"Krew dziewicy" (Blood of the Virgin, Kultura gniewu 2026 , którego autorem jest Sammy Harkham, zrobiła na mnie spore wrażenie, bo to komiks, który wygląda jak odnaleziona taśma filmowa z epoki schyłku starego Hollywood. Brudny, nerwowy, momentami duszny, ale jednocześnie hipnotyzujący. Sammy Harkham nie tworzy nostalgicznej pocztówki z lat 70. Nie ma tu romantycznego zachwytu nad „dawnym kinem”. Jest za to świat ludzi zmęczonych, niespełnionych i próbujących przetrwać w przemyśle, który mieli kochać, a który powoli ich pożera.
Główny bohater Seymour pracuje przy tanich horrorach i marzy o czymś większym. Problem w tym, że życie coraz bardziej rozjeżdża mu się z własnymi ambicjami. Im mocniej chce być częścią wielkiego kina, tym bardziej oddala się od ludzi i samego siebie. Harkham bardzo dobrze pokazuje ten rodzaj frustracji, który zna pewnie każdy, kto próbował zamienić pasję w sposób na życie. Człowiek zaczyna od marzeń, a kończy zmęczony, sfrustrowany i przekonany, że świat nie zauważył jego talentu.
Najbardziej spodobało mi się jednak to, że "Krew dziewicy" działa jednocześnie na kilku poziomach. To opowieść o kinie klasy B, ale też historia o emigranckiej tożsamości, rodzinnych napięciach i Ameryce, która zaczyna tracić własne złudzenia. W tle czuć kryzys społeczny początku lat 70., zmieniającą się kulturę i atmosferę kraju, w którym wielkie obietnice coraz częściej okazują się pustymi sloganami.
Jako fan horrorów miałem podczas lektury skojarzenia z kinem nowego Hollywood i europejskimi filmami grozy z tamtej epoki. Nie dlatego, że komiks kopiuje konkretne tytuły, ale dlatego, że świetnie oddaje klimat tamtych czasów - niepokój, chaos i poczucie, że świat zaczyna wymykać się spod kontroli. To właśnie z takiej atmosfery rodziły się później najmocniejsze horrory lat 70.
Ogromną robotę robią rysunki. Harkham nie próbuje być efektowny za wszelką cenę. Kadry bywają ciasne, przeładowane szczegółami, czasem wręcz niewygodne. I właśnie dlatego ten świat wydaje się tak prawdziwy. Los Angeles w jego wydaniu nie wygląda jak modna retro-dekoracja z serialu streamingowego. To miasto ludzi zmęczonych upałem, pieniędzmi, pracą i własnymi ambicjami.
Podoba mi się też to, że Seymour nie jest bohaterem, którego łatwo polubić. Popełnia błędy, zachowuje się egoistycznie, czasem wręcz irytuje. Ale dzięki temu jest wiarygodny. Harkham pokazuje człowieka pogubionego, który próbuje znaleźć sens w świecie pełnym pozorów. Bez idealizowania i bez taniego psychologizowania.
"Krew dziewicy" to komiks dla ludzi, którzy lubią opowieści niedopowiedziane, gęste od emocji i bardziej zainteresowane człowiekiem niż akcją. Nie czyta się tego dla fabularnych fajerwerków. Najważniejszy jest klimat — ciężki, melancholijny i momentami bardzo gorzki.
Po skończeniu lektury miałem ochotę odpalić stare horrory z VHS, usłyszeć szum projektora i przypomnieć sobie czasy, kiedy kino gatunkowe było brudniejsze, bardziej ryzykowne i dużo bardziej ludzkie niż dziś. I chyba właśnie dlatego ten komiks tak dobrze działa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz