnie innym kierunku. Powstał film kameralny, opowiedziany niemal wyłącznie za pomocą ekranów komputerów, telefonów i monitoringu. Brzmi ciekawie. Efekt końcowy jest już znacznie mniej imponujący.

piątek, 10 lipca 2026

"Nabór” – thriller szpiegowski Severskiego, od którego trudno się oderwać

Wakacje to dla mnie czas nadrabiania czytelniczych zaległości. Przez większą część roku trudno znaleźć chwilę na spokojną lekturę, więc kiedy wreszcie pojawia się trochę wolnego czasu, sięgam po książki, które od dawna czekają na półce. Tak było z „Naborem” Vincenta V. Severskiego (Czarna owca 2021). I już po kilkudziesięciu stronach zacząłem się zastanawiać, dlaczego tak długo zwlekałem.

Powiem więcej – nie wiem, czy to nie najlepsza książka Severskiego, jaką do tej pory przeczytałem. A przecież poprzeczka była zawieszona bardzo wysoko.

środa, 8 lipca 2026

Konklawe - Watykan, tajemnice i walka o władzę. Recenzja filmu

Są filmy, które z różnych powodów omijamy. Czasem brakuje czasu, czasem trafiają na listę „obejrzę później”, a później okazuje się, że mijają miesiące. Tak właśnie było u mnie z "Konklawe" (Conclave Wielka Brytania, USA 2024). Dziś mogę powiedzieć tylko jedno – szkoda, że dopiero teraz je zobaczyłem.

To jeden z tych filmów, które udowadniają, że nie potrzeba pościgów, wybuchów ani hektolitrów krwi, by trzymać widza w napięciu przez ponad dwie godziny. Tutaj bronią są słowa, spojrzenia, niedopowiedzenia i polityka. A właściwie polityka w jej najbardziej pierwotnym wydaniu – walka o władzę.

poniedziałek, 6 lipca 2026

Nie tylko muzyka. Recenzja książki „Nie będę stała z tyłu – pamiętnik z punkowej rebelii” Nancy Barile

Od wielu lat obracam się w środowisku punkowym. Punk towarzyszy mi nie tylko jako muzyka, ale też jako sposób patrzenia na świat i styl życia. Paradoksalnie jednak książki poświęcone tej scenie nie zawsze do mnie trafiają. Często są albo przesadnie akademickie, albo zamieniają się w listę nazw zespołów i koncertowych wspomnień, które niewiele mówią komuś spoza najbliższego kręgu autorów. "Nie będę stała z tyłu – pamiętnik z punkowej rebelii” Nancy Barile (I'm Not Holding Your Coat: My Bruises-and-All Memoir of Punk Rock Rebellion Underdog Press 2022)) pozytywnie mnie zaskoczył.

czwartek, 2 lipca 2026

"Kresy szczerości” – ile można poświęcić w imię miłości do dziecka?

Niektóre filmy zaczynają się jak kameralny dramat, a kończą niczym thriller, w którym każda kolejna decyzja bohaterów prowadzi coraz głębiej w emocjonalny mrok. Tak właśnie jest z „Kresami szczerości” („Echo Valley”, USA, 2025). To film, który nie zawsze trafia we wszystkie tony, momentami bywa nierówny, ale przez większość seansu nie pozwala oderwać wzroku od ekranu.

Kate mieszka samotnie na farmie i prowadzi stajnię. Nadal nie potrafi otrząsnąć się po życiowej tragedii, a jej codzienność wypełniają praca i wspomnienia. Pewnej nocy na farmie pojawia się jej córka Claire – przerażona, roztrzęsiona i ubrudzona cudzą krwią. To wydarzenie uruchamia serię dramatycznych zdarzeń, które prowadzą do pytań o granice rodzicielskiej miłości. Jak daleko można się posunąć, by ratować własne dziecko? I czy istnieje moment, w którym miłość zamienia się we współuzależnienie?

poniedziałek, 29 czerwca 2026

Kolory zła: Czerwień – mroczny kryminał, który wciąga bardziej, niż można się spodziewać

Po „Kolorach zła: Czerwień” miałem mieszane uczucia. Z jednej strony była świetna atmosfera i bardzo solidna obsada, z drugiej – pewien niedosyt, że z tak mocnego materiału można było wycisnąć jeszcze więcej. Dlatego do „Czerni” (Polska 2026) podchodziłem z ostrożnością. Tym większe było moje zaskoczenie, bo dostałem naprawdę dobrą, gęstą od emocji i tajemnic produkcję sensacyjną.

Prokurator Leopold Bilski zostaje przeniesiony z Trójmiasta do niewielkiej kaszubskiej miejscowości. Wkrótce znika chłopiec, a prowadzone śledztwo zaczyna niepokojąco przypominać zaginięcie sprzed lat. Szybko okazuje się, że w tej społeczności niemal każdy coś ukrywa. Dawne tragedie, zmowa milczenia i lokalne sekrety tworzą atmosferę, od której trudno się uwolnić.

sobota, 27 czerwca 2026

„Czarny telefon" telefon dzwoni po raz drugi

Seans pierwszego „Czarnego telefonu” pamiętam bardzo dobrze. Pisałem wtedy, że Scott Derrickson nakręcił horror, który działa nie tylko strachem, ale również emocjami. Była w nim tajemnica, świetnie poprowadzone napięcie i jeden z najciekawszych ekranowych potworów ostatnich lat. Dlatego do kontynuacji podchodziłem z dużą ciekawością.

piątek, 26 czerwca 2026

„Cichy front” – ważny temat, rozczarowujący dokument o niewidzialnej wojnie

Są takie filmy dokumentalne, które ogląda się z wypiekami na twarzy, bo odkrywają przed widzem kulisy niewidocznych na co dzień procesów i pozwalają lepiej zrozumieć świat. Są też takie, które dotykają tematów niezwykle ważnych, ale nie potrafią wykorzystać ich potencjału. Niestety, do tej drugiej kategorii zalicza się „Cichy front” (Polska 2026).

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Najlepsze z najgorszych: film, przy którym sala ryczała ze śmiechu

Są takie seanse, po których człowiek wychodzi z kina nie tyle z opinią, co z lekkim zwątpieniem w to, jak to możliwe, że coś takiego istniało poza jego radarami. I dokładnie tak było w przypadku „Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku” (Polska 2006).

Zacznę od rzeczy najprostszej, ale dziś już rzadkiej: zdumienia. Bo trudno uwierzyć, że ten tytuł, i – co równie ważne – nazwisko reżysera - Bartosz Walaszek, przez lata całkowicie mi umykały. A jeszcze trudniej uwierzyć, że w Kinotece bilety na kolejne pokazy schodziły jak świeże bułki z dobrego pieca. To nie był seans „z ciekawości”. To był seans „trzeba to zobaczyć, bo zaraz nie będzie miejsc”.

I rzeczywiście – publiczność przyszła jak na wydarzenie. A wyszła… jeszcze bardziej rozgrzana.

To jest kino, które idealnie mieści się w cyklu „Najlepsze z najgorszych”. Tego rodzaju produkcje żyją własnym życiem: balansują gdzieś między niezamierzonym absurdem, przesadą, dziwnością konstrukcji narracyjnej i momentami, które w normalnym filmie byłyby błędem, a tutaj stają się paliwem napędowym całego widowiska.

Najmocniejszy element? Reakcja sali. Ludzie nie tylko się śmiali – oni ryczeli. Były brawa w trakcie seansu, były okrzyki, były momenty, w których ktoś głośno dopowiadał dialogi, jakby film i widownia prowadzili równoległy, improwizowany spektakl. A finał? Klaskanie na stojąco. Rzadko widzi się coś takiego poza premierami dużych hitów albo wydarzeniami festiwalowymi.

Ogromną rolę w tym wszystkim odegrało wprowadzenie Moniki Stolat – tradycyjnie dobre, rzeczowe, ustawiające kontekst. I trzeba to powiedzieć wprost: ono działa tu jak zapalnik. Ustawia widza na odpowiedni tor odbioru – nie „czy to jest dobre kino?”, tylko „jak bardzo to nas dziś zaskoczy”.

„Sarnie żniwo…” to film, który nie daje się oglądać biernie. Albo wchodzisz w ten dziwny rytm, albo zostajesz na zewnątrz i patrzysz z rosnącym zdumieniem, jak sala bawi się lepiej, niż powinna.

I może właśnie w tym tkwi jego siła. Nie w perfekcji. Nie w rzemiośle. Tylko w tym, że potrafi zamienić seans w zbiorowe doświadczenie – trochę jak dawne, dobre kino środowe, gdzie publiczność żyła razem z ekranem, a nie obok niego.

Czy to jest „dobry film”? To pytanie tutaj nie ma większego sensu. Lepsze brzmi: czy takie seanse jeszcze się zdarzają? Bo jeśli tak – warto je łapać, zanim znikną.



niedziela, 21 czerwca 2026

F1. Kino, które przypomniało mi, dlaczego pokochałem wyścigi

Są takie filmy, które ogląda się oczami. Są takie, które ogląda się sercem. I są takie, które uruchamiają wspomnienia. Dla mnie właśnie takim filmem okazało się „F1: Film” (F1: The Movie, USA 2025) w reżyserii Joseph Kosinski.

piątek, 19 czerwca 2026

Scary Movie wraca. Śmiałem się rzadziej, niż się spodziewałem

Do serii Scary Movie (Straszny film USA, Wielka Brytania 20026) mam spory sentyment. Na Horrorowisku pisałem już o innych częściach cyklu i zawsze traktowałem je jako ciekawy znak swoich czasów. Te filmy nie tylko parodiowały horrory, ale też wyśmiewały popkulturę, telewizję, reklamy i wszystko to, czym żyliśmy na początku XXI wieku.

Dlatego na nową odsłonę poszedłem do kina z mieszanką ciekawości i ostrożnego optymizmu.

Po seansie mam dość mieszane uczucia.

czwartek, 18 czerwca 2026

28 dni później – dlaczego ten horror wciąż robi ogromne wrażenie?

Są filmy, które po latach ogląda się głównie z sentymentu. Są też takie, które mimo upływu czasu nadal potrafią wywołać niepokój. Do tej drugiej kategorii bez wątpienia należy 28 dni później (28 Days Later USA, Wielka Brytania, 2002).

Po seansie 28 lat później postanowiłem wrócić do początku historii wirusa Wściekłości. Wcześniej na Horrorowisku pisałem już o 28 tygodni później i pamiętam, jak bardzo podobało mi się rozwinięcie tego świata. Tym razem wróciłem do filmu, od którego wszystko się zaczęło.

I nadal robi wrażenie.

wtorek, 16 czerwca 2026

„Odwet” Vincenta V. Severskiego – świetna powieść szpiegowska na niespokojne czasy

Lubię książki, które oprócz dobrej historii zostawiają czytelnika z niepokojem. Nie takim tanim, wynikającym z brutalności czy epatowania przemocą, ale z refleksji, że świat przedstawiony na kartach powieści wcale nie musi być aż tak odległy od rzeczywistości. Tak właśnie miałem podczas lektury „Odwetu” Vincenta V. Severskiego (Czarna owca 2019).

To jedna z tych książek, które pochłania się błyskawicznie. Autor doskonale wie, jak budować napięcie, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy pozwolić czytelnikowi na chwilę oddechu. Efekt jest taki, że kolejne rozdziały znikają w tempie, które zawsze jest najlepszą rekomendacją dla powieści sensacyjnej.

sobota, 13 czerwca 2026

Nowy horror Sama Raimiego zaskakuje. Recenzja filmu Send Help (2026)

Przyznam, że do „Send Help” (Pomocy USA 2026) podchodziłem z dużą ciekawością. Sam Raimi to przecież twórca, który od dekad udowadnia, że najlepiej czuje się tam, gdzie horror spotyka się z czarnym humorem. Twórca „Martwego zła”, „Armii ciemności” czy „Drag Me to Hell” tym razem zabiera nas na bezludną wyspę. Brzmi znajomo? Owszem. Ale tylko do pewnego momentu.

Punkt wyjścia jest prosty. Katastrofa lotnicza. Dwoje ocalałych. Linda Liddle i jej przełożony Bradley Preston trafiają na odciętą od świata wyspę, gdzie muszą walczyć o przetrwanie. Szybko okazuje się jednak, że natura nie jest ich największym problemem. Znacznie groźniejsze są wzajemne urazy, ambicje i narastająca psychologiczna wojna między bohaterami.

wtorek, 9 czerwca 2026

Szwajcarski Braveheart? Recenzja filmu „Wilhelm Tell”

Są takie filmy historyczne, które ogląda się przede wszystkim dla widowiska. Są też takie, które przypominają, dlaczego pewne narodowe legendy przetrwały setki lat. „Wilhelm Tell” (Niemcy, Szwajcaria, USA, Wielka Brytania, Włochy 2024) należy właśnie do tej drugiej kategorii.

Jako miłośnik kina historycznego od lat wracam do opowieści o ludziach, którzy stawali przeciwko potężniejszym przeciwnikom.

niedziela, 7 czerwca 2026

Uciekinier. Stephen King w nowej ekranizacji wraca z przerażająco aktualną historią

Są takie historie, które z biegiem lat stają się bardziej aktualne zamiast się starzeć. Tak właśnie jest z „Uciekinierem” („The Running Man”, USA/Wielka Brytania, 2025), kolejną ekranizacją powieści Stephena Kinga napisanej pod pseudonimem Richard Bachman. Gdy czytałem książkę wiele lat temu, wydawała się ostrzeżeniem przed telewizją przyszłości. Dziś wygląda raczej jak reportaż z niedalekiego amerykańskiego jutra.

Akcja filmu przenosi nas do świata, w którym telewizyjne widowiska osiągnęły poziom, przy którym nawet najbardziej patologiczne reality show wydają się niewinną zabawą. Ben Richards zgłasza się do programu „Uciekinier”, aby zdobyć pieniądze potrzebne na leczenie swojej chorej córki.

środa, 3 czerwca 2026

Pasażer – recenzja. Koszmar, który jedzie za tobą

Nie wiem, czy gdybym obejrzał „Pasażera” (Passenger USA 2026) w domu, zrobiłby na mnie równie duże wrażenie. Wiem natomiast jedno – w kinie ten film działa znakomicie. Ciemna sala, wielki ekran i dźwięk otaczający widza z każdej strony sprawiają, że bardzo łatwo wejść w ten świat. A gdy już się w nim znajdziemy, André Øvredal skutecznie przypomina nam, że czasem największy strach czai się nie w nawiedzonym domu czy opuszczonym szpitalu, ale na zwykłej drodze.

piątek, 29 maja 2026

The Boys: superbohaterowie, którym nie chciałbym podać ręki

Są seriale, które wciągają od pierwszej minuty. Są też takie, przy których po prostu trzeba trafić na odpowiedni moment. Tak było u mnie z pierwszym sezonem „The Boys” (USA 2019). Kilka lat temu obejrzałem pierwszy odcinek i odpuściłem. Nie dlatego, że był zły. Wręcz przeciwnie. Był tak agresywny, brutalny i bezczelny, że zwyczajnie nie miałem ochoty oglądać dalej.

Teraz wróciłem. I muszę przyznać, że był to powrót udany.

wtorek, 26 maja 2026

"Krew dziewicy" – komiks o kinie grozy, które pożera własnych twórców

"Krew dziewicy" (Blood of the Virgin, Kultura gniewu 2026 , którego autorem jest Sammy Harkham,  zrobiła na mnie spore wrażenie, bo to komiks, który wygląda jak odnaleziona taśma filmowa z epoki schyłku starego Hollywood. Brudny, nerwowy, momentami duszny, ale jednocześnie hipnotyzujący. Sammy Harkham nie tworzy nostalgicznej pocztówki z lat 70. Nie ma tu romantycznego zachwytu nad „dawnym kinem”. Jest za to świat ludzi zmęczonych, niespełnionych i próbujących przetrwać w przemyśle, który mieli kochać, a który powoli ich pożera.

sobota, 23 maja 2026

"Zemsta embriona" – film tak zły, że aż hipnotyzujący

W czwartek znów dałem się wciągnąć w ten przedziwny rytuał. Znów usiadłem w sali warszawskiej Kinoteki na kolejnym pokazie cyklu "Najlepsze z najgorszych”. I znów – dokładnie w połowie seansu – zacząłem zadawać sobie stare, dobre pytanie: po co ja właściwie chodzę na te filmy? A potem przyszły napisy końcowe, światła się zapaliły i już wiedziałem, że wrócę na następny seans.

Bo to po prostu… wciąga.
 

czwartek, 21 maja 2026

Godzilla wraca w wielkim stylu. Drugi sezon „Monarch”

Kiedy kilka lat temu Monarch: Legacy of Monsters startował jako serialowy dodatek do MonsterVerse (Monarch: Dziedzictwo potworów sezon 2 USA, Japonia 2026), miałem sporo obaw. Kino o Godzilli od dawna cierpi na tę samą chorobę: ludzie gadają godzinami, a wielki jaszczur pojawia się na chwilę, żeby coś rozwalić i zniknąć za chmurą pyłu. Tymczasem drugi sezon nie tylko rozwija świat potworów, ale wreszcie zaczyna rozumieć, dlaczego widzowie kochają Godzillę od czasów japońskich filmów studia Toho Co., Ltd.

niedziela, 17 maja 2026

Vabank 2 – recenzja kultowej komedii kryminalnej Juliusza Machulskiego

Są takie filmy, które pachną epoką bardziej niż niejedna kronika filmowa. Vabank II, czyli riposta (Polska 1984) to właśnie taki przypadek. Kino, które dziś ogląda się nie tylko dla fabuły, ale także dla atmosfery – tej lekko zadymionej, podszytej jazzem, eleganckiej Warszawy lat 30., gdzie nawet oszustwo miało klasę, a zemsta smakowała jak dobra kawa w "Adrii".

Vabank II, czyli riposta to przykład sequela, który nie rozmienia sukcesu pierwszej części na drobne. To rzecz dziś niemal niewyobrażalna – kontynuacja, która nie tylko dorównuje oryginałowi, ale momentami wydaje się jeszcze bardziej pewna siebie. Juliusz Machulski nie poprawia tu na siłę tego, co działało wcześniej. On po prostu wraca do swoich bohaterów i pozwala im dalej grać ten sam koncert, tylko z jeszcze większym luzem.

poniedziałek, 4 maja 2026

Frela: książka z potencjałem, który gdzieś ucieka

"Frela" Magdaleny Majcher (W.A.B. 2025) to książka oparta na faktach, co od razu ustawia poprzeczkę wysoko — bo rzeczywistość sama w sobie potrafi być bardziej brutalna i ciekawsza niż fikcja. I miejscami rzeczywiście coś tu „zagrało”, zwłaszcza gdy pojawia się wątek Paktofoniki i tło końcówki lat 90., z całym tym ciężarem młodości, buntu i muzyki, która wtedy była czymś więcej niż tylko soundtrackiem.

Problem w tym, że ta historia nie niesie. Narracja bywa zbyt nudna, momentami rozwleczona, jakby emocje zostały opisane zamiast przeżyte. Człowiek czeka na punkt zapalny, na moment, w którym ta opowieść naprawdę pęknie - ale często dostaje tylko jego zapowiedź.

sobota, 2 maja 2026

Mumia Lee Cronina – horror, który zrywa z tradycją

Są takie powroty, które z definicji nie powinny się wydarzyć. Nowa The Mummy (Mumia: Film Lee Cronina USA, Irlandia 2026) opowiada właśnie o takim powrocie – i robi to w sposób, który bardziej uwiera niż daje czystą rozrywkę. To już nie jest przygodowa pocztówka z Egiptu, tylko historia, która wchodzi do domu, siada przy stole i zaczyna psuć powietrze.

Punktem wyjścia jest sytuacja niemal reporterska: dziewczynka znika z domu podczas pobytu w Egipcie, by po latach wrócić do rodziny. Problem w tym, że wraca ktoś inny. Coś innego. I od tej chwili wszystko zaczyna się rozjeżdżać – relacje, emocje, poczucie bezpieczeństwa. Ten film nie opowiada o odkrywaniu starożytnej klątwy, tylko o tym, co się dzieje, kiedy ta klątwa przychodzi do ciebie i zamieszkuje pod jednym dachem.

środa, 29 kwietnia 2026

Chcę więcej – historia o tym, jak system zostawia ludzi samych

Są takie filmy, które od pierwszych minut zdradzają, że ambicje miały większe niż możliwości. „Chcę więcej” (Polska 2025) zaczyna się jak opowieść o pokoleniu, które nie chce czekać – chce zarabiać tu i teraz, najlepiej bez konsekwencji. I to jest punkt wyjścia naprawdę nośny, bo przecież takich historii wokół nas nie brakuje.

Poznajemy Marcina, chłopaka zawieszonego gdzieś między dorosłością a wygodnym życiem bez odpowiedzialności, i Hanię, dla której stawka jest dużo wyższa. Jej ojciec ciężko choruje, a leczenie okazuje się kosztowne i – co najważniejsze – w praktyce niedostępne bez ogromnych pieniędzy.

czwartek, 23 kwietnia 2026

Morderczy żywioł na Netflixie – horror do zapomnienia

Są takie seanse, które aż proszą się o duży ekran, ciemną salę i ciszę, która potęguje napięcie. I są też takie, które nawet w domowym zaciszu nie potrafią tego napięcia zbudować. Niestety, „Morderczy żywioł” (Thrash Australia, USA 2026) należy do tej drugiej kategorii. Oglądany na Netflix, zamiast wciągnąć – raczej rozpraszał.

sobota, 18 kwietnia 2026

Serce gór plus Węże 2026 = niezapomniany wieczór w Kinotece

Są takie wieczory w kinie, kiedy człowiek idzie nie po sztukę, tylko po doświadczenie. I dokładnie tak było w Kinoteka, gdzie w cyklu „Najlepsze z najgorszych” pokazano Serce gór (Polska 2004). Film, który od lat krąży w półoficjalnym obiegu jako jeden z najbardziej spektakularnych wypadków przy pracy w historii polskiego kina.

Wieczór zaczął się zresztą od mocnego akcentu – ogłoszenia wyników nagrody Węże 2026, czyli naszych rodzimych anty-Oscarów. Tradycja piękna, potrzebna i – nie oszukujmy się – czasem bardziej szczera niż niejedna gala nagród. Bo jeśli kino ma być lustrem rzeczywistości, to i jego wpadki zasługują na refleksję. A „Serce gór” to materiał wręcz podręcznikowy. 

wtorek, 14 kwietnia 2026

Klangor 2 – dobry, mroczny powrót, który nie daje łatwych odpowiedzi

Powrót do Świnoujścia po kilku latach nie jest sentymentalną podróżą. To raczej wejście w ten sam świat, tylko jeszcze bardziej wychłodzony, bardziej obojętny, jakby ktoś przykręcił temperaturę emocji i zostawił bohaterów samych sobie. 

Drugi sezon Klangoru (Polska 2026) nie udaje, że chce być kontynuacją w klasycznym sensie. To raczej nowa historia w tym samym miejscu – z innymi bohaterami, innym ciężarem i innym środkiem ciężkości. Twórcy świadomie odcinają się od pierwszej serii i robią coś na kształt antologii. Ryzykowny ruch, ale przynajmniej uczciwy.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Pełna kinowa sala, cisza i niepokój. "Matka Joanna od Aniołów" po latach

Są takie filmy, które najlepiej działają w ciszy. Bez popcornu, bez szeptów, bez nerwowego zerkania na telefon. A potem trafiasz na seans, gdzie sala jest pełna – i nagle okazuje się, że właśnie to ma sens. Tak było w świąteczny wieczór w Kinotece. Tłum ludzi, Wielkanoc, a na ekranie film, który z religijnością nie ma nic wspólnego w sensie pocieszenia – raczej w sensie niepokoju.

Matka Joanna od Aniołów (Polska 1961) nie jest filmem łatwym ani "świątecznym" w klasycznym rozumieniu. To opowieść o opętaniu, ale takim, które bardziej rozgrywa się w człowieku niż w jakiejś nadprzyrodzonej przestrzeni. Do klasztoru przybywa ksiądz Suryn (Mieczysław Voit), by zmierzyć się z przypadkiem opętania zakonnic, a przede wszystkim tytułowej Matki Joanny (Lucyna Winnicka). I od początku wiadomo, że to nie będzie pojedynek dobra ze złem, tylko raczej walka człowieka z samym sobą.

sobota, 4 kwietnia 2026

Między literaturą a rzeczywistością. "Zamęt” Vincentego V. Severskiego

Są książki szpiegowskie, które czyta się dla rozrywki. I są takie, które zostawiają po sobie lekki niepokój — bo brzmią zbyt wiarygodnie. „Zamęt” Vincentego V. Severskiego zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.

Czytając tę powieść, miałem momentami wrażenie, że to nie jest literatura, tylko dobrze zamaskowany raport z rzeczywistości. Vincent V. Severski nie musi niczego udowadniać - jego przewaga polega na tym, że on po prostu wie, jak to wygląda od środka - był w końcu oficerem wywiadu! I to czuć w każdym rozdziale.
 

środa, 1 kwietnia 2026

Śleboda: mrok podhalańskich tajemnic

Są takie historie, które od pierwszych minut pachną miejscem. Nie fabułą, nie konstrukcją, tylko powietrzem. W Ślebodzie czuć góry – nie te z pocztówek, tylko te, w których łatwo się zgubić. I może właśnie dlatego ten serial działa najlepiej wtedy, kiedy zwalnia i pozwala tej przestrzeni wybrzmieć.

Śleboda (Polska 2024) wyrasta z prozy Małgorzaty Fugiel-Kuźmińskiej i Michała Kuźmińskiego, którzy od lat budują swój cykl kryminalny osadzony w różnych częściach Polski. W książkach zawsze było coś więcej niż intryga: język, lokalność, napięcie między "swoimi” a "obcymi". Serial próbuje to uchwycić – czasem bardzo trafnie, czasem jakby zbyt ostrożnie.

wtorek, 31 marca 2026

Krew dziewicy plus Wieśniaccy zombie = udany wieczór w Kinotece

Są takie seanse, na które nie idzie się "obejrzeć filmu". Idzie się przeżyć wydarzenie. Taki właśnie był wieczór w warszawskiej Kinotece w ramach festiwalu "Najlepsze z Najgorszych". Najpierw kawałek spotkania wokół komiksu Krew dziewicy wydanego przez Kultura Gniewu, potem tradycyjnie świetna, z pazurem i wyczuciem konwencji zapowiedź Monika Stolat ze Splat!FilmFest. A na koniec danie główne: Wieśniaccy zombie (Redneck Zombies USA 1987).

I od razu uczciwie: to nie jest kino dla każdego. Ale kto trafia na takie pokazy przypadkiem, ten i tak nie zostaje do końca.

piątek, 27 marca 2026

Trzy dni kondora - gdy CIA staje się wrogiem

Są takie filmy, które ogląda się jak dobrze poprowadzone śledztwo – spokojnie, metodycznie, ale z rosnącym napięciem. Bez fajerwerków, za to z poczuciem, że pod powierzchnią dzieje się coś bardzo niedobrego. Trzy dni kondora (Three Days of the Condor USA 1975) to właśnie taki przypadek. Kino, które nie musi krzyczeć, żeby było słychać.

To historia człowieka, który zawodowo zajmuje się wyszukiwaniem w książkach scenariuszy potencjalnych zagrożeń dla CIA. Joe Turner "Kondor" - bohater grany przez Robert Redford trafia jednak na coś znacznie bardziej realnego. Wraca z przerwy na lunch i zastaje swoich współpracowników martwych. Nagle staje się celem. I zaczyna rozumieć, że wiedza, którą posiada, może być dla kogoś śmiertelnie niewygodna.