wtorek, 3 listopada 2026

Flapjax – kiedy fast food staje się naprawdę niebezpieczny

Fast food, korporacyjna propaganda, uzależnienie od jedzenia i kosmiczny spisek. Wydawałoby się, że to składniki niezłego filmu science fiction, ale Rocko Zevenbergen postanowił dorzucić do tego jeszcze solidną porcję obrzydliwości, krwi i czarnego humoru. Tak powstał „Flapjax” (Kanada, USA 2026), jeden z tych filmów, które trudno pomylić z jakąkolwiek inną produkcją.

Głównym bohaterem jest Arrow Bentley, kierownik restauracji szybkiej obsługi Hamudders. Człowiek absolutnie zakochany w swojej pracy, korporacji i wszystkim, co wiąże się z serwowaniem klientom niezbyt wyrafinowanego jedzenia. Kiedy firma postanawia wskrzesić dawny przebój menu – uzależniające Flapjax – Arrow dostaje szansę, by udowodnić swoją wartość. Nie podejrzewa jednak, że za powrotem popularnej przekąski kryje się znacznie bardziej przerażający plan. A jego konsekwencje mogą zagrozić całej ludzkości.

„Flapjax” to kino, które nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest. Zevenbergen czerpie garściami z tradycji kina eksploatacji, horrorowej groteski i produkcji spod znaku Tromy. Jest absurdalnie, kolorowo, momentami kompletnie odjechanie, a kiedy film wreszcie rozpędza się na dobre, na ekranie zaczyna się prawdziwy festiwal makabry. Twórcy nie oszczędzają widzom widoku deformowanych ciał, obrzydliwych przemian i całej gamy fizjologicznych atrakcji. To właśnie w tych momentach „Flapjax” pokazuje, że ma pomysł na siebie i doskonale rozumie konwencję, w której się porusza.

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Film potrzebuje sporo czasu, żeby dojść do najbardziej interesujących momentów. Pierwsza część jest rozwleczona, a niektóre żarty zdecydowanie zbyt długo czekają na puentę. Bohaterowie bywają przerysowani do granic możliwości, ale nie zawsze przekłada się to na równie zabawne sytuacje. Zdarza się, że entuzjazm twórców wyprzedza możliwości scenariusza.

W tle pobrzmiewa również satyra na korporacyjną kulturę, bezrefleksyjny konsumpcjonizm i świat, w którym człowiek jest przede wszystkim elementem wielkiej machiny sprzedażowej. Arrow jest tego znakomitym przykładem – tak bardzo utożsamia się ze swoją pracą, że właściwie przestaje dostrzegać wszystko, co dzieje się poza restauracją.

Film miałem okazję zobaczyć na Splat!Film Fest 2026. 



Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga