Nie będę udawał – jestem fanem polskich produkcji. Zawsze chętniej dam szansę rodzimemu serialowi niż kolejnej, często bardzo poprawnej, amerykańskiej produkcji zrobionej według instrukcji obsługi. Dlatego do „Pułapki” (Polska 2018) podchodziłem z nastawieniem raczej życzliwym. I dobrze, bo dostałem kryminał, który może nie jest bez wad, ale potrafi wciągnąć.
Główną bohaterką jest Olga Sawicka, popularna autorka powieści kryminalnych. Po śmierci męża przeżywa twórczy i życiowy kryzys. Alkohol, papierosy, basen i pustka zamiast kolejnej książki. Wszystko zmienia się, kiedy Olga zainteresuje się historią nastoletniej Ewy Maj, wychowanki domu dziecka. Dziewczyna jest tajemnicza, zamknięta w sobie i wyraźnie coś ukrywa.
Olga zaczyna szukać odpowiedzi i szybko okazuje się, że sprawa Ewy prowadzi do wydarzeń sprzed lat. Z pozornie niewinnego zainteresowania rodzi się śledztwo, w którym coraz trudniej oddzielić ofiary od sprawców. A im więcej Olga odkrywa, tym bardziej sama zostaje wciągnięta w tytułową pułapkę.
Największą siłą serialu jest oczywiście Agata Kulesza. Olga Sawicka nie jest bohaterką, którą łatwo polubić. Jest poraniona, momentami antypatyczna, pogubiona i daleka od klasycznej ekranowej heroiny. I właśnie dlatego Kulesza wypada tak dobrze. Nie musi niczego udowadniać efektownymi minami czy wielkimi monologami. Potrafi zbudować postać samym spojrzeniem i sposobem, w jaki siedzi, chodzi czy milczy.
Bardzo dobrze wypada również Marianna Gierszewska jako Ewa. Jej bohaterka jest właściwie drugim filarem tej historii. Relacja między Olgą a Ewą nie jest oczywista i właśnie dzięki temu serial nie ogranicza się do prostego schematu „pisarka prowadzi śledztwo”.
Na ekranie mamy zresztą bardzo mocną obsadę: Leszek Lichota jako komisarz Czarny, Joanna Kulig jako starsza aspirant Justyna Mateja, Kinga Preis, Krzysztof Pieczyński, Mateusz Więcławek i kilka innych nazwisk, które sprawiają, że trudno narzekać na aktorską stronę „Pułapki”.
Za reżyserię pierwszego sezonu odpowiada Łukasz Palkowski, a później dołączył Adrian Panek. Scenariusz napisali Karolina Frankowska i Michał Godzic, zdjęcia zrobił Marian Prokop, a muzykę skomponował Atanas Valkov. To zespół, który zdecydowanie wie, jak zbudować kryminalny klimat.
I właśnie klimat jest kolejnym dużym plusem. „Pułapka” nie próbuje być polskim „True Detective”, nie udaje produkcji z HBO i na szczęście nie zasypuje widza efektownymi sztuczkami. To po prostu solidnie opowiedziana historia kryminalna, w której przeszłość cały czas wraca i nie daje bohaterom spokoju.
Czy wszystko działa? Nie.
Momentami scenariusz jest zbyt przewidywalny, a niektóre rozwiązania można rozszyfrować wcześniej, niż życzyliby sobie tego twórcy. Bywa też, że bohaterowie podejmują decyzje, przy których człowiek przed telewizorem ma ochotę powiedzieć: „Naprawdę? Właśnie to wymyśliłeś?”. Ale taki już urok kryminałów. Gdyby wszyscy podejmowali rozsądne decyzje, połowa seriali miałaby po dwa odcinki. 😉
Mimo tych niedoskonałości „Pułapka” zrobiła na mnie dobre wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że jest polska, ma charakter, niezłą historię i bardzo dobrą obsadę. Nie jest to serial, który zmieni historię telewizji, ale jest to kawał przyzwoitej kryminalnej roboty.
I chyba najważniejsze: chciało mi się oglądać kolejny odcinek. A w przypadku serialu kryminalnego to wcale nie jest mała rzecz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz