Są filmy, które z różnych powodów omijamy. Czasem brakuje czasu, czasem trafiają na listę „obejrzę później”, a później okazuje się, że mijają miesiące. Tak właśnie było u mnie z "Konklawe" (Conclave Wielka Brytania, USA 2024). Dziś mogę powiedzieć tylko jedno – szkoda, że dopiero teraz je zobaczyłem.
To jeden z tych filmów, które udowadniają, że nie potrzeba pościgów, wybuchów ani hektolitrów krwi, by trzymać widza w napięciu przez ponad dwie godziny. Tutaj bronią są słowa, spojrzenia, niedopowiedzenia i polityka. A właściwie polityka w jej najbardziej pierwotnym wydaniu – walka o władzę.
