Do serii Scary Movie (Straszny film USA, Wielka Brytania 20026) mam spory sentyment. Na Horrorowisku pisałem już o innych częściach cyklu i zawsze traktowałem je jako ciekawy znak swoich czasów. Te filmy nie tylko parodiowały horrory, ale też wyśmiewały popkulturę, telewizję, reklamy i wszystko to, czym żyliśmy na początku XXI wieku.
Dlatego na nową odsłonę poszedłem do kina z mieszanką ciekawości i ostrożnego optymizmu.
Po seansie mam dość mieszane uczucia.
To nie jest zły film. Bawiłem się całkiem nieźle, kilka gagów rzeczywiście trafia w punkt, a twórcy nie boją się momentami przesadzać tak bardzo, jak tylko pozwala konwencja. Problem w tym, że bardziej niż pełnoprawny film przypomina to zbiór skeczy i pojedynczych pomysłów komediowych. Jedne działają lepiej, inne gorzej, ale całość sprawia wrażenie luźno połączonych numerów, a nie historii, która naprawdę wciąga.
Paradoksalnie największym problemem nie jest nawet poziom humoru, lecz jego nierówność. Wiele scen wygląda tak, jakby powstały wyłącznie po to, by doprowadzić do jednego żartu. Gdy ten żart nie trafia w nasze poczucie humoru, scena zwyczajnie się rozsypuje.
Co ciekawe, mimo moich umiarkowanych odczuć, film wyraźnie wzbudza zainteresowanie widzów. Na seansie było zaskakująco dużo ludzi. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie coś innego. Po wyjściu z kina usłyszałem rozmowy o tym filmie w warszawskim metrze. Dzisiaj nie zdarza się to często. Żyjemy w czasach ogromnej liczby premier i błyskawicznie zmieniających się tematów, a jednak nowa odsłona Scary Movie stała się dla wielu osób tematem dyskusji.
Może właśnie w tym tkwi jej największa siła. Niekoniecznie rozśmiesza do łez, ale przypomina o czasach, gdy komedie parodystyczne były ważną częścią kinowego krajobrazu. Dziś takich filmów powstaje znacznie mniej, więc sam fakt powrotu tej marki budzi emocje.
Czy warto wybrać się do kina? Jeśli wychowaliście się na wcześniejszych częściach serii, prawdopodobnie tak. Warto jednak pamiętać, że nie jest to powrót, który wyznacza nowe standardy komedii. To raczej sentymentalna podróż do świata absurdalnych gagów, w której jedni będą śmiać się głośno, a inni – tak jak ja – częściej uśmiechać się pod nosem niż wybuchać śmiechem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz