poniedziałek, 7 września 2026

To miała być fikcja. Dziś „Peacemaker” przeraża

Są takie filmy, które pamiętamy przez lata jako czystą, kinową rozrywkę. Dynamiczne, efektowne, pełne pościgów, eksplozji i bohaterów ratujących świat w ostatniej sekundzie. Peacemaker (US 1997) Mimi Leder był dla mnie kiedyś właśnie takim filmem. Jednym z ulubionych sensacyjniaków lat 90. Robił piorunujące wrażenie, miał tempo, świetną obsadę i ten charakterystyczny klimat kina, które jeszcze nie próbowało wszystkiego tłumaczyć widzowi trzy razy.

Po latach wróciłem do niego i okazało się, że nadal działa. Co więcej – momentami działa nawet mocniej. Ale dziś Peacemaker ogląda się już w zupełnie innym kontekście. 

Świat na krawędzi

Film rozpoczyna się mocnym uderzeniem. W Rosji dochodzi do kradzieży głowic nuklearnych. Jedna z nich eksploduje, a amerykańskie służby zaczynają wyścig z czasem, próbując ustalić, kto stoi za operacją i gdzie trafiły pozostałe bomby. Do sprawy zostają skierowani ludzie, którzy teoretycznie nie powinni ze sobą współpracować. Thomas Devoe, w tej roli George Clooney, jest wojskowym specjalistą od działań w terenie. Julia Kelly, grana przez Nicole Kidman, to ekspertka od broni nuklearnej, analityczka i człowiek od liczb, procedur oraz chłodnej kalkulacji.

Oczywiście szybko okazuje się, że papierowe procedury trzeba będzie odłożyć na bok, bo trop prowadzi przez Europę, Bałkany i w końcu do Nowego Jorku, gdzie stawką staje się życie milionów ludzi. Brzmi jak klasyczny sensacyjny schemat? Owszem. Ale Peacemaker ma coś więcej niż tylko bombę, zegar odliczający ostatnie minuty i bohatera, który biegnie szybciej niż scenariusz.

Sarajewo. Najbardziej niepokojący wątek filmu

Najmocniejsze wrażenie po latach robi jednak bałkański kontekst historii. Film powstał zaledwie kilka lat po zakończeniu wojny w byłej Jugosławii. Twórcy nie traktują jej wyłącznie jako egzotycznego tła dla hollywoodzkiej strzelaniny. Pokazują świat, w którym wojna pozostawiła po sobie ludzi bez rodzin, bez domów i bez jakiejkolwiek wiary w sprawiedliwość.

Jeden z kluczowych bohaterów stracił najbliższych podczas ostrzału Sarajewa. Film pokazuje również snajperów strzelających do cywilów – obraz, który dla ludzi pamiętających relacje z oblężenia miasta nie był żadną hollywoodzką fantazją. I właśnie tutaj Peacemaker po latach robi szczególnie mocne wrażenie.

Od pewnego czasu pojawiają się bowiem informacje dotyczące domniemanych „snajperskich safari” w oblężonym Sarajewie. Według badanych przez dziennikarzy i prokuratorów relacji, zamożni cudzoziemcy mieli płacić za możliwość znalezienia się na stanowiskach snajperskich i strzelania do cywilów. Włoskie śledztwo zostało wszczęte, choć – co trzeba uczciwie podkreślić – według informacji z 2026 roku prokuratorzy nadal nie dysponowali wystarczającymi dowodami, by skierować kogokolwiek przed sąd.

I nagle oglądając Peacemakera, człowiek łapie się na tym, że coś, co ćwierć wieku temu wydawało się elementem wojennego thrillera, dziś może mieć znacznie bardziej przerażający wymiar. Bo najgorsze historie zawsze zaczynają się wtedy, gdy rzeczywistość próbuje przebić scenariusz filmu.

George Clooney, zanim został George'em Clooneyem

Peacemaker" był również bardzo ważnym momentem w karierze George'a Clooneya. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie Hollywood bez Clooneya. Jest gwiazdą, producentem, reżyserem, laureatem Oscara i człowiekiem, który może właściwie zrobić wszystko – od politycznego dramatu po film o grupie eleganckich złodziei w Las Vegas. W 1997 roku sytuacja wyglądała jednak trochę inaczej. Clooney był już rozpoznawalny dzięki serialowi Ostry dyżur, ale Peacemaker miał pokazać, czy rzeczywiście może zostać pełnoprawną gwiazdą kina. I odpowiedź była prosta: może. 

Kino lat 90., czyli kiedy jeszcze potrafiono robić thrillery

Za kamerą stanęła Mimi Leder, dla której był to pełnometrażowy debiut kinowy. I trzeba przyznać, że debiut bardzo udany. Wcześniej pracowała przede wszystkim w telewizji, a później zrealizowała między innymi Dzień zagłady. W Peacemakerze doskonale czuć jednak rękę reżyserki, która rozumie, że kino sensacyjne musi przede wszystkim mieć tempo. Ten film właściwie nie zwalnia. Eksplozja, śledztwo, pościg, strzelanina, kolejne odkrycie. Wszystko jest podane w rytmie typowym dla najlepszego kina akcji lat 90. – bez cyfrowego chaosu, bez montażu zmieniającego ujęcie co pół sekundy i bez wrażenia, że komputer wygenerował właśnie kolejny budynek, który efektownie się zawalił.

Do tego dochodzi muzyka Hansa Zimmera, która idealnie pasuje do tej historii. Dzisiaj być może niektóre fragmenty ścieżki dźwiękowej brzmią już bardzo „zimmerowo”, ale wtedy był to jeden z tych elementów, które budowały atmosferę filmu.

Pierwszy film DreamWorks i kawał porządnego kina

Warto pamiętać, że Peacemaker był pierwszym filmem kinowym dystrybuowanym przez DreamWorks. Studio Spielberga, Katzenberga i Geffena wchodziło wtedy na rynek z dużymi ambicjami i produkcją, która miała wyglądać jak hollywoodzki blockbuster najwyższej klasy. I wyglądała. Budżet wyniósł około 50 milionów dolarów, a film zarobił na świecie ponad 110 milionów. Ale liczby są tutaj najmniej ważne.




Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga