Są filmy, które z różnych powodów omijamy. Czasem brakuje czasu, czasem trafiają na listę „obejrzę później”, a później okazuje się, że mijają miesiące. Tak właśnie było u mnie z "Konklawe" (Conclave Wielka Brytania, USA 2024). Dziś mogę powiedzieć tylko jedno – szkoda, że dopiero teraz je zobaczyłem.
To jeden z tych filmów, które udowadniają, że nie potrzeba pościgów, wybuchów ani hektolitrów krwi, by trzymać widza w napięciu przez ponad dwie godziny. Tutaj bronią są słowa, spojrzenia, niedopowiedzenia i polityka. A właściwie polityka w jej najbardziej pierwotnym wydaniu – walka o władzę.
Fabuła rozpoczyna się po śmierci papieża. Kardynał Thomas Lawrence otrzymuje zadanie zorganizowania konklawe – tajnego zgromadzenia, podczas którego kardynałowie z całego świata wybierają nową głowę Kościoła katolickiego. Z pozoru wszystko odbywa się zgodnie z wielowiekową tradycją. Szybko jednak okazuje się, że za murami Watykanu toczy się bezwzględna gra pełna intryg, sekretów i politycznych kalkulacji. Każda kolejna tura głosowania odsłania nowe tajemnice, a finał potrafi naprawdę zaskoczyć.
Oglądając ten film, wielokrotnie przypominał mi się podcast Polskiego Radia „Mroczna Historia Watykanu”. Oczywiście "Konklawe" nie opowiada o konkretnych wydarzeniach przedstawianych w podcaście, ale podobnie pokazuje, że historia Kościoła to nie tylko duchowość i liturgia. To również skomplikowana sieć wpływów, ludzkich ambicji, sporów i decyzji, które często miały znaczenie daleko wykraczające poza mury Watykanu. Jeśli ktoś słuchał tego podcastu, łatwiej zrozumie atmosferę niepewności i napięcia, którą twórcom udało się stworzyć niemal od pierwszych minut.
Największym atutem filmu jest jednak to, że nikogo nie przedstawia w prostych czarno-białych barwach. Każdy z kardynałów ma własne motywacje, przekonania i słabości. To sprawia, że bardziej niż religijny dramat oglądamy psychologiczny thriller o ludziach zamkniętych w miejscu, z którego nie mogą wyjść, dopóki nie podejmą jednej z najważniejszych decyzji współczesnego świata.
Ogromną rolę odgrywa tu cisza. Reżyser doskonale wie, kiedy pozwolić kamerze po prostu obserwować twarze bohaterów. Niektóre sceny przypominają partię szachów, w której jeden nieostrożny ruch może przekreślić wszystko. Dawno nie oglądałem filmu, który z taką konsekwencją budowałby napięcie bez uciekania się do tanich sztuczek.
Równie świetnie wypada strona techniczna. Zdjęcia są eleganckie, pełne symetrii i chłodnych kolorów, które podkreślają surowość watykańskich wnętrz. Muzyka subtelnie prowadzi emocje, nigdy nie próbując dominować nad historią. To przykład ścieżki dźwiękowej, która działa właśnie dlatego, że pozostaje dyskretna.
Nie sposób nie pochwalić aktorów. Ralph Fiennes tworzy jedną z najlepszych kreacji ostatnich lat. Jego kardynał Lawrence jest człowiekiem rozdartym między obowiązkiem a sumieniem. Wystarczy jedno spojrzenie, by przekazać więcej niż długi dialog. Świetnie partnerują mu Stanley Tucci, John Lithgow, Sergio Castellitto oraz Isabella Rossellini, która mimo niewielkiej liczby scen potrafi przyciągnąć uwagę widza. Warto wspomnieć też, że jedną z ról - arcybiskupa z Polski - Janusza Woźniaka gra Jacek Koman.
Film powstał na podstawie bestsellerowej powieści Roberta Harrisa i bardzo dobrze wykorzystuje literacki materiał. Nie spieszy się, pozwala wybrzmieć dialogom i stopniowo odsłania kolejne elementy układanki. Dzięki temu finał naprawdę robi wrażenie i jeszcze długo pozostaje w głowie.
Konklawe nie jest filmem antykościelnym. To opowieść o odpowiedzialności, władzy, wierze, zwątpieniu i ludzkiej naturze. Pokazuje, że nawet w miejscu, które wielu uważa za święte, decyzje podejmują ludzie – ze wszystkimi ich zaletami i wadami.
Jeśli miałbym wskazać jeden z najlepszych thrillerów ostatnich lat, "Konklawe" znalazłoby się bardzo wysoko na tej liście. To kino inteligentne, znakomicie napisane i doskonale zagrane. Tym bardziej żałuję, że obejrzałem je dopiero teraz.
Reżyserem filmu jest Edward Berger, który wcześniej zachwycił widzów nagradzanym "Na Zachodzie bez zmian". Scenariusz napisał Peter Straughan. Autorem znakomitych zdjęć jest Stéphane Fontaine, a muzykę skomponował Volker Bertelmann, laureat Oscara za "Na Zachodzie bez zmian".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz