Są filmy, które ogląda się z poczuciem przygody, są też takie, po których człowiek przez chwilę siedzi w ciszy. "Czerwone maki” (Polska 2024) należą do tej drugiej kategorii. To kino brutalne, momentami wręcz bezlitosne – i chyba właśnie takie musiało powstać, jeśli ktoś chciał naprawdę pokazać, czym była bitwa o Monte Cassino.
Bo gdy dziś słyszymy pieśń Czerwone maki na Monte Cassino, często traktujemy ją jak jeden z wielu wojennych symboli. Patetyczną melodię z akademii szkolnych i uroczystości państwowych. Tymczasem film pokazuje coś znacznie bardziej niewygodnego: dlaczego słowa o makach, które "zamiast rosy piły polską krew", nie są poetycką metaforą, lecz niemal reporterskim opisem.
