wtorek, 25 marca 2025

Tomek Sawyer w kolorze: przygoda bez cienia rasizmu

Film "Przygody Tomka Sawyera" w reżyserii Normana Tauroga, wyprodukowany w 1938 roku przez Davida O. Selznicka, to pierwsza kolorowa ekranizacja klasycznej powieści Marka Twaina z 1876. Jako miłośnik literatury i kina, z entuzjazmem zasiadłem z synem do seansu, by sprawdzić, jak ta hollywoodzka produkcja oddaje ducha książki i czy podejmuje trudniejsze tematy, takie jak wątki rasistowskie, obecne w oryginale. Wynik? 

Film dość wiernie oddaje kluczowe momenty fabuły powieści. Mamy tu niesfornego Tomka (w tej roli Tommy Kelly), który mieszka w małym miasteczku nad Missisipi, pod opieką ciotki Polly.

Ikoniczne sceny, takie jak malowanie płotu, ucieczka na wyspę z Huckiem Finnem (Jackie Moran) czy dramatyczne wydarzenia w jaskini z Becky Thatcher (Ann Gillis), zostały przeniesione na ekran z dbałością o ich przygodowy charakter. Twórcy zachowali lekki, humorystyczny ton Twaina, co sprawia, że film jest przystępny dla młodszej widowni – być może nawet bardziej niż książka, która momentami bywa bardziej refleksyjna.

Jednak zbieżność z lekturą nie jest pełna. Powieść Twaina to nie tylko zbiór dziecięcych przygód, ale też satyra na społeczeństwo amerykańskiego Południa w XIX wieku. Film pomija wiele z tych subtelniejszych obserwacji, koncentrując się na akcji i rozrywce. Na przykład wątek Muffa Pottera, niesłusznie oskarżonego o morderstwo, w książce jest pretekstem do pokazania niesprawiedliwości i hipokryzji dorosłych – w filmie to raczej element dramatyczny, szybko rozwiązany przez bohaterskiego Tomka. Brakuje też głębszego rozwinięcia relacji Tomka z Huckiem, które w powieści symbolizują kontrast między światem "cywilizowanym" a wolnością outsidera. Hollywood postawiło na uproszczenie, co czyni adaptację bardziej linearną, ale mniej wielowarstwową.

Mark Twain w swojej powieści nie unikał trudnych tematów, w tym rasizmu i niewolnictwa, choć przedstawiał je przez pryzmat XIX-wiecznej perspektywy. Postać Jima, niewolnika, który w Przygodach Tomka Sawyera pojawia się epizodycznie, a w kontynuacji (Przygody Hucka Finna) odgrywa kluczową rolę, jest symbolem ówczesnych nierówności. W książce Twain, mimo że krytykuje rasizm, używa języka i stereotypów charakterystycznych dla swojej epoki, co dziś budzi kontrowersje.

W filmie z 1938 roku wątki rasistowskie zostały niemal całkowicie usunięte. Jim pojawia się tylko marginalnie, a jego rola sprowadza się do tła – nie ma tu miejsca na refleksję nad niewolnictwem czy dyskryminacją. Twórcy, być może świadomi ówczesnych realiów amerykańskiej cenzury (Kodeks Haysa obowiązywał w pełni), wybrali bezpieczną drogę, unikając jakichkolwiek kontrowersji. Zamiast tego dostajemy idylliczny obraz Południa, gdzie konflikty rasowe nie istnieją, a życie toczy się wokół niewinnych psot Tomka. To znaczące odstępstwo od książki, która, choć nie jest wolna od uproszczeń, przynajmniej sygnalizuje problem.

Czy to dobrze, czy źle? Z jednej strony, film unika stereotypów i obraźliwego języka, co w kontekście 1938 roku można uznać za krok w stronę poprawności. Z drugiej jednak, przemilczenie tych kwestii spłyca przesłanie Twaina, który chciał, by czytelnik spojrzał krytycznie na społeczeństwo. Hollywood wybrało rozrywkę zamiast prowokacji, co w efekcie czyni film mniej odważnym niż jego literacki pierwowzór.

Technicolor, użyty po raz pierwszy w adaptacji tej historii, zachwyca – od soczystych zieleni lasów po mroczne wnętrza jaskini, zaprojektowane przez Williama Camerona Menziesa. Scena w jaskini, w której Tomek i Becky uciekają przed Indianinem Joe, to prawdziwy majstersztyk napięcia i wizualnej kreatywności. Tommy Kelly jako Tomek jest przekonujący – pełen energii i zadziorności, choć czasem brakuje mu tej przebiegłości, którą Twain nadał swojemu bohaterowi. Jackie Moran jako Huck i Ann Gillis jako Becky dobrze dopełniają obsadę, choć ich role są bardziej schematyczne niż w książce.



Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga