Często tak zaczynam recenzje, ale... Czemu nie?! Są takie filmy, do których wraca się po latach i człowiek trochę boi się, że wspomnienia były lepsze od samego filmu. „Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy’ego” (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy's Revenge USA 1985) jest na szczęście jednym z tych, które potrafią się obronić. A nawet więcej – po latach ogląda się go naprawdę dobrze.
Oczywiście nie jest to film taki jak pierwsza część Wesa Cravena. I chyba właśnie tutaj tkwi jego największy problem, ale też pewien urok. „Koszmar z ulicy Wiązów 2” idzie własną drogą. Za kamerą stanął Jack Sholder, za scenariusz odpowiada David Chaskin, a pomysł na historię wykorzystuje świat stworzony przez Cravena, ale próbuje zrobić z nim coś trochę innego.
Rodzina Walshów przeprowadza się do domu przy Elm Street, w którym wcześniej mieszkała Nancy Thompson. Ich syn Jesse zaczyna mieć koszmary i szybko okazuje się, że w tym domu wciąż mieszka coś znacznie gorszego niż wspomnienia po poprzednich lokatorach. Freddy Krueger wraca, ale tym razem jego plan jest inny. Nie chodzi wyłącznie o zabijanie nastolatków we śnie. Freddy chce przejąć ciało Jessego i dzięki niemu przedostać się do rzeczywistego świata.
I właśnie ten pomysł sprawia, że druga część jest trochę dziwna. Freddy nie jest tutaj jeszcze tym dowcipkującym, niemal komiksowym mordercą, którego znamy z późniejszych odsłon. Robert Englund gra go znacznie bardziej złowrogo. Jest w nim coś obrzydliwego, niepokojącego i naprawdę nieprzyjemnego. To jeszcze nie jest Freddy-gawędziarz. To Freddy, którego lepiej nie spotkać ani we śnie, ani tym bardziej na jawie.
Mark Patton jako Jesse może dziś nie wydawać się typowym bohaterem slashera, ale właśnie jego nerwowość i zagubienie dobrze pasują do historii. Kim Myers jako Lisa jest dla niego przeciwwagą – jej bohaterka nie ogranicza się do roli dziewczyny, którą trzeba w finale uratować. Jest między nimi sympatyczna chemia, a Lisa stopniowo zaczyna rozumieć, z czym naprawdę mierzy się Jesse. W obsadzie są również Robert Rusler jako Ron oraz doświadczeni Clu Gulager i Hope Lange jako rodzice Jessego.
Największą siłą filmu pozostaje jednak atmosfera. To jest horror z czasów, kiedy efekty specjalne musiały być przede wszystkim fizyczne, namacalne i trochę obrzydliwe. Dzisiaj, kiedy komputer potrafi stworzyć właściwie wszystko, takie efekty mają swój szczególny urok. Transformacje Freddy'ego, sceny jego pojawienia się czy momenty, w których rzeczywistość zaczyna się rozpadać, nadal robią wrażenie.
Po latach inaczej odbiera się również całą tę historię Jessego i Freddy'ego. Film jest zdecydowanie bardziej cielesny, dziwny i niejednoznaczny niż pierwsza część. Wokół „Zemsty Freddy’ego” przez lata narosło zresztą sporo interpretacji dotyczących jej homoerotycznych podtekstów. I nawet jeśli ktoś nie chce analizować filmu aż tak głęboko, trudno nie zauważyć, że twórcy wrzucili do niego sporo rzeczy, które w typowym horrorze z 1985 roku nie były przypadkowym ozdobnikiem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz