niedziela, 30 listopada 2025

Glina. Nowy rozdział: Tak powinno robić się kryminały w Polsce!

Trzeci sezon "Gliny" - "Glina. Nowy rozdział" (Polska 2025) wchodzi jak powrót do dobrze znanej ulicy, na której wciąż czuć tamten nerw, tamten brud i tamtą prawdę, która od początku odróżniała ten serial od reszty polskich kryminałów. Pisałem o "Glinie" przy okazji pierwszego i drugiego sezonu i wracam do niego jak do starego, wymagającego przyjaciela – takiego, z którym człowiek nigdy nie czuje się w stu procentach bezpiecznie, ale dzięki temu widzi świat ostrzej.

To sezon, który pokazuje, że gatunek ma sens, kiedy robi się go bez ściemy. Żadnych plastikowych bohaterów, żadnych doklejanych twistów – tylko ludzie, ich słabości i twarde wybory. Ten świat znowu pulsuje od emocji: bohaterowie nie pozują na twardzieli, oni po prostu twardo płacą za swoje decyzje. I właśnie dlatego trzeci sezon tak angażuje – boli tam, gdzie powinien, i wciąga, kiedy już wydaje się, że bardziej się nie da. Oczywiście widać, że od drugiej części minęło 17 lat. Ale...

... dalej największą siłą jest aktorstwo (Maciej Stuhr, Jacek Braciak, Nela Maciejewska i genialny Jerzy Radziwiłowicz). Nie ma tu słabych ogniw. Każda postać, nawet ta, która przechodzi przez ekran na chwilę, niesie ze sobą historię, ciężar, jakąś skazę. To wspaniałe, jak precyzyjnie gra się tu półtonami. W polskim serialu – to wciąż rzadkość. Zdjęcia są jak zimny, warszawski poranek: matowe, surowe, a jednocześnie świetnie skomponowane. Dźwięk i muzyka (Michał Lorenc) robią swoje po cichu, ale nieprzypadkowo – budują klimat napięcia, który narasta odcinek po odcinku. Gdyby nasze kryminały częściej miały takie ucho i takie oko, mówilibyśmy o renesansie gatunku.

A pomysły? Świetne. Zaskakujące bez efekciarstwa. Widać, że ktoś tu miał odwagę zaufać historii, zamiast uciekać w telewizyjne skróty. Ten sezon ogląda się z podziwem dla konsekwencji. Tu nie ma ani jednego "bo tak", ani jednego taniego rozwiązania. Wszystko ma swój rytm, swoje źródło i swoje konsekwencje. Tu nie wybacza, ludzie ciężko raniący policjanta, sami giną, marnie kończy też biskup, sprawca zabójstwa trzech dziewczynek...

Powiem wprost: "Glina 3” to wciąż najlepszy polski serial kryminalny i trzeci sezon tylko tę pozycję utwierdza. Po latach nic się tu nie starzeje – a wręcz przeciwnie, dojrzewa. To rzadki przypadek, kiedy opowieść nie traci na wartości, ale nabiera gustownej patyny, jak dobry noir, który z każdym rokiem jest bardziej prawdziwy.

Jeśli ktoś chce wiedzieć, jak wygląda polski kryminał z krwi, kości i sumienia, niech obejrzy trzeci sezon. A potem – niech wróci do pierwszego. I zobaczy, jak pięknie tę opowieść domknięto. Za dwa odcinki odpowiada Władysław Pasikowski, twórca dwóch pierwszych sezonów. 

I najsłabszy punkt serialu - plakat, trzeba przyznać, że dramatyczny i dziwię się, że ktoś taki zaprojektował, a ktoś inny dopuścił do użycia... 


 

Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga