Są filmy historyczne, które z czasem tracą blask, bo efekty specjalne się starzeją, a sposób opowiadania przestaje odpowiadać współczesnym widzom. Są jednak i takie, które mimo upływu lat nadal ogląda się z autentyczną przyjemnością. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy „Troja” (Troy USA, Wielka Brytania, Malta 2004) Wolfganga Petersena.
To nie jest wierna ekranizacja „Iliady”. Twórcy świadomie uprościli wiele wątków, zrezygnowali z ingerencji bogów i skupili się przede wszystkim na ludziach – ich ambicjach, dumie, miłości oraz żądzy zemsty. Dzięki temu powstało widowisko bardziej realistyczne niż mitologiczne, ale jednocześnie niezwykle przystępne dla współczesnego widza.
Fabuła rozpoczyna się od wydarzenia, które uruchamia jedną z najsłynniejszych wojen w historii literatury. Parys (Orlando Bloom) uprowadza Helenę (Diane Kruger), żonę Menelaosa. Król Sparty żąda jej zwrotu, a jego brat Agamemnon wykorzystuje sytuację jako pretekst do rozpoczęcia wojny z bogatą Troją. Po obu stronach stają legendarni wojownicy, ale prawdziwym bohaterem filmu jest Achilles, znakomicie zagrany przez Brada Pitta. To postać rozdarta między pragnieniem nieśmiertelnej sławy a świadomością własnej śmiertelności.
Największą siłą filmu pozostaje obsada. Brad Pitt stworzył jedną ze swoich najbardziej charakterystycznych kreacji. Eric Bana jako Hektor wnosi do opowieści honor i człowieczeństwo, Peter O'Toole nadaje Priamowi królewską godność, a Sean Bean jako Odyseusz pokazuje bohatera inteligentniejszego niż większość otaczających go wojowników. Nawet jeśli Orlando Bloom nie dorównuje ekranową charyzmą pozostałym aktorom, jego Parys jest przekonującym symbolem młodzieńczej lekkomyślności.
Petersen świetnie rozumiał, czym powinno być wielkie kino historyczne. Bitwy są czytelne, dynamiczne i pozbawione komputerowego chaosu, który dziś często zastępuje dobrą choreografię. Pojedynek Achillesa z Hektorem do dziś pozostaje jedną z najlepiej zrealizowanych scen walki w kinie historycznym. Nie potrzebuje lawiny efektów specjalnych – wystarczą dwaj znakomici aktorzy, świetna reżyseria i emocje.
„Troja” często bywa zestawiana z innymi wielkimi widowiskami przełomu wieków. Ridley Scott w „Gladiatorze” stworzył bardziej kameralną historię zemsty, „Królestwo niebieskie” zachwyca rozmachem wypraw krzyżowych, a „Aleksander” Olivera Stone'a imponuje ambicją, choć nie wszystkim przypadł do gustu. Film Petersena plasuje się gdzieś pomiędzy nimi – jest monumentalny, ale jednocześnie bardzo przystępny i skupiony na bohaterach. To właśnie dlatego po latach ogląda się go łatwiej niż niejedno bardziej ambitne widowisko.
Powrót mitu trojańskiego za sprawą najnowszej „Odysei” przypomniał widzom, jak ogromny wpływ dzieła Homera wywarły na kulturę. Nowa produkcja koncentruje się przede wszystkim na losach Odyseusza po zakończeniu wojny i interpretuje jego podróż w znacznie bardziej autorski sposób. Tym samym „Troja” i „Odyseja” świetnie się uzupełniają – pierwszy film pokazuje dramat wojny i upadek miasta, drugi opowiada o tym, że prawdziwe bitwy często zaczynają się dopiero wtedy, gdy wojna formalnie się kończy.
Oczywiście „Troja” nie jest filmem bez wad. Historycy i znawcy Homera od lat wytykają jej liczne uproszczenia oraz zmiany względem źródła. Trudno jednak uznać to za poważny zarzut wobec produkcji, która od początku nie udawała dokumentu, lecz wielkie hollywoodzkie widowisko inspirowane antycznym eposem. I właśnie jako takie sprawdza się znakomicie.
Po ponad dwóch dekadach „Troja” pozostaje jednym z najlepszych filmów historycznych XXI wieku. To kino z rozmachem, doskonałą muzyką Jamesa Hornera, świetnymi zdjęciami i bohaterami, których losy naprawdę angażują. Dzisiejsze superprodukcje często stawiają na efekty komputerowe, zapominając o emocjach. Petersen udowodnił, że największe widowisko rodzi się nie z liczby pikseli, lecz z dobrze opowiedzianej historii.
Jeśli po seansie „Odysei” ktoś chciałby jeszcze raz zanurzyć się w świecie Homera, trudno o lepszy wybór. Bo choć „Troja” nie opowiada całej prawdy o wojnie trojańskiej, doskonale przypomina, dlaczego ta historia od niemal trzech tysięcy lat wciąż rozpala wyobraźnię kolejnych pokoleń.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz