Są filmy historyczne, które z czasem tracą blask, bo efekty specjalne się starzeją, a sposób opowiadania przestaje odpowiadać współczesnym widzom. Są jednak i takie, które mimo upływu lat nadal ogląda się z autentyczną przyjemnością. Do tej drugiej grupy bez wątpienia należy „Troja” (Troy USA, Wielka Brytania, Malta 2004) Wolfganga Petersena.
To nie jest wierna ekranizacja „Iliady”. Twórcy świadomie uprościli wiele wątków, zrezygnowali z ingerencji bogów i skupili się przede wszystkim na ludziach – ich ambicjach, dumie, miłości oraz żądzy zemsty. Dzięki temu powstało widowisko bardziej realistyczne niż mitologiczne, ale jednocześnie niezwykle przystępne dla współczesnego widza.
Są takie wieczory w kinie, kiedy człowiek idzie nie po sztukę, tylko po doświadczenie. I dokładnie tak było w Kinoteka, gdzie w cyklu „Najlepsze z najgorszych” pokazano Serce gór (Polska 2004). Film, który od lat krąży w półoficjalnym obiegu jako jeden z najbardziej spektakularnych wypadków przy pracy w historii polskiego kina.
Wieczór zaczął się zresztą od mocnego akcentu – ogłoszenia wyników nagrody Węże 2026, czyli naszych rodzimych anty-Oscarów. Tradycja piękna, potrzebna i – nie oszukujmy się – czasem bardziej szczera niż niejedna gala nagród. Bo jeśli kino ma być lustrem rzeczywistości, to i jego wpadki zasługują na refleksję. A „Serce gór” to materiał wręcz podręcznikowy.
Są filmy, do których wraca się jak do starych przyjaciół – z uśmiechem, bez wstydu i z przekonaniem, że nic się nie zestarzały. "Vinci" Juliusza Machulskiego to właśnie taki przypadek. Oglądałem go niedawno ponownie i znowu bawiłem się znakomicie. A że już wkrótce zobaczymy drugą część tej historii. Tym bardziej warto przypomnieć sobie oryginał z 2004 roku. Bo to jedna z tych dobrych polskich komedii, które nie próbują być śmieszne na siłę, tylko naprawdę są zabawne, inteligentne i zrealizowane z sercem.
Historia "uczciwego złodzieja” Cumy (świetny Robert Więckiewicz) i jego przyjaciela Juliana (niezawodny Borys Szyc, jeszcze w przedcelebryckiej, bardzo udanej formie) to pomysłowe, lekkie kino sensacyjno-komediowe, które nie stara się nikogo pouczać ani udawać czegoś więcej, niż jest. Ale właśnie w tej skromnej, niemal staroświeckiej (w najlepszym sensie) formie, kryje się siła "Vinci”.
Lubię kino nowej przygody – to żadna tajemnica dla czytelników Horrorowiska. Pisałem o tym, recenzując choćby Poszukiwaczy zaginionej arki, gdzie przygoda, historia i mit łączą się w jedną emocjonującą całość. Dla takich filmów powstało określenie „kino nowej przygody”: pełne zagadek, podróży i archeologicznych sekretów, z bohaterem, który równie sprawnie posługuje się mapą co pięścią. Dlatego sięgnąłem po "Skarb narodów” (National Treasure, USA 2004, reż. Jon Turteltaub) – bo to jeden z najbardziej jawnych spadkobierców tamtego stylu. Przynajmniej na papierze.
Zawsze dobrze wspominałem wyprodukowany przez TVN serial Kryminalni z udziałem Marka Włodarczyka, Maćka Zakościelnego i Magdy Schejbal. Kiedy więc uznałem, że Syn kroczy złą drogą oglądając szmirowate parakryminały z Polsatu i innych stacji postanowiłem zapoznać Go z klasyką. Zaczęliśmy od pierwszego sezonu Kryminalnych (Polska 2004).
Niestety wspomnienia nie przełożyły się na rzeczywistość i serial wydaje mi się bardziej przaśny niż pamiętałem, ale jednak kilka odcinków z przyjemnością obejrzałem.
Lubię sobie przypomnieć po latach niektóre filmy i cieszę się, że wiele z nich praktycznie się nie zestarzało. Tak jest właśnie z cyklem produkcji o Spider-Manie Marvela. Ostatnio miałem okazję zobaczyć Spider Man 2 (USA 2004) Sama Raimi.
Tym razem Peter Parker (Tobey Maguire) ma dosyć roli superbohatera. Ostatnia przygoda z Zielonym Goblinem (Willem Dafoe) dużo go kosztowała. Nic, więc dziwnego, że zawiesza strój Człowieka-Pająka do szafy i postanawia zabrać się za pracę i naukę. Niestety robotę fotoreportera stracił, praca przy dowożeniu pizzy mu nie wychodzi, a Cioci (Rosemary Harris) grozi utrata domu.
W latach 80. i 90. olbrzymią popularnością cieszyły się filmy z cyklu Obcy i Predator. Nic więc dziwnego, że filmowcy, szukający kolejnych źródeł zarobku, postanowili skonfrontować ich ze sobą. O dziwo, po premierze film Obcy kontra Predator (AVP: Alien vs. Predator USA, Czechy, Niemcy 2004) podobał mi się zdecydowanie mniej niż teraz.
W ramach powtórek, które sobie dość często serwuję, obejrzałem ostatnio AVP. Pamiętam, że jak oglądałem ten film za pierwszym razem - zdecydowanie mi się nie podobał, uważałem, że to popłuczyny po głównych cyklach. Co ciekawe, teraz już mam zdecydowanie mniej krytyczne zdanie na ten temat.
Wreszcie miałem okazję, by obejrzeć po raz kolejny pierwszego Hellboy'a (USA 2004), jednej z bardziej udanych ekranizacji komiksów. Nic dziwnego, skoro główną rolę bardzo dobrze gra Ron Perlman. Film, na podstawie komiksu Mike'a Mignoli wyreżyserował i scenariusz napisał słynny Guillermo del Toro.
Pod koniec II wojny światowej naziści próbowali zrobić wszystko, by odwrócić sytuację na froncie. Nie tylko konstruowali rakiet V1 i V2 ale także w swoje szeregi wcielili okultystów, którzy mieli szukać wsparcia w siłach piekielnych. Jakby sami naziści nie stworzyli piekła na Ziemi, chociażby dla narodu żydowskiego, ale także dla Polaków, Rosjan, Romów, gejów, niepełnosprawnych, chorych psychicznie itd.
Tak jak już pisałem przy okazji pierwszego sezonu Fali zbrodni - jestem wielkim fanem tej produkcji i do dziś uważam ją za jeden z najlepszych polskich seriali w historii. Opowiada o specjalnej grupie w policji - OPZ, która zajmuje się zwalczaniem najpoważniejszych przestępstw, szczególni tych popełnianych przez rosyjską mafię Siergiejska.
Właściwie sezon drugi (Polska 2004) nie różni się niczym od pierwszego, znowu serial wciąga, ciekawa fabuła dobrze zagrany i nakręcony (co ciekawe wszystko dobrze słychać, co nie jest takie oczywiste). Ponownie b. dobrzy aktorzy, zresztą niemal ci sami co w pierwszym sezonie.
Pojutrze (The Day After Tomorrow USA 2004) to jeden z moich ulubionych filmów katastroficznych. Oglądałem go pewnie kilkadziesiąt razy, a teraz postanowiłem obejrzeć z Synem. Zrobił na Młodym wielkie wrażenie. Swoją drogą ten film nic się nie zestarzał...
Oczywiście, gdyby film Rolanda Emmericha (Dzień niepodległości, Godzilla, Dzień niepodległości Odrodzenie,Polowanie na duchy, Księżyc 44, Uniwersalny żołnierz, Gwiezdne wrota, Pojutrze, 2012, Dark Horse) był kręcony teraz, to efekty specjalne byłyby znacznie lepsze, a mają one wielkie znaczenie w tego typu filmach.
Ile razy bym nie oglądał - pierwszy sezon Oficera (Polska 2004) podoba mi się tak samo. To zdecydowanie jeden z najlepszych polskich seriali sensacyjnych, rywalizujący o palmę pierwszeństwa z Gliną (czytaj recenzję), Pitbullem (czytaj recenzję) i Falą Zbrodni.
Głównym bohaterem serialu jest oficer CBŚ Tomasz Kruszyński (świetna rola Borysa Szyca - Wataha 3, Król, Pokot, Kierunek: Noc, Pakt 2, Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej, Kret, Oficerowie, Trzeci oficer, Vinci). Kruszon ma wniknąć w struktury gangu, który zabił dwóch policjantów podczas operacji specjalnej kupna fałszywych euro.
Jakoś druga część cyklu, którego jestem bezkrytycznym fanem, mi wcześniej umknęła przy recenzjach, czas więc nadrobić zaległości. Resident Evil 2: Apokalipsa (Resident Evil: Apocalypse Francja, Kanada, Niemcy, USA, Wielka Brytania 2004) jest naprawdę niezła!
Akcja Apokalipsy rozpoczyna się praktycznie tam, gdzie zakończyła się pierwsza część. Alice (niezrównanaMilla Jovovich - cykl Resident Evil,Piąty Element, Tomb Rider, Ultraviolet, Czwarty stopień, Wyspa strachu, Hellboy, Rajskie wzgórza) znowu musi walczyć z zombie.
To zdecydowanie najlepszy polski serial kryminalny. Władysław Pasikowski kręcąc pierwszy sezon Gliny w 2004 roku, był u szczytu formy! Świetny scenariusz, wciągająca od początku do końca akcja, bardzo dobrzy aktorzy i dobra muzyka. No i przede wszystkim świetne pomysły na odcinki.
Serial oglądałem kilka razy przed laty, teraz postanowiłem sobie przypomnieć. I w ogóle się nie rozczarowałem, film się nie zestarzał, chociaż oczywiście z przymrużeniem oka ogląda się pościgi za przestępcami prowadzone policyjnym polonezem.
Jeden z moich ulubionych filmów o wampirach, to właśnie Blade. Bohater, który sam jest wampirem, ale walczy z wampirami i broni ludzi. Obraz Blade - Mroczna Trójca (Blade: Trinity USA 2004) zakończył ten cykl, chociaż spodziewałem się, że powstaną kontynuacje. Tak przynajmniej wynikało z końcówki filmu.
Kolejna trzecia część Harry Pottera zaliczona. Harry Potter i Więzień Azkabanu (USA, Wielka Brytania 2004) to całkiem sprawna produkcja dla młodszych i starszych. Fajnie się ogląda, chociaż Żona narzeka, że w porównaniu z książkami J.K. Rowling to historia dosyć naiwna.
Tak jak już pisałem kilka tygodni temu (CZYTAJ) przygody Harry Pottera zacząłem oglądać ze względu na dzieci. Wcześniej wydawało mi się, że ta seria mi się nie spodoba. Niesłusznie. Jest ciekawie, wesoło, fajny klimat kina familijnego z młodymi czarnoksiężnikami w tle.
No cóż, oglądam wszystko, a raczej wszystkie horrory. Czasami człowiek natknie się na coś takiego strasznego jak Atak Szczurów. Dogląda do końca i wykrzyczy ostrzeżenie: Wyłączcie, Nie oglądajcie!
Atak szczurów (Ratten 2 Sie kommen weder Niemcy 2004) nie ma żadnych plusów, nie można napisać nic na jego obronę. Jedyne, nad czym się można zastanowić to to czy w czasie kręcenia skrzywdzono jakieś gryzonie. Ale nie szukałem tego w napisach końcowych, bo szkoda mi było czasu...
Świt żywych trupów (Dawn of the Dead, Francja, Kanada, Japonia USA 2004) Powrót do jednej z najlepszych części sagi o żywych trupach nakręconej przez George Romero w 1978 roku (recenzję czytaj tutaj). Mniej ponura, bardziej zabawna.
Do klasyki wrócił Zack Snyder, reżyser znany m.in. ze Strażników i 300, a za scenariusz zabrał się James Gunn, znany z Robali. Ich film (Dawn of The DeadUSA 2004 - 95 min.) nie jest tak ponury jak oryginał, po prostu bawi. Więcej się śmiejemy. Nie mam takich refleksji jak w wersji z 1978 roku, że Zombie, które atakują ludzi, którzy ukryli się w supermarkecie wyglądają jak ludzie codziennie odwiedzający te miejsca. "Zombie chodzący po sklepach wyglądają, jak wypisz wymaluj, jak ludzie, których zwykle widzę w takich miejscach. Snujących się pozornie bez celu, tępo wpatrzeni w półki z promocjami z lekkim szaleństwem w oczach. Gotowi by zaatakować gdy wypatrzą swój cel" - pisałem w marcu 2008 roku. Co ciekawe film miał premierę w supermarkecie, w którym został nakręcony, a Starbucks nie zgodził się by jego kawiarnia została pokazana w filmie.
Pewnego poranka młodą pielęgniarkę Anę (Sarah Polley znana m.in. z filmów: Istota, Mr. Nobody, eXistenZ) budzi jej córeczka. Dziewczynka rzuca się na swojego ojca i rozszarpuje mu gardło. Także on zamienia się w Zombie. Kobiecie cudem udaje się uciec. Jak się okazuje zombie grasują już po całym mieście - dlaczego? Tego twórcy filmu nam nie wyjaśniają. Spotyka policjanta Kenethha (Ving Rhames znany m.in. z Piranii 3D, Surogatów, Dnia żywych trupów, W mroku pod schodami), Andre (Mekhi Phifer - m.in. Impostor i Koszmar następnego lata) i jego ciężarną dziewczynę Corę (Kim Roberts - Opętanie: powrót do domu, Piła III, Piła IV). Razem ruszają w poszukiwaniu kryjówki. Znajdują ją w opuszczonym supermarkecie, którego strzegą trzej ochroniarze. Rozpoczyna się walka o przetrwanie...
Moją uwagę na ten filmik zwrócił Łukasz z 5 Władzy. Cóż trzeba przyznać, że Bagman to gratka dla amatorów ostrego gore.
Fabuła jest dosyć niejasna. W każdym razie na miejscu porachunków gangsterskich pojawia się tajemnicza postać z papierową torbą na głowie - BAGMAN. Gangsterzy ruszają do ataku, a tu niespodzianka. Bagman jest wyposażony w różnego rodzaju broń białą. A jak nie starcza broni białej to doskonale wykorzystuje do ataku... parasol! Krew tryska litrami, siekiery służą do obcinania rąk, dłoni, nóg, są wbijane w plecy, pośladki i głowy. I tak przez 10 minut! Nie polecam tym, którzy czują obrzydzenie do krwi. Można szybko stracić apetyt i nie zjeść najbliższego posiłku.
Świetny film. Świetny klimat, który powoduje, że nie potrzebne są efekty specjalne i fajerwerki. Wystarczył dobry scenariusz i dobry reżyser, by "Jazdę na kuli" oglądało się z przyjemnością od początku do końca.
Ale nie ma się, co dziwić. Film wyreżyserował Mick Garris, specjalista od ekranizacji dokonań Stephena Kinga(tu wywiad dotyczący filmu). Film opowiada o młodym mężczyźnie, który na wieść o chorobie matki postanawia natychmiast jechać ją odwiedzić. Rezygnuje z biletów na atrakcyjny koncert i rusza stopem do rodzinnej miejscowości. Ma za sobą sporo przejść, bojąc się odejścia narzeczonej próbuje w urodziny popełnić samobójstwo.
Jakoś nie byłem przekonany do tej książki. Zeszło mi kilka lat zanim się za nią zabrałem.
Książka Tomasza Piątka składa się z trzech opowiadań. Najważniejsze to Bagno. Opowiada o architekcie, który odkrywa zwłoki na bagnie. Policja odkrywa kolejne ciała. Nasz bohater postanawia szukać sprawcy zbrodni. Wpada na trop tajemnego wierzenia w... kozy. Idzie tym śladem do zaskakującego końca.