wtorek, 22 września 2026

Nie tylko dla dzieci. „Księga pustyni” naprawdę wzrusza

W sobotę rano, o 10:00, razem z Alą poszliśmy do kina na „Księgę pustyni” (L'enfant du désert Francja 2026). Godzina, jak na seans filmowy, dosyć bezlitosna. Człowiek jeszcze nie zdąży się na dobre rozbudzić, kawa nie zdąży zadziałać, a tu już trzeba oglądać film. Okazało się jednak, że był to bardzo dobry pomysł.

„Księga pustyni” Gillesa de Maistre to kino familijne, ale takie, którego nie trzeba oglądać wyłącznie dlatego, że przyszło się z dzieckiem. To przygodowa opowieść o Saharze, naturze, przetrwaniu i niezwykłej więzi człowieka ze zwierzętami.

Główna bohaterka, Sun, wyrusza na pustynię, żeby odkryć prawdę o historii, którą zna od dzieciństwa. Chodzi o chłopca, który jako małe dziecko zaginął podczas burzy piaskowej. Znalazły go strusie i przez kolejne lata to właśnie wśród nich dorastał. Z dala od ludzi, cywilizacji i wszystkiego, co znamy jako normalne życie. Jego najlepszym przyjacielem zostaje z kolei fenek – mały pustynny lis.

I właśnie ta relacja człowieka z naturą jest w tym filmie najważniejsza. „Księga pustyni” nie próbuje być kolejnym wielkim widowiskiem, które co pięć minut musi czymś potrząsnąć widzem. Zamiast tego opowiada prostą historię i pozwala jej wybrzmieć.

A przy okazji pokazuje Saharę tak, że chwilami można zapomnieć, że siedzi się w kinowym fotelu. Bezkres piasku, pustynne krajobrazy, zwierzęta i człowiek próbujący znaleźć swoje miejsce w świecie, który zdecydowanie nie został urządzony pod jego potrzeby.

Gilles de Maistre ma zresztą doświadczenie w opowiadaniu historii, w których zwierzęta nie są tylko efektownym dodatkiem. Wcześniej zrobił „Mia i biały lew” oraz „Emma i czarny jaguar”, więc można powiedzieć, że wie, jak połączyć kino przygodowe z opowieścią o relacji człowieka i natury.

Najbardziej podobało mi się jednak to, że film nie wstydzi się emocji. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym powinienem zachować się jak twardy recenzent filmowy. Nie zachowałem się. Było wzruszenie. Były łzy na policzkach. Znowu. ;)

Ale trudno się dziwić. „Księga pustyni” gra na bardzo prostych emocjach – samotności, przyjaźni, potrzebie przynależności, więzi z drugim stworzeniem. I robi to bez cynizmu. Dzisiaj to już samo w sobie jest całkiem dużą zaletą.



Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga