Są takie filmy, które ogląda się z podziwem. Są też takie, które ogląda się z wypiekami na twarzy, bo człowiek zastanawia się, jakim cudem ktoś wpadł na pomysł, żeby w ogóle je nakręcić. „Brudny Henryk” (Polska 2017) zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. I właśnie dlatego tak dobrze pasuje do cyklu „Najlepsze z Najgorszych”.
Recenzje horrorów, filmów SF, katastroficznych, ale też innych, które oglądam. Chwalę i ostro krytykuję. Bez żadnych skrupułów!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najlepsze z najgorszych. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Najlepsze z najgorszych. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 27 sierpnia 2026
„Brudny Henryk” – tak złe kino, że aż genialne! Pełna sala Kinoteki i najlepsza zabawa
Etykiety:
akcja,
Aleksandra Komorowska,
Artur Szewczyk,
Brudny Henryk,
Kinoteka,
komedia,
Konrad Domaszewski,
Michał Domaszewski,
Najlepsze z najgorszych,
Paweł Górniak,
Sobota,
Tomasz Gizelski,
Tomasz Śliwiński,
Waldemar Nowak
poniedziałek, 22 czerwca 2026
Najlepsze z najgorszych: film, przy którym sala ryczała ze śmiechu
Są takie seanse, po których człowiek wychodzi z kina nie tyle z opinią, co z lekkim zwątpieniem w to, jak to możliwe, że coś takiego istniało poza jego radarami. I dokładnie tak było w przypadku „Sarnie żniwo, czyli pokusa statuetkowego szlaku” (Polska 2006).
Zacznę od rzeczy najprostszej, ale dziś już rzadkiej: zdumienia. Bo trudno uwierzyć, że ten tytuł, i – co równie ważne – nazwisko reżysera - Bartosz Walaszek, przez lata całkowicie mi umykały. A jeszcze trudniej uwierzyć, że w Kinotece bilety na kolejne pokazy schodziły jak świeże bułki z dobrego pieca. To nie był seans „z ciekawości”. To był seans „trzeba to zobaczyć, bo zaraz nie będzie miejsc”.
I rzeczywiście – publiczność przyszła jak na wydarzenie. A wyszła… jeszcze bardziej rozgrzana.
To jest kino, które idealnie mieści się w cyklu „Najlepsze z najgorszych”. Tego rodzaju produkcje żyją własnym życiem: balansują gdzieś między niezamierzonym absurdem, przesadą, dziwnością konstrukcji narracyjnej i momentami, które w normalnym filmie byłyby błędem, a tutaj stają się paliwem napędowym całego widowiska.
Najmocniejszy element? Reakcja sali. Ludzie nie tylko się śmiali – oni ryczeli. Były brawa w trakcie seansu, były okrzyki, były momenty, w których ktoś głośno dopowiadał dialogi, jakby film i widownia prowadzili równoległy, improwizowany spektakl. A finał? Klaskanie na stojąco. Rzadko widzi się coś takiego poza premierami dużych hitów albo wydarzeniami festiwalowymi.
Ogromną rolę w tym wszystkim odegrało wprowadzenie Moniki Stolat – tradycyjnie dobre, rzeczowe, ustawiające kontekst. I trzeba to powiedzieć wprost: ono działa tu jak zapalnik. Ustawia widza na odpowiedni tor odbioru – nie „czy to jest dobre kino?”, tylko „jak bardzo to nas dziś zaskoczy”.
„Sarnie żniwo…” to film, który nie daje się oglądać biernie. Albo wchodzisz w ten dziwny rytm, albo zostajesz na zewnątrz i patrzysz z rosnącym zdumieniem, jak sala bawi się lepiej, niż powinna.
I może właśnie w tym tkwi jego siła. Nie w perfekcji. Nie w rzemiośle. Tylko w tym, że potrafi zamienić seans w zbiorowe doświadczenie – trochę jak dawne, dobre kino środowe, gdzie publiczność żyła razem z ekranem, a nie obok niego.
Czy to jest „dobry film”? To pytanie tutaj nie ma większego sensu. Lepsze brzmi: czy takie seanse jeszcze się zdarzają? Bo jeśli tak – warto je łapać, zanim znikną.
sobota, 23 maja 2026
"Zemsta embriona" – film tak zły, że aż hipnotyzujący
W czwartek znów dałem się wciągnąć w ten przedziwny rytuał. Znów usiadłem w sali warszawskiej Kinoteki na kolejnym pokazie cyklu "Najlepsze z najgorszych”. I znów – dokładnie w połowie seansu – zacząłem zadawać sobie stare, dobre pytanie: po co ja właściwie chodzę na te filmy? A potem przyszły napisy końcowe, światła się zapaliły i już wiedziałem, że wrócę na następny seans.
Bo to po prostu… wciąga.
Etykiety:
1990,
Allen Lieb,
Bobby Shapiro,
Francis Teri,
Frank Rivera,
Gerald Preger,
horror,
Janet Sovey,
Kinoteka,
Lisa Petruno,
Marie Michaels,
Najlepsze z najgorszych,
Susan Brodsky,
The Suckling,
Tim Martin Crouse,
Zemsta embriona
wtorek, 31 marca 2026
Krew dziewicy plus Wieśniaccy zombie = udany wieczór w Kinotece
Są takie seanse, na które nie idzie się "obejrzeć filmu". Idzie się przeżyć wydarzenie. Taki właśnie był wieczór w warszawskiej Kinotece w ramach festiwalu "Najlepsze z Najgorszych". Najpierw kawałek spotkania wokół komiksu Krew dziewicy wydanego przez Kultura Gniewu, potem tradycyjnie świetna, z pazurem i wyczuciem konwencji zapowiedź Monika Stolat ze Splat!FilmFest. A na koniec danie główne: Wieśniaccy zombie (Redneck Zombies USA 1987).
I od razu uczciwie: to nie jest kino dla każdego. Ale kto trafia na takie pokazy przypadkiem, ten i tak nie zostaje do końca.
Etykiety:
1987,
Bucky Santini,
Darla Deans,
Fester Smellman,
horror,
Joe Benson,
komiks,
Krew dziewicy,
Kultura Gniewu,
Monika Stolat,
Najlepsze z najgorszych,
Pericles Lewnes,
Redneck Zombies,
Splat! Film Fest,
Wieśniaccy zombie
sobota, 27 września 2025
Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów – najgorsze z najgorszych w całej krasie
Festiwal Najlepsze z Najgorszych przyniósł w ostatnich dniach film "Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów" (A Nymphoid Barbarian in Dinosaur Hell USA 1990) – film, który zawiera wszystkie składniki złego kina, ale w sposób tak przesadzony, że aż momentami fascynujący. To produkcja Bretta Pipera, słynącego z filmów z minimalnym budżetem, lateksowymi potworami, gumowymi gadami i fabułą, która logicznie kuleje od początku.
piątek, 9 maja 2025
Troma znów szokuje: Toksyczny Mściciel 4 w Kinotece
Wczorajszy wieczór w warszawskiej Kinotece to była prawdziwa jazda bez trzymanki! Cykl "Najlepsze z Najgorszych” wrócił z przytupem, a ja miałem (nie)przyjemność zanurzyć się w toksycznym szaleństwie "Obywatela Toxie: Toksycznego Mściciela 4” (Citizen Toxie: The Toxic Avenger IV USA 2000). Seans otworzyła Monika ze Splat!FilmFest, która mimo choroby dała z siebie wszystko, wprowadzając nas w świat Tromy z pasją i humorem. Szacun, Monika, ale pamiętaj - zdrowie najważniejsze.
piątek, 14 marca 2025
Najlepsze z Najgorszych: Szybciej, koteczku! Zabij! Zabij!
Kiedy w 1965 roku Russ Meyer kręcił "Szybciej, koteczku! Zabij! Zabij!”, pewnie nie spodziewał się, że jego niskobudżetowa odyseja o trzech wściekłych tancerkach go-go stanie się kultowym klasykiem, który przyciąga tłumy do kina. Tak było wczoraj podczas dwóch jednoczesnych seansów z cyklu "Najlepsze z najgorszych" w warszawskiej Kinotece.
Russ Meyer to były kamerzysta wojenny i fotograf Playboya, który miał nosa do tego, co podnieca i szokuje. I choć jego film z budżetem 45 tysięcy dolarów nie podbił wówczas kin, to z czasem obrósł legendą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Popularne posty
Szukaj na tym blogu
Archiwum bloga
-
▼
2026
(76)
-
▼
sierpnia
(12)
- „Omen II” po latach. Film, który kiedyś mnie rozcz...
- „Skażenie” – ani nie straszy, ani nie śmieszy
- „Brudny Henryk” – tak złe kino, że aż genialne! Pe...
- Ostatni dom – kiedy morze postanawia upomnieć się ...
- Jack Ryan, którego pamiętam, już nie wróci
- „Wieczna wojna” – świetna opowieść antywojenna
- "Pułapka”, czyli kiedy polski serial kryminalny na...
- Nie ma głupich. Przewidywalny Coben, którego czyta...
- Spider-Man: Całkiem nowy dzień – recenzja. Lepszy,...
- Czarne lustro – sezon 7. Przyszłość, która już puk...
- Bruce Wszechmogący po latach – czy komedia z Jimem...
- „Markiz” – Piotrowski znów nie bierze jeńców
-
▼
sierpnia
(12)
-
►
2025
(118)
- ► października (14)
-
►
2024
(134)
- ► października (12)
-
►
2023
(180)
- ► października (19)
-
►
2022
(148)
- ► października (12)
-
►
2021
(206)
- ► października (14)
-
►
2020
(228)
- ► października (12)
-
►
2019
(169)
- ► października (17)
-
►
2018
(145)
- ► października (14)
-
►
2017
(55)
- ► października (3)
-
►
2016
(88)
- ► października (10)
-
►
2015
(18)
- ► października (5)
-
►
2014
(16)
- ► października (1)
-
►
2013
(53)
- ► października (6)
-
►
2012
(54)
- ► października (3)
-
►
2011
(70)
- ► października (5)
-
►
2010
(37)
- ► października (2)
-
►
2009
(130)
- ► października (17)
-
►
2008
(174)
- ► października (26)






