"Jedna bitwa po drugiej" (One Battle After Another reż. Paul Thomas Anderson, prod. USA 2025) to film, który nie tyle ogląda się jak kino akcji, ile jak diagnozę społeczną Ameryki w stanie niemal permanentnej gorączki. To opowieść o świecie, który zatracił granice między buntem a anarchią, między sprawiedliwością a destrukcją, a który zderza się z własnymi demonami z brutalną, bezkompromisową siłą.
Anderson nie sili się na subtelności. Jego bohaterowie to ludzie, którzy szukają sensu w chaosie, a ich działania - jakkolwiek porywcze - wydają się odpowiedzią na amerykański system, który dawno przestał chronić równowagę społeczną. Film nie ucieka od kontrowersji i stawia widza przed pytaniami o legitymizację przemocy, granice oporu i granice tego, za co warto się bić - czy raczej burzyć. Przez swoje polityczne przesłanie "Jedna bitwa po drugiej" wpisuje się w obecną – równie rozedrganą – sytuację w USA, gdzie napięcia ideologiczne przekładają się na realne konflikty i dramaty jednostek.
Narracja nie jest szybka; to kino, które z jednej strony wciąga - dzięki galaktyce świetnych aktorskich kreacji - a z drugiej potrafi ciągnąć się jak niekończąca się debata. Momentami film jest za długi, wręcz uparty w prowadzeniu wątków, które mogłyby zostać bardziej zwarte. To nie jest historia skrojona pod sprint, ale raczej maraton refleksji, i to właśnie może być jego największą siłą i słabością jednocześnie.
Nie sposób zignorować rozgłosu, jaki zebrała ta produkcja w wyścigu nagród: "Jedna bitwa po drugiej" zdobyła aż 13 nominacji do Oscarów 2026, w tym za najlepszy film, scenariusz adaptowany i najlepsze role pierwszo- i drugoplanowe. To świadectwo uznania dla dzieła, które nie boi się drażnić i wywoływać rozmowy — tak w Hollywood, jak i za jego granicami.
Na tle współczesnego kina to pozycja, która ma odwagę mówić o tym, co często zostaje schowane pod dywan pozornej stabilności: o nierównościach, politycznych schizach i o tym, jak cienka jest granica między walką o ideały a walką z własnymi lękami. Nie każdemu taka lekcja przypadnie do gustu, ale unikać jej nie da się - "Jedna bitwa po drugiej" nie pyta, czy chcesz usłyszeć jej przesłanie; ona po prostu je serwuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz