czwartek, 29 stycznia 2026

"W powietrzu” – napięcie na wysokości, emocje na ziemi

Są takie seriale, które ogląda się jak lot z turbulencjami: niby wiesz, że to tylko fikcja, ale ręce i tak mimowolnie zaciskają się na podłokietnikach. "Porwanie"/ "W powietrzu" (Hijack USA 2023) należy właśnie do tej kategorii. Obejrzałem pierwszy sezon z Żoną jednym tchem – z rosnącym zmęczeniem bohaterów, z poczuciem klaustrofobii i narastającym pytaniem, które serial zadaje bardzo konsekwentnie: ile jesteśmy w stanie poświęcić, żeby uratować innych – i czy zawsze wiemy, komu właściwie pomagamy?
Największą siłą tej historii jest czas. A raczej jego brak. Akcja rozgrywa się niemal w czasie rzeczywistym, co z jednej strony bywa formalnym trikiem, ale tutaj działa. Każda decyzja ciąży bardziej, każdy błąd kosztuje więcej. Nie ma miejsca na długie analizy, są za to odruchy, intuicja i improwizacja – dokładnie to, co zostaje człowiekowi, gdy grunt ucieka spod nóg.

Serial bardzo umiejętnie gra napięciem psychologicznym, a nie tanią sensacją. Groza nie wynika z liczby broni czy krzyków, tylko z ciszy, spojrzeń i rozmów prowadzonych półgłosem. W powietrzu wisi nieustanne poczucie zagrożenia, ale też niepewność: kto tu naprawdę kontroluje sytuację? I czy kontrola w ogóle jeszcze istnieje?

Nie wszystko jest idealne. Momentami scenariusz balansuje na granicy wiarygodności, a niektóre decyzje bohaterów aż proszą się o pytanie "naprawdę?" i "po co?". Ale – i to ważne – serial sam jest tego świadomy. To nie jest opowieść o bohaterstwie z plakatu, raczej o desperacji, zmęczeniu i moralnych kompromisach, które podejmuje się pod presją.

Doceniam też, że "Porwanie" zadaje pytania o władzę, manipulację i odpowiedzialność. O to, jak łatwo sterować ludźmi w sytuacji strachu – zarówno na pokładzie samolotu, jak i na ziemi, w sterylnych salach decyzyjnych.

No i jest jeszcze muzyka – oszczędna, pulsująca, trzymająca tempo jak metronom. Nie wychodzi przed szereg, ale robi dokładnie to, co powinna: podkręca emocje, nie odciągając uwagi od aktorów.

Pierwszy sezon "Porwania" to solidny, dobrze przemyślany thriller, który może nie zawsze trafia idealnie w punkt, ale ani na chwilę nie traci napięcia. To serial, po którym trudno od razu wstać z kanapy – raczej siedzi się jeszcze moment w ciszy, jak po lądowaniu, które mogło skończyć się zupełnie inaczej. I bardzo trudno po nim wsiąść do samolotu...

Jeśli lubisz thrillery, które bardziej męczą psychicznie niż epatują fajerwerkami – ten lot jest dla ciebie.

 


Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga