Są takie seanse, na które nie idzie się "obejrzeć filmu". Idzie się przeżyć wydarzenie. Taki właśnie był wieczór w warszawskiej Kinotece w ramach festiwalu "Najlepsze z Najgorszych". Najpierw kawałek spotkania wokół komiksu Krew dziewicy wydanego przez Kultura Gniewu, potem tradycyjnie świetna, z pazurem i wyczuciem konwencji zapowiedź Monika Stolat ze Splat!FilmFest. A na koniec danie główne: Wieśniaccy zombie (Redneck Zombies USA 1987).
I od razu uczciwie: to nie jest kino dla każdego. Ale kto trafia na takie pokazy przypadkiem, ten i tak nie zostaje do końca.
To film, który z pełną premedytacją stoi po stronie złego smaku – tylko że robi to świadomie. Historia? Prosta jak konstrukcja cepa: gdzieś na prowincji pojawiają się, po zatruciu radioaktywnym bimbrem, zombie, a lokalna społeczność reaguje dokładnie tak, jak można się spodziewać. Trup ściele się gęsto, żywi są pożerani, a martwi pożerają żywych! Tu nie chodzi o fabularne niuanse, tylko o energię, tempo i bezczelność.
I tę energię czuć szczególnie w kinie. Na takim seansie śmiech nie jest dodatkiem – jest częścią doświadczenia. Publiczność reaguje, komentuje, czasem krzywi się, czasem wybucha śmiechem. To kino wspólnotowe, trochę jak stare seanse VHS, kiedy ważniejsze od jakości obrazu było to, z kim się go ogląda. Tego wieczoru na trzech seansach tego filmu pojawiło się około 800 osób!
Formalnie? Surowo, momentami topornie, czasem wręcz bezczelnie niedoskonałe. Ale w tym jest metoda. Ten film nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Nie aspiruje do wielkiego kina grozy ani ambitnej satyry społecznej, choć gdzieś tam pod spodem mruga okiem do widza. Raczej mówi wprost: "będzie brudno, będzie głupio, będzie zabawnie – i albo to kupujesz, albo nie".
I tu wracamy do kontekstu festiwalu. Bo bez niego "Wieśniaccy zombie" mogliby się zgubić. Na takim pokazie dostają drugie życie. Wprowadzenie Moniki Stolat ustawia odbiór – przypomina, że kino gatunkowe, nawet to najbardziej "odjechane", ma swoje miejsce i swoją publiczność. I że warto je oglądać bez uprzedzeń, za to z otwartą głową.
Czy to film dobry? To złe pytanie.
Czy to film, który działa w odpowiednich warunkach? Zdecydowanie tak.
A takie warunki były tego wieczoru idealne.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz