wtorek, 29 września 2026

„Gra o tron” – trzeci sezon. I co dalej?


Trzeci sezon „Gry o tron” (Game of Thrones USA, Wielka Brytania 2013) mam już za sobą. I chyba właśnie teraz zaczyna się mój problem z tym serialem. Bo trudno powiedzieć, że jest źle. Jest całkiem dobrze. Świat przedstawiony nadal robi wrażenie, intryg nie brakuje, bohaterów jest tylu, że czasami człowiek musi sobie przypomnieć, kto właściwie jest czyim bratem, ojcem, wujem albo wrogiem. A wszystko jest oczywiście znacznie bardziej skomplikowane, bo w Westeros rodzinne więzi mają dość osobliwy charakter.


Są świetne momenty, są zaskoczenia, są brutalne sceny i jest charakterystyczny dla „Gry o tron” brak gwarancji, że bohater, któremu zaczęliśmy kibicować, dotrwa do końca sezonu. To akurat zawsze działa. Tyle że… oglądałem trzeci sezon bez większych emocji. I to jest chyba najważniejsze. Nie miałem tego uczucia, że muszę włączyć kolejny odcinek, bo koniecznie chcę wiedzieć, co wydarzy się dalej.

piątek, 25 września 2026

„Resident Evil” jak za dawnych lat. Jest klimat, jest strach

Z „Resident Evil” (Czechy, Francja, Niemcy, USA 2026) mam problem podobny jak z większością ekranizacji gier. Z jednej strony wiem, że kino nie musi być kalką tego, co znamy z konsoli i komputerów. Z drugiej – jeśli bierze się na warsztat taką markę jak „Resident Evil”, to wypadałoby przynajmniej pamiętać, dlaczego ta gra działała.

Przez lata filmowcy najwyraźniej pamiętali głównie o zombie, potworach, strzelaniu i efektownych scenach akcji. Tymczasem sednem „Resident Evil” nigdy nie było to, ilu przeciwników można rozwalić w ciągu minuty. Chodziło o coś znacznie prostszego: jesteś sam, kończy ci się amunicja, nie wiesz, co znajduje się za następnymi drzwiami i zaczynasz się zastanawiać, czy naprawdę warto je otwierać. I właśnie to przypomniał sobie Zach Cregger.

wtorek, 22 września 2026

Nie tylko dla dzieci. „Księga pustyni” naprawdę wzrusza

W sobotę rano, o 10:00, razem z Alą poszliśmy do kina na „Księgę pustyni” (L'enfant du désert Francja 2026). Godzina, jak na seans filmowy, dosyć bezlitosna. Człowiek jeszcze nie zdąży się na dobre rozbudzić, kawa nie zdąży zadziałać, a tu już trzeba oglądać film. Okazało się jednak, że był to bardzo dobry pomysł.

„Księga pustyni” Gillesa de Maistre to kino familijne, ale takie, którego nie trzeba oglądać wyłącznie dlatego, że przyszło się z dzieckiem. To przygodowa opowieść o Saharze, naturze, przetrwaniu i niezwykłej więzi człowieka ze zwierzętami.

środa, 16 września 2026

„eXistenZ” – kiedy gra zaczyna kontrolować gracza

Są takie filmy, które po latach ogląda się przede wszystkim z sentymentu. I są też takie, które po latach okazują się jeszcze lepsze niż wtedy, kiedy powstały. „eXistenZ” Davida Cronenberga (Francja, Kanada, Wielka Brytania 1999) zdecydowanie zaliczam do tej drugiej kategorii. Obejrzany w Kinotece po raz kolejny zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. A nawet chyba większe niż kiedyś.

Cronenberg w 1999 roku zrobił film, który dzisiaj, w czasach wirtualnej rzeczywistości, gier coraz mocniej wchodzących w nasze życie i nieustannego pytania, co właściwie jest prawdziwe, brzmi zaskakująco aktualnie.

sobota, 12 września 2026

„Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy’ego” – dobry seans po latach!

Często tak zaczynam recenzje, ale... Czemu nie?!  Są takie filmy, do których wraca się po latach i człowiek trochę boi się, że wspomnienia były lepsze od samego filmu. „Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy’ego” (A Nightmare on Elm Street Part 2: Freddy's Revenge USA 1985) jest na szczęście jednym z tych, które potrafią się obronić. A nawet więcej – po latach ogląda się go naprawdę dobrze.

Oczywiście nie jest to film taki jak pierwsza część Wesa Cravena. I chyba właśnie tutaj tkwi jego największy problem, ale też pewien urok. „Koszmar z ulicy Wiązów 2” idzie własną drogą. Za kamerą stanął Jack Sholder, za scenariusz odpowiada David Chaskin, a pomysł na historię wykorzystuje świat stworzony przez Cravena, ale próbuje zrobić z nim coś trochę innego.

poniedziałek, 7 września 2026

To miała być fikcja. Dziś „Peacemaker” przeraża

Są takie filmy, które pamiętamy przez lata jako czystą, kinową rozrywkę. Dynamiczne, efektowne, pełne pościgów, eksplozji i bohaterów ratujących świat w ostatniej sekundzie. Peacemaker (US 1997) Mimi Leder był dla mnie kiedyś właśnie takim filmem. Jednym z ulubionych sensacyjniaków lat 90. Robił piorunujące wrażenie, miał tempo, świetną obsadę i ten charakterystyczny klimat kina, które jeszcze nie próbowało wszystkiego tłumaczyć widzowi trzy razy.

Po latach wróciłem do niego i okazało się, że nadal działa. Co więcej – momentami działa nawet mocniej. Ale dziś Peacemaker ogląda się już w zupełnie innym kontekście. 

niedziela, 6 września 2026

Facebook miał łączyć ludzi. Fincher pokazał coś innego

W ten weekend obejrzałem dwa filmy Davida Finchera. Najpierw ponownie „Podziemny krąg”, a później „The Social Network” (USA 2010). Dwa zupełnie różne światy, dwa filmy nakręcone w odstępie ponad dekady, ale oba przypominające, dlaczego Fincher przez lata był jednym z moich ulubionych reżyserów.

I o ile „Podziemny krąg” jest filmem o buncie, frustracji i potrzebie wyrwania się ze świata, który człowieka przytłacza, o tyle „The Social Network” opowiada o stworzeniu narzędzia, które miało ludzi łączyć, a z czasem zaczęło zmieniać sposób, w jaki funkcjonuje cały świat To naprawdę bardzo dobry film.

sobota, 5 września 2026

Dwadzieścia siedem lat później: „Podziemny krąg”

Był taki czas, kiedy David Fincher należał do moich ulubionych reżyserów. „Siedem”, „Gra” czy"Obcy 3". Nawet jeśli nie każdy jego film trafiał równie mocno, zawsze było wiadomo, że za kamerą stoi ktoś, kto ma własny styl, obsesje i przede wszystkim coś do powiedzenia. „Podziemny krąg” (Fight Club Niemcy, USA 1999) pozostaje jednak chyba najbardziej bezczelnym, wściekłym i niebezpiecznym filmem w jego dorobku.

Szukaj na tym blogu

Archiwum bloga