"Szklana pułapka 2" (Die Hard 2 USA 1990) wróciła do mnie tuż przed Bożym Narodzeniem. Seans był klasyczny, niemal rytualny – zimowy wieczór, choinka w tle, a na ekranie John McClane znów ma pod górkę. Dopiero teraz jednak znalazłem chwilę, żeby ten powrót uporządkować w słowach. I dobrze. Ten film lubi dystans, bo dopiero po latach widać wyraźnie, czym naprawdę jest.
To nie jest "lepsza jedynka” – i nigdy nią nie miała być. To świadome podkręcenie formuły: większa skala, więcej wybuchów, więcej śniegu i jeszcze bardziej absurdalne przeszkody rzucane McClane’owi pod nogi. Akcja przenosi się z biurowca na lotnisko, czyli przestrzeń idealną dla kina sensacyjnego przełomu lat 80. i 90. – anonimową, zimną, pełną procedur i chaosu zarazem. Lotnisko jako metafora świata, który niby działa według reguł, ale wystarczy kilku zdeterminowanych ludzi, żeby wszystko się posypało.
Bruce Willis jest tu już w pełni uformowanym Johnem McClane’em. Bardziej zmęczonym, bardziej cynicznym, ale wciąż tym samym facetem, który wie, że system zawodzi wtedy, gdy jest najbardziej potrzebny. Jego siła nie polega na muskulaturze, tylko na uporze. McClane nie jest superbohaterem – on po prostu nie potrafi odpuścić. I to się nie zestarzało ani trochę.
Film oglądany dziś ma w sobie coś z kroniki epoki. Jest w nim wiara w amerykańskie instytucje, ale i podejrzliwość wobec nich. Jest czarno-biały podział na dobrych i złych, lecz podszyty przekonaniem, że biurokracja potrafi być groźniejsza niż terroryści. Nie ma tu wielkich ideologii – jest za to czysta rozrywka, oparta na napięciu, rytmie i żelaznej konstrukcji scen akcji.
Ogromną robotę robi muzyka Michaela Kamena – nerwowa, zimna, momentami niemal militarna. To ona spina film emocjonalnie i przypomina, że mimo świątecznej scenerii nie jesteśmy w ciepłej opowieści wigilijnej, tylko w świecie, w którym każdy błąd może kosztować setki istnień. Kamen rozumiał kino akcji jak mało kto – bez tej partytury "Szklana pułapka 2” byłaby po prostu głośniejsza, ale mniej pamiętna.
Czy film ma wady? Oczywiście. Jest bardziej przerysowany, mniej "intymny" niż pierwsza część. Antagoniści nie mają tej charyzmy, co Hans Gruber, a finał balansuje na granicy wiarygodności. Ale to są grzechy wpisane w konwencję. Kino tamtych lat nie udawało realizmu – ono oferowało emocjonalną prawdę: świat jest chaotyczny, a czasem tylko jeden wkurzony gliniarz może coś z tym zrobić.
Dla mnie "Szklana pułapka 2” pozostaje filmem świątecznym pełną gębą – nie dlatego, że jest ciepły, tylko dlatego, że przypomina o porządku, który trzeba czasem wywalczyć pięściami, ironią i uporem. To kino, do którego się wraca nie z obowiązku, lecz z przyjemności. Jak do starej kasety VHS, która zawsze działa, nawet jeśli taśma już trochę trzeszczy.
Twórcy i obsada:
Reżyseria: Renny Harlin (Cliffhanger, Długi pocałunek na dobranoc)
Scenariusz: Steven E. de Souza, Doug Richardson (na podstawie powieści Waltera Wagera 58 Minutes)
Muzyka: Michael Kamen (Robin Hood: Książę złodziei, Zabójcza broń)
Zdjęcia: Oliver Wood (Face/Off, Tożsamość Bourne’a)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz