Są takie wieczory w kinie, kiedy człowiek idzie nie po sztukę, tylko po doświadczenie. I dokładnie tak było w Kinoteka, gdzie w cyklu „Najlepsze z najgorszych” pokazano Serce gór (Polska 2004). Film, który od lat krąży w półoficjalnym obiegu jako jeden z najbardziej spektakularnych wypadków przy pracy w historii polskiego kina.
Wieczór zaczął się zresztą od mocnego akcentu – ogłoszenia wyników nagrody Węże 2026, czyli naszych rodzimych anty-Oscarów. Tradycja piękna, potrzebna i – nie oszukujmy się – czasem bardziej szczera niż niejedna gala nagród. Bo jeśli kino ma być lustrem rzeczywistości, to i jego wpadki zasługują na refleksję. A „Serce gór” to materiał wręcz podręcznikowy.
