poniedziałek, 29 czerwca 2026

Kolory zła: Czerwień – mroczny kryminał, który wciąga bardziej, niż można się spodziewać

Po „Kolorach zła: Czerwień” miałem mieszane uczucia. Z jednej strony była świetna atmosfera i bardzo solidna obsada, z drugiej – pewien niedosyt, że z tak mocnego materiału można było wycisnąć jeszcze więcej. Dlatego do „Czerni” (Polska 2026) podchodziłem z ostrożnością. Tym większe było moje zaskoczenie, bo dostałem naprawdę dobrą, gęstą od emocji i tajemnic produkcję sensacyjną.

Prokurator Leopold Bilski zostaje przeniesiony z Trójmiasta do niewielkiej kaszubskiej miejscowości. Wkrótce znika chłopiec, a prowadzone śledztwo zaczyna niepokojąco przypominać zaginięcie sprzed lat. Szybko okazuje się, że w tej społeczności niemal każdy coś ukrywa. Dawne tragedie, zmowa milczenia i lokalne sekrety tworzą atmosferę, od której trudno się uwolnić.

Bardzo podoba mi się, że twórcy nie próbują na siłę kopiować pierwszej części. Owszem, wraca Leopold Bilski, ale „Czerń” ma własny charakter. Jest mniej miejska, bardziej duszna i momentami wręcz ociera się o folk noir. Kaszuby nie są tutaj pocztówką z wakacji, ale miejscem pełnym cieni, pamięci i niewypowiedzianych lęków.

Podobnie jak poprzedni film, „Czerń” powstała na podstawie bestsellerowej powieści Małgorzaty Oliwii Sobczak (polecam rozmowę z pisarką w podcaście "Chłopaki od blurbów").

Pisarka od lat udowadnia, że potrafi budować kryminały mocno zakorzenione w konkretnym miejscu i jego historii. To właśnie lokalność i wiarygodne tło społeczne są jednymi z największych atutów tej opowieści.

Adrian Panek po raz kolejny udowadnia, że potrafi budować napięcie bez nieustannego epatowania przemocą. Ważniejszy od samych zwrotów akcji jest tu niepokój, który powoli narasta i nie opuszcza widza niemal do samego końca.

Bardzo dobrze wypada Jakub Gierszał. Jego Leopold Bilski jest jeszcze bardziej zmęczony życiem, ale jednocześnie nie traci determinacji. Dobrze ogląda się również Mariannę Zydek, a obecność Andrzeja Chyry, Roberta Gonery czy Beaty Ścibakówny dodaje tej historii aktorskiej wiarygodności.

„Kolory zła: Czerń” nie rewolucjonizują polskiego kina sensacyjnego, ale pokazują, że można robić u nas kryminały mroczne, inteligentne i osadzone w bardzo polskim kontekście. To film, który wciąga nie efektownymi pościgami, lecz atmosferą i tajemnicą. A właśnie takie historie zostają w głowie najdłużej.

 


Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga