piątek, 7 sierpnia 2026

Bruce Wszechmogący po latach – czy komedia z Jimem Carreyem nadal bawi?

 Są takie komedie, które w pamięci urastają do rangi arcydzieł. Pamięta się salwy śmiechu, kultowe sceny i przekonanie, że kiedyś było po prostu zabawniej. Dlatego z pewną ciekawością wróciłem do "Bruce'a Wszechmogącego" (Bruce Almighty USA 2003), tym razem oglądając go z moim 14-letnim synem.

I muszę przyznać, że zderzenie wspomnień z rzeczywistością było interesujące.

Film opowiada historię Bruce'a Nolana (Jim Carrey), reportera telewizyjnego, który uważa, że całe jego życie układa się nie tak, jak powinno. Winnego znajduje bardzo szybko – Boga. Ku jego zaskoczeniu Stwórca, grany z ogromnym spokojem i charyzmą przez Morgana Freemana, postanawia oddać mu swoją moc na pewien czas. To świetny punkt wyjścia do komedii, ale także do opowieści o odpowiedzialności, pokorze i konsekwencjach własnych decyzji.

Kiedy oglądałem ten film kilkanaście czy nawet ponad dwadzieścia lat temu, śmiałem się niemal bez przerwy. Dziś... już niekoniecznie. Nadal są sceny, które działają znakomicie – zwłaszcza te z udziałem Jima Carreya, którego ekspresja i komediowy talent pozostają niepodrabialne. Jednak humor miejscami się zestarzał, a część gagów nie robi już takiego wrażenia jak kiedyś.

To chyba naturalne. Zmienia się kino, zmienia się poczucie humoru, a przede wszystkim zmienia się widz.

Za to bardzo dobrze broni się druga warstwa filmu. "Bruce Wszechmogący" wcale nie jest tylko zbiorem dowcipów. To historia o człowieku, który dostaje wszystko, o czym marzył, a mimo to nie potrafi być szczęśliwy. Dopiero kiedy zaczyna myśleć o innych, odkrywa, co naprawdę ma znaczenie. Ten przekaz pozostaje aktualny niezależnie od wieku.

Ciekawie było też obserwować reakcje mojego 14-letniego syna. Śmiał się w innych momentach niż ja, a niektóre sceny, które kiedyś wydawały mi się kultowe, przyjął z lekkim wzruszeniem ramion. To najlepszy dowód na to, że każda komedia jest w pewnym sensie zakładnikiem swoich czasów.

Nie zmienia to faktu, że "Bruce Wszechmogący" nadal pozostaje bardzo sympatycznym filmem na rodzinny wieczór. Świetny duet Jim Carrey i Morgan Freeman, urocza Jennifer Aniston oraz prosta, ale mądra historia sprawiają, że te niespełna półtorej godziny mija naprawdę szybko.

Czy dziś bawi mnie tak samo jak kiedyś? Nie.

Czy warto do niego wrócić? Zdecydowanie tak. Choćby po to, żeby przekonać się, jak bardzo przez te wszystkie lata zmieniliśmy się... my sami.



Brak komentarzy:

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga