środa, 7 stycznia 2026

Palące słońce – thriller klimatyczny o świecie bez wody

Są filmy, które sprawiają wrażenie opowieści o niczym. Palące słońce (Blind Sun Francja Grecja 2015) długo właśnie takie się wydaje: niewiele tu fabuły, napięcie sączy się powoli, bohaterowie krążą jakby bez celu, a narracja konsekwentnie odmawia widzowi klasycznych punktów zaczepienia. Horror? Raczej nie w tradycyjnym sensie. Katastrofa? Też nie. A jednak coś tu niepokoi – i zostaje pod skórą.

Ten film działa jak rozgrzane powietrze: niby nic się nie dzieje, ale trudno oddychać. Dopiero z czasem staje się jasne, że Palące słońce mówi bardzo konkretnie o świecie na krawędzi – o kryzysie klimatycznym, o postępującym ociepleniu, o wodzie jako dobru coraz rzadszym, reglamentowanym, kontrolowanym. O rzeczywistości, w której słońce przestaje być źródłem życia, a zaczyna być narzędziem przemocy.

Największym problemem filmu jest jego pozorna pustka. Zamiast dramaturgii dostajemy stan, zamiast opowieści – atmosferę, zamiast strachu – zmęczenie i bezradność. To może irytować, zwłaszcza widza oczekującego wyrazistego komentarza albo fabularnego konkretu. Ale właśnie w tej nijakości kryje się sens: świat wysychający nie wybucha – on się wypala.

Palące słońce to kino niedopowiedziane i chwilami jałowe, lecz jednocześnie zaskakująco uczciwe w swojej diagnozie. Film, który wygląda jak „o niczym”, a w rzeczywistości mówi o jednym z największych problemów naszych czasów. I robi to bez fajerwerków, bo w świecie bez wody nie ma już miejsca na efekty specjalne.

 


Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga